niedziela, 17 sierpień 2014 06:37

Błażej Popławski: O klątwie surowcowej i organizacjach pozarządowych - recenzja książki Andrzeja Polusa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

relacje-pomiedzy-rzadami-a-ngos-w-afryka


  dr Błażej Popławski

Recenzja: Andrzej Polus, Relacje pomiędzy rządami a NGOs w afrykańskich państwach surowcowych. Przypadek Botswany, Ghany i Zambii, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2013, 258 ss.

Czym na Czarnym Lądzie jest społeczeństwo obywatelskie? Czy aktywność organizacji pozarządowych pomaga Afryce uniknąć klątwy surowcowej? Na te pytania odpowiada Andrzej Polus w książce podsumowującej jego badania w Botswanie, Ghanie i Zambii.

Iluzje społeczeństwa obywatelskiego

Dyskurs medialny, dotyczący mieszkańców Afryki, uwikłany jest w całą masę negatywnych stereotypów. Dominują w nim obrazy głodu, chorób, plemion, które rozpętują coraz to nowe wojny domowe. Panaceum na bolączki Czarnego Lądu, jak przekonuje wielu, ma być demokratyzacja ustrojów i liberalizacja handlu. Sceptycy takiej narracji zarzucają jej okcydentalizm, bezwiedne przenoszenie na peryferia świata modelu rozwoju, który zadecydował o sukcesie globalnej Północy.

Od wielu lat trwa debata, w której centrum lokuje się pytanie o kondycję społeczeństwa obywatelskiego w Afryce. Odpowiedź na nie wymaga zastanowienia się, które cechy tradycyjnych kultur afrykańskich uznać można za katalizatory, a które za inhibitory tworzenia ponadetnicznego modelu relacji społecznych. Już sam wybór wskaźników do oceny szybkości wyłaniania się społeczeństwa obywatelskiego w Afryce nie jest łatwy. Jedną z propozycji badawczych stanowi ocena działalności organizacji pozarządowych (non-governmental organization, NGO) i organizacji społeczeństwa obywatelskiego (civil society organization, CSO). Na Zachodzie ich aktywność często bywa uznawana za oznakę jakości procesu dobrego rządzenia (governance) oraz stopnia demokratyzacji społeczeństw.

W polskim piśmiennictwie dotyczącym Afryki, tematyka aktywności NGO podejmowana bywa rzadko, a jeśli już, to ogranicza się ją do oceny wpływu organizacji międzynarodowych na Czarny Ląd. W wypowiedziach tych zderzają się dwie narracje. Pierwsza legitymizuje inicjatywy pomoce – druga zwraca uwagę, że nieracjonalna pomoc może wyrządzić długofalowe szkody. Jak zatem, wychodząc z tych dwóch założeń, należałoby ocenić aktywność afrykańskich NGO-sów?

Sztuka porównywania

Ocenę działalności trzeciego sektora w „Trzecim Świecie” w sposób niezwykle ciekawy omawia praca Andrzeja Polusa „Relacje pomiędzy rządami a NGOs w afrykańskich państwach surowcowych. Przypadek Botswany, Ghany i Zambii”. Autor starał się zweryfikować twierdzenie, według którego silne organizacje pozarządowe w afrykańskich państwach surowcowych przyczyniają się do niwelowania wystąpienia zjawiska określanego jako klątwa surowcowa i wspomagają tym samym rozwój społeczno-gospodarczy.

Wybór Botswany, Zambii i Ghany jako obszaru badawczego wydawać się może zaskakujący. Został on jednak przez A. Polusa uzasadniony w sposób spójny i przekonujący. Kraje te wchodziły w skład Imperium Brytyjskiego, a po uzyskaniu niepodległości przystąpiły do Wspólnoty Narodów. Wszystkie były także zaangażowane w kampanię przeciwko segregacji rasowej. Z perspektywy geopolitycznej, Botswana i Zambia funkcjonują na obrzeżach kompleksu bezpieczeństwa, którego centrum stanowi RPA. Z kolei Ghana przez długie dekady rozwijała się politycznie i gospodarczo w cieniu swojego sąsiada, a głównego gracza strefy ECOWAS – Nigerii.

Botswanę, Zambię i Ghanę łączą także podobieństwa w systemie politycznym. Kraje te są demokracjami, w których egzekutywa dominuje nad legislatywą, a ordynacja wyborcza opiera się na okręgach jednomandatowych. W ostatnich latach nie miały w nich miejsce żadne zamachy stanu ani wojny domowe. Każda z państwowości buduje swoją stabilność ekonomiczną opierając się na surowcach – ghańskiej ropie i złocie, botswańskich diamentach i zambijskiej miedzi. Właściwa nimi gospodarka może przesądzić o sukcesie, jak i sprowadzić klątwę surowcową.

Bagaż teoretyczny

Analiza społeczeństwa obywatelskiego w Botswanie, Zambii i Ghanie umieszczona została w szerokim kontekście modernizacji tych trzech krajów. Już samo porównawcze omówienie burzliwych dziejów transformacji społeczno-politycznej w zróżnicowanych regionach Afryki zasługuje na uznanie. Autor oparł je na literaturze niedostępnej w Polsce. Co warte podkreślenia, w okresie 2008–2012 przeprowadził w Afryce kilkadziesiąt wywiadów i kilkaset ankiet – głównie z przedstawicielami trzeciego sektora, wykładowcami akademickimi oraz misjonarzami. Wnioski z nich zostały delikatnie wplecione w główną narrację – głównie w formie przypisów. Nie burzy to wykładu, a wzbogaca go o intrygujący, intersubiektywny pierwiastek.

Omawiając pokrótce metodologiczną podstawę pracy, warto zwrócić uwagę na wybór teorii najbardziej użytecznych, zdaniem autora, do opisu problemu badawczego. Odnieść można wrażenie, że A. Polus, starając się zerwać z myśleniem o Afryce w kategoriach tzw. nowego średniowiecza (new medievalism), zastąpił je modelem zaproponowanym przez Stephena Orvisa. Według amerykańskiego politologa, zwolennika ujęć konstruktywistycznych, społeczeństwo obywatelskie na Czarnym Lądzie opiera się na fuzji dwóch porządków: tradycyjnego (wspólnoty etniczne, struktury klientalne) i współczesnego (organizacje pozarządowe typu „zachodniego”). Takie właśnie spojrzenie pozwala na uniknięcie sądów wartościujących – prostego klasyfikowania jednych form organizacji społecznej jako bardziej użyteczne, a innych jako dysfunkcjonalne. Jednocześnie perspektywa ta umożliwia prezentację inicjatyw łączące różne tradycje kulturowe i systemy prawne – np. instytucji forów ludu Tswana o nazwie kgotla, która to przetrwała z czasów kolonialnych i nadal odgrywa istotną rolę w procesie konsultacji społecznych.

Drugim pojęciem skonceptualizowanym w pracy jest klątwa surowcowa (resource curse). A. Polus charakteryzuje korelację występowania tego zjawiska z siłą kapitału społecznego. Nawiązuje do klasycznych prac Richarda M. Auty’ego, Jeffreya D. Sachsa czy Josepha Stiglitza. Zgadza się z tezą o związku pomiędzy występowaniem na terytorium danego państwa kopalin i nikłej dywersyfikacji wymiany gospodarczej a jego stabilnością polityczną, poziomem rozwoju oraz występowaniem konfliktów. Uzależnienie państwa od renty surowcowej prowadzi do braku zmian na szczytach władzy, wzrostu nierówności społecznych i godzi w samą istotę obywatelstwa.

Ewolucja inicjatyw pozarządowych

Wychodząc od tych założeń, A. Polus charakteryzuje ewolucję inicjatyw pozarządowych w Afryce. Początkowo funkcjonowały one jako ekskluzywne stowarzyszenia, np. kluby sportowe, w skład których wchodzili biali kolonizatorzy. Dopiero pod koniec okresu międzywojennego na Czarnym Lądzie powstawać zaczęły pierwsze organizacje zrzeszające Afrykanów. Miały one profil de facto zawodowy – zrzeszały górników, plantatorów etc. Już na tym etapie dostrzec można przenikanie się czynnika etnicznego, religijnego, zawodowego oraz politycznego. W ten sposób, jak pisze A. Polus, nawiązując do prac Jean-François Bayarta, Patrica Chabala i Jean-Pascala Daloza, kształtowały się identyfikacje polityczne oraz zręby społeczeństwa obywatelskiego w Afryce doby kolonialnej.

Drugi etap wyłaniania civil society, wyodrębniony przez A. Polusa, przypadł na pierwsze dekady po uzyskaniu niepodległości, zwłaszcza lata 1980’. Okres ten nazywany bywa zarówno „straconą dekadą dla rozwoju Afryki”, jak i „dekadą NGO na Czarnym Lądzie”. Rosło wtedy uzależnienie kontynentu od pomocy zewnętrznej. Grantodawcy szybko wykreowali popyt na działalność NGO/CSO w państwach afrykańskich. Wraz z pogłębiającą się dysfunkcją państw coraz więcej świadczeń zaczęło być dostarczanych przez organizacje pozarządowe. W Afryce powstała wtedy ogromna liczna stowarzyszeń, których statuty wypełniały deklaracje pomocowe. Często dochodziło też między nimi do rywalizacji – A. Polus przytacza spór pomiędzy Survival International a Ditshwanelo w Botswanie. Obie organizacje broniły praw ludu Basarwa, którego ziemie próbował przejąć koncern wydobywczy De Beers. Różniły je jednak podstawy normatywne – organizacja międzynarodowa kierowała się koncepcją przeciwwładzy wobec rządu, zaś inicjatywa lokalna – ideą jedności międzyludzkiej (botho). Mimo pozornej wspólnoty celów, nie potrafiono wypracować konsensusu, a los Basarwa nadal pozostaje zagrożony.

Zdrowy sceptycyzm

Wnioski z pracy A. Polusa nie nastrajają czytelnika pozytywnie. Łatwo dostrzec można, że znaczna część CSO w Afryce nigdy nie działała z pobudek szczytnych – wiele funkcjonowało na zasadzie agentur partii politycznych, zawłaszczających środki pomocowe. Według A. Polusa, spośród trzech analizowanych krajów, jedynie w Ghanie wytworzyła się efektywna praktyka współpracy NGO z kolejnymi rządami przy realizacji projektów rozwojowych i zarządzaniu rentą surowcową. W Zambii i Botswanie reprezentanci żadnej z organizacji pozarządowych nie mieli jakiejkolwiek okazji występować w parlamencie, podczas gdy w Ghanie istnieje taka praktyka. To jeden z powodów osłabienia podmiotowości NGO w Zambii i Botswanie. Sukcesy poszczególnych organizacji, choćby udział CSO w odsunięciu od władzy Kennetha Kaundy, nie decydują o stabilności trzeciego sektora. Podlega on nieustannym zmianom, rozdrobnieniu, jest podatny na upartyjnienie.

A. Polus zdaje sobie sprawę, że podanie jednej recepty rozwoju Afryki i zminimalizowania niebezpieczeństwa wystąpienia zjawiska klątwy surowcowej jest niemożliwe. Niemniej jednak silne organizacje pozarządowe postrzega jako jeden z gwarantów zrównoważonego rozwoju w afrykańskich państwach surowcowych.


Autor recenzji jest doktorem historii, socjologiem, członkiem Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego, prowadzi blog www.afrykanista.pl


Pozycja do nabycia w księgarni internetowej Oficyny Wydawniczej ATUT.

Czytany 5763 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04