środa, 01 październik 2014 06:02

Tomasz Skowronek: Irańska agentura w Ameryce Łacińskiej?

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

hezbollah_samerica


  Tomasz Skowronek

Amerykański gubernator stanu Teksas Rick Perry, niedoszły kandydat republikanów na prezydenta USA, stwierdził niedawno, że organizacja terrorystyczna Państwo Islamskie (IS), która dokonuje bestialskich zbrodni w Syrii i Iraku, jest także obecna przy granicach Stanów Zjednoczonych, a konkretnie w Meksyku.

Zarówno Pentagon, jak i meksykański MSZ odpowiedziały jednogłośnie, że oskarżenia republikańskiego polityka są absurdalne. Co ciekawe, głosy, a nawet oskarżenia o tym że fundamentaliści z Bliskiego Wschodu działają w Ameryce Łacińskiej pojawiały się już w przeszłości i to kilka dobrych lat temu. Wymienia się takie organizacje, jak Hezbollah, Al-Kaidę oraz służby wywiadowcze Iranu, które mają rzekomo utrzymywać w tym regionie komórki terrorystyczne. A wszystko to po to, aby zbliżyć się do granic USA i zagrozić suwerenności Stanów Zjednoczonych.

Zamachy w Buenos Aires

Oskarżenia nasiliły się po wydarzeniach z 11 września 2001 r. Punktem odniesienia, tworzącym przeróżne spekulacje o działalności terrorystów i Irańczyków są dwa wydarzenia, które wstrząsnęły Argentyną na początku lat 1990’.

17 marzec 1992 rok, Buenos Aires. Pickup prowadzony przez zamachowca-samobójcę z materiałami wybuchowymi uderza w izraelską ambasadę. W wyniku eksplozji ginie czterech Izraelczyków, ale większość ofiar to argentyńscy cywile, w tym dzieci. W sumie wybuch zabił 29 osób i zniszczył sąsiednie budynki i kościół. Do zamachu przyznaje się organizacja Islamski Dżihad, która ma być powiązana z Teheranem. Zamach miał być zemstą za zamordowanie przez Izrael libańskiego szyickiego duchownego Abbasa al-Musawiego. Dwa lata później, również w Argentynie i także w stolicy, o 9.53 rano wybucha bomba w centrum kultury żydowskiej AMIA (Asociación Mutual Israelita Argentina). Ginie wówczas 85 osób a ok. 300 zostaje rannych. Społeczność żydowska (największa w regionie), jak i Argentyńczycy, są w szoku.

W przeciwieństwie do pierwszego zamachu, w wypadku kolejnego nie wiadomo, kto naprawdę podłożył bombę. W wyniku śledztwa miały wyjść na światło dzienne różne powiązania między zamachowcami a libańskim Hebollahem i irańskimi organizacjami Pasdaran (Irański Korpus Strażników Rewolucji) i Quods, który jest paramilitarną gałęzią Irańskiego Korpusu. Podwaliny do ataku miał natomiast przygotować irański duchowny Mohsen Rabbani, który oficjalnie pełnił funkcję attaché kulturalnego Iranu w Buenos Aires.

Niebezpieczna potrójna granica

W czasie izraelskiego śledztwa odkryto pewne ślady sugerujące, że zamachowcy mogli planować ataki w Tri-Border. To obszar, w którym krzyżują się granice trzech państw, leżący pomiędzy trzema miastami: paragwajskim Ciudad del Este, argentyńskim Puerto Iguazú i brazylijskim Foz do Iguaçu, zamieszkiwany przez dużą rzeszę imigrantów z Bliskiego Wschodu (głównie Libańczyków) i Azji (Koreańczyków, Chińczyków, Tajwańczyków). Region ten jest enklawą przestępczości, korupcji i nielegalnych interesów. Granice są tu słabo strzeżone, kwitnie narkobiznes i proceder prania brudnych pieniędzy. Przygraniczne miasta słynną z dynamicznego wzrostu. Paragwajskie Ciudad del Este jest czasem nazywane latynoamerykańskim Hong Kongiem. Zlokalizowana jest tu strefa wolnocłowa. Miasto posiada jeden z największych na świecie wolumenów transakcji gotówkowych. Ogólnie, obszar ten jest jednym wielkim bazarem gdzie można nabyć przeróżne podróbki, broń czy narkotyki. Od czasów zamachów, Tri-Border budzi zainteresowanie amerykańskich służb wywiadowczych i mediów, które twierdzą, że działają tu organizacje terrorystyczne z Bliskiego Wschodu, Egiptu i z Rogu Afryki. Chociaż funkcjonują tu różne grupy przestępcze, nie ma jednak żadnych mocnych dowodów na to, że organizacje terrorystyczne są aktywne na potrójnej granicy.

Irańska siatka szpiegowska?

Jednak rzekoma aktywność fundamentalistów i irańskich służb wywiadowczych ma się nie ograniczać tylko do regionu Tri-Border. Argentyński prokurator Alberto Nisman, który zajmuje się sprawą zamachu na centrum społeczności żydowskiej, podejrzewa, że Iran buduje swoją siatkę wywiadowczą w takich krajach jak Chile, Kuba, Brazylia, Paragwaj, Surinam, Wenezuela, Argentyna, Kolumbia czy Urugwaj. W Gujanie irańska komórka miała podobno planować zamach terrorystyczny na lotnisku w Johna F. Kennedy'ego w Nowym Jorku. Człowiekiem, który miałby planować atak był Abdul Kadir, burmistrz drugiego co do wielkości miasta Gujany – Linden. Miał on być uczniem M. Rabbaniego, a sam A. Kadir chciał podobno założyć organizację typu Hezbollah na Karaibach. W 2007 roku został aresztowany w Trynidadzie za domniemane planowanie ataku na port lotniczy w Nowym Jorku. Natomiast Hezbollah, Al.-Kaida czy inne organizacje islamskie mają współpracować z meksykańskimi kartelami narkotykowym oraz gangami z Ameryki Środkowej.

W 2002 roku w meksykański mieście Tujanie zatrzymany zostaje niejaki Salim Boughader Mucharrafille, właściciel kawiarni. W rzeczywistości jednak miał zajmować się przemycaniem członków Hezbollahu do Stanów Zjednoczonych. W 2004 roku minister bezpieczeństwa Hondurasu Oscar Alvarez stwierdził, że członek Al-Kaidy Adnan G. El-Shukrijumah, urodzony w Arabii Saudyjskiej, który posiadał paszport Gujany, utrzymywał kontakty z gangiem Mara Salvatrucha. Celem spotkania miało być wynajęcie członków gangów przez terrorystów w celu ataku na amerykańskie ambasady w Ameryce Środkowej. Hezbollah i wywiad irański mieli podobno współpracować z meksykańskim kartelem narkotykowym Los Zetas. Mówiło się nawet, że niektórzy członkowie karteli, którzy zostali aresztowani, mieli posiadać na ciałach wytatuowane symbole perskie. W 2011 r. brazylijski tygodnik „Vaje", powołując się na dokumenty z FBI, CIA i Interpolu poinformował, że M. Rabbani skutecznie wymyka się brazylijskim władzom dzięki sfałszowanym dokumentom, a w samej Brazylii zwerbować kilku młodych Brazylijczyków do islamskich ekstremistów.

„Komisja prawdy" niewiele wyjaśni

Jednak mocnych dowodów we wszystkich tych sprawach nie ma. A w sprawie hipotetycznej aktywności Hezbollahu, Irańczyków i innych grup islamskich w regionie wciąż mamy do czynienia z wieloma niejasnościami i lukami. Faktem jest, że zamachy dokonane na początku lat 1990’ w Argentynie miały źródła na Bliskim Wschodzie. Ci, którzy sceptycznie podchodzą do pogłosek o działalności islamskich organizacji na zachodniej półkuli twierdzą, że oskarżenia te mają dawać pretekst Waszyngtonowi do wtrącania się w wewnętrzne sprawy krajów latynoskich. Nawet, jeśli założymy, że Teheran utrzymuje w krajach latynoamerykańskich swoje siatki wywiadowcze, to dziś aktynowość ta jest znacznie mniejsza niż kilka lat temu. Raport Departamentu Stanu z czerwca 2013 roku, informuje wprost, że irańskie wpływy w Ameryce Łacińskiej znacznie osłabły.

Co do zamachów terrorystycznych w Argentynie, zwłaszcza zamachu z 1994 roku, to mimo upływu dwudziestu lat nadal istnieje w tej kwestii wiele „białych plam”. Sprawców nie wykryto, choć Argentyna oskarżyła o zamachy Hezbollah i władze Iranu, w tym Ahmada Vahidi, który był ministrem obrony Iranu w latach 2009–2013. Całkowitej prawdy o tym, co się wydarzyło dwadzieścia lat temu zapewne nigdy się nie dowiemy. Co prawda Argentyna i Iran w 2013 roku zgodziły się razem powołać „komisję prawdy”, która ma wyjaśnić owe incydenty, jednak istnieje małe prawdopodobieństwo, że sprawa zostanie rozwikłana.

W 2014 roku były ambasador Izraela w Argentynie Icchak Awiran stwierdził, że większość ofiar zamachów na wspólnotę żydowską zginęło z rąk izraelskich służb specjalnych.

Tekst został opublikowany w nr 180 (332) „Dziennika Trybuna”.
Fot. barracudabrigade.blogspot.com

Czytany 6499 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04