piątek, 15 listopad 2013 08:56

Wladysław Gulewicz: Idea galicyjsko-ruska a nacjonalizm ukraiński

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

road_ukrainegeopolityka  Wladysław Gulewicz

Nacjonalizm ukraiński – to ideologia niebezpieczna dla sąsiadów Ukrainy (zarówno dla Rosji, jak i Polski) oraz dla samych obywateli Ukrainy. Dalsza pobłażliwość dla jego swobodnego funkcjonowania, będzie przyczyną jeszcze głębszej radykalizacji ukraińskiego społeczeństwa jako preludium do politycznej i socjalnej niestabilności. W konsekwencji spowoduje przekształcenie Ukrainy Zachodniej w „Kosowo Europy Wschodniej” – w zależności od nasilenia się stopnia nastrojów ekstremistycznych. 

Kijów nie tylko nie jest w stanie poskromić wpływowych kuratorów spektrum nacjonalistycznego polityki ukraińskiej, lecz nawet nie zamierza się tym zajmować. Nacjonalizm ukraiński – to wygodne narzędzie polityczne, którego politycy kijowscy pozbyć się nie chcą. W zaistniałej sytuacji potrzebne są skoordynowane działania Polski, Rosji oraz zdrowych sił społecznych na samej Ukrainie w celu uzdrowienia politycznego i społecznego klimatu w kraju.

Historyczne tak się stało, że Ukraina Zachodnia dla człowieka o wszechruskich poglądach – to Ruś Zachodnia, lecz dla Polaka – Kresy Wschodnie. Z tych trojga oznaczeń geograficznych najpóźniejszym chronologiczne jest “Ukraina Zachodnia”. Najmniej zachodnio-ukraińskie tereny mają historyczne prawo nazywać się ukraińskimi. Po pierwsze, minęło nie tak dużo czasu od dnia przemianowywania ziem zachodnio-ruskich na Ukrainę Zachodnią. Po drugie, niedawno minęły czasy, kiedy określenie “Galicjanin” nie oznaczało “Ukraińca”, a Galicja nie była uważana za Ukrainę. Po trzecie, za bazę współczesnego j. ukraińskiego uważano dialekt połtawski, a nie gwarę zachodnio-ukraińską. To znaczy, że Ukraina Zachodnia jest centrum radykalno-politycznej, nie zaś kulturowej ukraińskości.

Dla polsko-rosyjskiej współpracy w tym kierunku potrzebna jest ideologia konstruktywnej koegzystencji elementów kulturowych (polskiego i rosyjskiego) na ziemiach zachodnio-ukraińskich. Przy tym słowo “rosyjski” oznacza tu kulturę zachodnio-ruskią, która zawsze była obecna na tych ziemiach (przykładowo w j. rosyjskim termin “ruski” oznacza jako określenie mieszkańców współczesnej Rosji, czyli Rosjan, tak też i cały naród Dawnej Rusi – od dzisiejszej Ukrainy i Białorusi do północnych terenów Rosji. Pełne jego spektrum).

Ideologia kresów wschodnich jako polskiej ziemi nie może w pełnym stopniu występować w roli kontrideologii nacjonalizmu ukraińskiego, ponieważ byłoby to traktowane jako zakusy na integralność państwa ukraińskiego oraz rewanżyzm. Kresy Wschodnie – to region z mieszanym polsko-ruskim żywiołem (później przekształconym na polsko-ukraiński). Nie będziemy w tym miejscu dużo pisać o walce terminologicznej polityki polskiej i rosyjskiej, kiedy Polacy mówili, że słowo “ruski” ma niewiele  wspólnego z Rosją, zaś sporo z Kresami Wschodnimi, a rosyjska szkoła historyczna głosiła zdanie przeciwne. Nie jest to celem niniejszego artykułu.

W takiej sytuacji kontrideologia nacjonalizmu ukraińskiego może występować jako idea galicyjsko-ruska. To właśnie jest idea, nie ideologia, która nie jest produktem importowanym, lecz powstała i umocniła się we wnętrzach mas narodowych Rusi Galickej. Ruch galicyjsko-ruski był zwłaszcza silnym w XVIII-XIX w., kiedy występowała w tym okresie historycznym cała plejada galicyjsko-ruskich działaczy (kilkadziesiąt), którzy wysuwali tezę o jednym ruskim (w sensie: rosyjskim) narodzie żyjącym od Karpat do Kamczatki.

Pozostawili oni bogatą spuściznę historyczną, językoznawczą, widoczną też w teologii, jak też w publicystycznej i dramaturgicznej twórczości, która dzisiaj leży przykryta kurzem – w lwowskich bibliotekach. W ówczesnym okresie istniały wielkie galicyjsko-ruske media, galicyjsko-ruskie organizacje (Towarzystwo im. Michała Kaczkowskiego, Towarzystwo Dam Ruskich itd.). W polskiej tradycji historycznej galicyjsko-ruski żywioł nazywano „Starorusinami”. Równolegle zwolenników ukraińskości – „Młodorusinami”. Potem Młodorusini pozostawili swą ruskość – odcięli się od niej w takiej skali, że nawet przyjęli nowy etnonim za swe imię narodowe – Ukraińcy.

Nie oznacza to, że galicyjsko-ruski ruch był ruchem „kulturtraegerów” wobec kultury ukraińskiej. W opozycji do nich stali chociażby niektórzy przedstawicieli myśli galicyjsko-ruskiej, jak np. członkowie organizacji ukrainofilskich typu “Proświta”.

Jednak oni, jak i wcześniej cały galicyjsko-ruski żywioł, wszystko, co dzisiaj uważa się za ukraińskie, wcześniej uważali za ruskie (rosyjskie), za południowo-zachodnią gałąź jednej rosyjskiej kultury, języka i narodu. Dopóki na Rusi Galickej była żywa idea galicyjsko-ruska, to ziemie te nie znały nacjonalistycznego ekstremizmu. Ten ekstremizm pojawił się wraz z tezą o politycznej i cywilizacyjnej odrębności Ukraińców od Rusi i Rosjan.

Dzisiaj zdaje się być potrzebnym spowodowanie odrodzenia się myśli galicyjsko-ruskiej. Czas odnowić wszystkie ślady, której współczesna władza ukraińska stara się wymazać z pamięci narodowej. Sam fakt obecności tej myśli w historii państwa, które dzisiaj nazywa się ukraińskim, psuje obraz ideologiczny Kijowa „o kryształowo czystej niezależności ukraińskiej”. Właściwe idea galicyjsko-ruska, wypierana kiedyś z ziem zachodnio-ruskich przy pomocy terroru austriacko-węgierskiego (obozy koncentracyjny Terezin i Talerhoff) musi występować w jakości alternatywnej – moralnej orientacji dla żywiołu Ukrainy Zachodniej. Polska nie musi bać się, że reanimacja myśli galicyjsko-ruskiej spowoduje negatywny skutek geopolityczny. Po pierwsze, po kiedyś mocnej, galicyjsko-ruskiej świadomości pozostało na Ukrainie Zachodniej żałosne okruszyny – wspomnienie. Cudem zachowanych w XX w. galicyjsko-ruskich zwolenników dobijali już ukrainomani-banderowcy w latach 40. XX w., w podobnych pogromach – jak wyrżnięcie setek tysięcy Polaków na Wołyniu.

Po drugie, aby ruch galicyjsko-ruski znowu zyskał skalę zagrażającą państwowości polskiej, potrzebne byłyby olbrzymie koszty finansowe oraz zaangażowanie organizacyjne, nie mówiąc już o potrzebnym na to czasie. Rosja nie jest też tym zainteresowana, z uwagi na nierealność takiego kroku i niechybną perspektywę komplikacji dyplomatycznych z Kijowem, który niewątpliwe zyskałby wsparcie w tej sprawie przez Zachód.

Po trzecie, analogicznemu galicyjsko-ruskiemu odrodzeniu trzeba zabezpieczyć polską obecność kulturową w tym regionie. Te dwaj projekty muszą iść w parze, szlakiem kompromisów, zaś nie zaciekłego przeciwdziałania. To nie znaczy, że obie strony nie można przedstawić kontrowersyjne fakty w historii galickich Rusinów a Polaków i bronić swej wersji tej historii. To oznacza jednak, że ani Polacy, ani zwolennicy myśli galicyjsko-ruskiej nie muszą wybierać jedną albo drugą jako cel swoich akcji. Oboje mają amoralnego wroga – nacjonalizm ukraiński. Kiedyś podobne recepty wysuwał rosyjski geopolityk, urodzony w Małorosji, Iwan Dusiński (“Геополитика России”, M, 2003).

Dozowane odrodzenie idei galicyjsko-ruskiej (obecnie możliwa jest jej dozowana reanimacja, i to tylko na bazie kulturowo-społecznej, nie politycznej) leży w interesie Polski. Obecność galicyjsko-ruskiego segmentu na scenie historyko-kulturowej Ukrainy Zachodniej, jeżeli będzie się rozwijać, rozładuje skoncentrowany nacjonalizm ukraiński, jakim kieruje się Ukraina Zachodnia. Pojawienie się jeszcze jednej figury ideologicznej, przeciwdziałającej radykalizmowi ukraińskiemu i pracującej, nawet częściowo, na tej samej “działce”, co i Polacy, czyli przeciwdziałająca „banderyzacji” kraju z pewnością przyczyni się do powodzenia tego zamysłu. Warto też pamiętać, że między Starorusinami a Polakami nigdy nie było przeciwieństw na tle etnicznym. Były przeciwieństwa polityczno-ideologiczne, które często decydowano się rozwiązywać metodą siłową. W wypadku Polaków i banderowców-ukrainomanów zyskały one wygląd czystek etnicznych. Natomiast Starorusini nigdy nie nawoływali do eksterminacji Polaków i wymazywania śladów po ich obecności na tej ziemi. Tymczasem banderowcy stawiali to za swój główny polityczny cel.

Dzisiaj pozytywny sygnał daje strona polska. 9 września 2013 r. w Przemyślu grupa miejscowych obywateli ze Wspólnoty Samorządowej Doliny Sanu zbierała podpisy za przemianowaniem ulicy nazwanej imieniem hitlerowskiego kolaboranta, unity Jozafata Kocyłowskiego imieniem duchowego greko-katolickiego Wasyla Maściucha, który był człowiekiem o galicyjsko-ruskich poglądach.

Społeczność Przemyśla uważa, że dzięki trzeźwej pozycji o. W. Maściucha w racjonalnym przeciwdziałaniu próbom J. Kocylowskiego, chcącego ukrainizować swe parafie, w rejonach nadzorowanych przez o. W. Maściucha, nie było czystek etnicznych dokonanych na Polakach przez podziemie banderowskie.

Tekst ukazał się na portalu newsbalt
Fot. news.kievukraine.info

Czytany 3721 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04