środa, 10 listopad 2010 11:28

Łukasz Reszczyński: Konsekwencje pośpiechu

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

 

alt
Łukasz Reszczyński

 

Członkostwo Bułgarii i Rumunii w Unii Europejskiej to doskonały przykład wyższości bieżących interesów nad polityczną racjonalnością.

 

We wrześniu Rada Unii Europejskiej przedłużyła funkcjonowanie mechanizmu Współpracy i Weryfikacji (CVM) o kolejny rok, dając tym samym Sofii i Bukaresztowi czas na uporządkowanie swoich wewnętrznych problemów. Mechanizm ten jest unijnym nadzorem nad postępami Rumunii i Bułgarii w zakresie walki z korupcją i przestępczością zorganizowaną. Brak zamknięcia tej kwestii prawdopodobnie uniemożliwi włączenie tych krajów do strefy Schengen, do której zarówno Sofia jak i Bukareszt mają ambicje przystąpić jeszcze przed marcem 2011 roku.

Czysta strategia?

Geostrategiczny ruch dokonany przez Brukselę pierwszego stycznia 2007, zagarniający do unijnego rękawa Rumunię i Bułgarię wydaje się działaniem zgodnym z pierwotnym duchem europejskiej integracji. Skok na wschód, pomijający państwa Bałkanów Zachodnich ustalił (prawdopodobnie na długie lata) kształt wschodniej flanki Unii Europejskiej, która zyskała tym samym dostęp do strategicznych wybrzeży Morza Czarnego. Podkreślił on również decydującą rolę Unii Europejskiej na Bałkanach, które od wieków pozostawały areną zainteresowania czołowych europejskich mocarstw.

Włączenie Rumunii i Bułgarii do struktur Unii Europejskiej (a także trzy lata wcześniej do NATO) jest konsekwencją rozszerzeniowej koncepcji Brukseli, która w swoich działaniach kierowała się głównie pobudkami natury geopolitycznej. Pośpiech i wątpliwy rozsądek sprawiły, że w styczniu 2007 Unia Europejska przygarnęła dwa, sumarycznie niemal trzydziestomilionowe narody, które z miejsca stały się największymi euro - biedakami, w dodatku słynącymi z kwitnącej korupcji i zorganizowanej przestępczości. Z tego też powodu oba kraje objęto mechanizmem CVM, za pomocą którego Bruksela sprawuje bezpośredni nadzór nad zwalczaniem tych problemów przez władze rumuńskie i bułgarskie.

Problem korupcji oraz zorganizowanej przestępczości jest w przypadku państw bałkańskich niemal nieodłącznym elementem codziennej rzeczywistości. Wpływ na to mają nie tylko warunki geograficzne (Bałkany to ciągle główny „port” przerzutowy narkotyków z Azji do Europy Zachodniej) ale również postkomunistyczna spuścizna historyczna. Wojenna zawierucha lat dziewięćdziesiątych stworzyła niemal idealne warunku do rozprzestrzeniania się przestępczych siatek nie tylko w krajach byłej Jugosławii ale również w państwach ościennych. Swoją cegiełkę dołożyła również ekonomiczna blokada ówczesnej Jugosławii nałożona przez państwa zachodnie, która postawiła Bułgarię i Rumunię (gospodarczo mocno ukierunkowane na region) w trudnej sytuacji. Nieoficjalne informacje potwierdzają zatem jakoby członkostwo tych krajów w Sojuszu Północnoatlantyckim było swoistą nagrodą za te przykre i niezawinione doświadczenia oraz udostępnienie swoich terytoriów dla natowskiej operacji przeciwko Serbii w 1999 roku. Zestawiając potencjał militarnych tych krajów z ich potencjałem ekonomicznym trudno nie wysnuć podobnych podejrzeń względem ich akcesji do Unii Europejskiej, choć to oczywiście kwestia mocno dyskusyjna.

Unijna kontrola w postaci CVM zaczęła przynosić pewne owoce, jednak wspomniane problemy stanowią zbyt głęboko zakorzeniony komponent zarówno rumuńskiego jak i bułgarskiego społeczeństwa (a także klasy politycznej) aby realne efekty były zauważalne w przeciągu ledwie czterech lat. Potwierdza to sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy to pierwszy raz w historii funkcjonowania europejskiej Wspólnoty, Komisja Europejska odebrała fundusze swojemu członkowi. Sytuacja taka miała miejsce w przypadku Bułgarii, której z powodu zatrważającego poziomu korupcji i malwersacji przy pomocy unijnych funduszy cofnięto ponad dwieście milionów euro. Wydarzenie to odbiło się mocno na wewnątrz wspólnotowym wizerunku tego państwa, który Sofii będzie z pewnością trudno odbudować przez najbliższe lata.

Romski języczek uwagi

Mimo względnych, choć wciąż niedostatecznych postępów wykazywanych w kwestii walki z korupcją i przestępczością przez Rumunię i Bułgarię, szyki obu państwom może pokrzyżować głośna ostatnio sprawa Romów. Radykalne działania podjęte przez francuską administrację ponownie wyniosły ten problem na międzynarodową wokandę. Mimo ogólnounijnej krytyki Paryża, Francja nie zamierza ulegać presji, tym bardziej, że zdecydowane rozprawienie się z jedną z najbardziej uciążliwych kwestii jest znakomitym taryfikatorem w przypadku przedwyborczych słupków. Nie należy również zapominać o tym, że Francja pozostaje w czołówce europejskich krajów mających poważny problem związany z ogromną ilością napływającej ludności. Paryż doskonale zdaje sobie sprawę, że wydalenie ze swojego terytorium Romów nie rozwiąże problemu. Antidotum może okazać się ich asymilacji w „pierwotnych ojczyznach”, z których przybywają na zachód – a tymi pozostają głównie Bułgaria i Rumunia. Francja już dawno skrytykowała oba kraje za niedostateczne działania na rzecz integracji społeczności romskich, co może mieć również swoje przełożenie na stanowisko Paryża w kwestii dołączenia Sofii i Bukaresztu do obszaru Schengen. Problem ten jest wyzwaniem szczególnie dla Rumunii, która jest domem dla blisko pół miliona Romów (wersje nieoficjalne mówią o prawie dwóch milionach). Bierność Bukaresztu może okazać się kosztowna dla Rumunów – według Brukseli władze rumuńskie wykorzystały do tej pory jedynie jeden procent środków przeznaczonych na ten cel z Europejskiego Funduszu Socjalnego (2,25 miliarda euro na lata 2007 – 2017).

Taki stan rzeczy nie napawa optymizmem, zaś zauważalne ostatnio demonstracyjne zwieranie szeregów Sofii i Bukaresztu może okazać się działaniem spóźnionym (swoją drogą prezydenci obu krajów spotkali się pod koniec września po raz pierwszy od siedmiu lat!). Co prawda oba kraje posiadaja znaczny kapitał w postaci poparcia ze strony Niemiec – bez wątpienia głównego „rozgrywającego” Unii Europejskiej, jednak ostatnia wizyta kanclerz Angeli Merkel w Sofii potwierdziła, że dotychczasowa powierzchowność działań władz Bułgarii i Rumunii nie będzie tolerowana. Światełkiem w tunelu jest również niedawna wizyta szefa Europolu Roba Wainwright`a w Sofii. Podczas rozmów z bułgarskim premierem Bojko Borisovem wyraził on swoje uznanie dla bułgarskich postępów na polu współpracy w zwalczaniu przestępczości i korupcji.

Nadzieją sofijskich i bukareszteńskich polityków napawać może również zbliżająca się półroczna prezydencja Węgier (pierwsza połowa 2011 roku). Według komentatorów rząd w Budapeszcie traktuje sprawę rozszerzenia obszaru Schengen „priorytetowo”, co jest z pewnością dobrym sygnałem dla Bułgarii i Rumunii. W razie niepowodzenia pozostaje również swoista furtka w postaci następnej prezydencji, którą sprawować będzie Polska (druga połowa 2010 roku). Warszawa powinna być niewątpliwie zainteresowana rozszerzeniem strefy Schengen zwłaszcza w przypadku Rumunii, z która łączą ją historyczne i bieżące interesy geopolityczne, czego największym przejawem jest poparcie Bukaresztu dla idei Partnerstwa Wschodniego. Wsparcie Budapesztu czy nawet Warszawy może jednak okazać się niewystarczające, jeśli działania obu rządów nie zadowolą stanowiska Francji.

Ważni sojusznicy

Przypadek Rumunii i Bułgarii poddaje w wątpliwość zasadność włączania tych krajów w poczet członków Unii Europejskiej. Nieumiejętność skutecznego zapanowania nad podstawowymi sektorami działalności państwa (bezpieczeństwo) przez rządy w Sofii i Bukareszcie pozornie powinny stanowić wystarczający argument świadczący przeciwko ich unijnej integracji. Z drugiej jednak strony brak tak znaczącego bodźca jak członkostwo w Unii Europejskiej, mógłby okazać się decydujący dla dalszego rozwoju korupcji i zorganizowanej przestępczości w tych państwach. To twierdzenie znajduje pewną słuszność na przykładzie sąsiedniej Serbii, Macedonii i Czarnogóry. Kraje te mimo iż dopiero pretendują do członkostwa w Unii Europejskiej, zdołały podjąć skuteczne działania w zakresie walki z korupcją i zorganizowaną przestępczością co zaowocowało ubiegłoroczną decyzją Komisji Europejskiej obejmującą je liberalizacją wizową na obszarze Schengen (poziom problemu korupcji i zorganizowanej przestępczości w tych krajach był zbliżony).

Decydującym czynnikiem jest jednak geopolityka i strategia funkcjonowania Unii Europejskiej, a także i NATO. Włączając w swój obszar Bułgarię i Rumunię obie organizacje po pierwsze: domknęły klamrę wokół kłopotliwych Bałkanów Zachodnich, niemalże uniemożliwiając tym państwom obranie innej drogi rozwoju, niezgodnej z planami Brukseli. Po drugie: ustanowiły wschodnie obrzeża Unii Europejskiej, określając tym samym zakres wschodnich, geopolitycznych zainteresowań Wspólnoty.

Należy również pamiętać o strategicznym położeniu obu państw, z których pierwsze (Rumunia) usytuowane jest w bliskim sąsiedztwie Federacji Rosyjskiej, zaś drugie – w pobliżu Turcji. Oba te państwa stanowią poważne wyzwania dla Brukseli, zarówno w sferze bezpieczeństwa energetycznego jak i – w przypadku Turcji – ewentualnej akcesji. Pozostają one wciąż strefą dość intensywnej rywalizacji unijno – rosyjskiej, chociażby w kwestii projektów gazociągowych. Bułgaria jest już sygnatariuszem rosyjskiego projektu „Południowy potok”, z kolei w przypadku Rumunii toczą się na ten temat dość intensywne negocjacje z rosyjskim Gazpromem. Mówiąc o Rumunii nie można zapominać o wciąż aktualnej sprawie funkcjonowania separatystycznego Naddniestrza, jak również wpływie Bukaresztu na polityczną kondycję sąsiedniej Mołdawii, która wyraźnie poszukuje swojej geopolitycznej tożsamości.

Jak już wspomniano, kwestia pełnej eurointegracji Rumunii powinna stać jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej. Kraj ten, posiadający bliskie sojusznicze tradycje z Warszawą, może okazać się jedynym silnym wsparciem dla Polski w kwestii Partnerstwa Wschodniego. Co prawda sprawą dyskusyjną pozostaje realność powodzenia tego projektu, jednak poszukiwanie państw żywotnie zainteresowanych jego ideą powinno stać jego podstawą.

Artykuł ukazał się w nr 45(567) tygodnika alt

Czytany 5308 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04