środa, 14 maj 2014 06:06

Tomasz Skowronek: Brazylia nie chce mundialu

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

brasil-protestas  Tomasz Skowronek

Mniej niż połowie (48 proc.) Brazylijczyków podoba się, że ich kraj będzie gospodarzem czerwcowej imprezy, a 55 proc. uważa, że wydarzenie to przyniesie więcej szkody niż korzyści. Takie są wyniki sondażu ośrodka Datafolha (badanie przeprowadzono 2 kwietnia 2014 r.). Jeszcze w 2008 r. organizację wielkiego sportowego wydarzenia popierało 80 proc. społeczeństwa. Przyczyną spadku popularności stały się ogromne koszty organizacyjne. Początkowo zapewniano, że stadiony zostaną zbudowane ze środków prywatnych i koszty będą mniejsze. Okazało się jednak, że większość potrzeb finansowych ponosi państwo. Wydatki na mundial mogą przekroczyć astronomiczną kwotę 15 mld dol. Do tego dochodzą śmiertelne wypadki przy budowach stadionów, afery korupcyjne oraz masowe manifestacje przeciwników mistrzostw. Malejące poparcie społeczne zbiega się w czasie z trwającymi od czerwca ubiegłego roku innymi protestami.

Gwałtowne zamieszki, pacyfikacja faweli, korupcja, niedokończone stadiony, masowe strajki i manifestacje przeciwko organizacji piłkarskich mistrzostw świata. Niecały miesiąc przed piłkarskimi emocjami  taka sytuacja ma miejsce w kraju do tej pory uważanym za Mekkę futbolu. W Brazylii wrze i kipi, a państwo wydaje się być zupełnie nieprzygotowane na przeprowadzenie tak wielkiej imprezy sportowej.

Piękna piaszczysta plaża Copacabana, koktajle caipirinha, urodziwe dziewczyny, słoneczna pogoda i karnawał do samego rana – po prostu żyć nie umierać. Raj na ziemi. Z tym głownie kojarzy się Brazylia. Jednak państwo to przez dziesięciolecia było uznawane za kraj Trzeciego Świata, kraj, który przeżył w ostatnich latach wiele rozgoryczeń, kryzysów gospodarczych, biedy i rządów ponurych dyktatur. Ale oprócz frustracji ma coś jeszcze. To oczywiście futbol i piłkarze tacy jak Pele, Romario czy Zico. Piłka nożna dla Brazylijczyków jest dumą narodową, która pozytywnie promowała ich ojczyznę na świecie. Brazylijczycy są dumni z tego, że mają najbardziej utytułowaną drużynę świata, która udoskonaliła styl tej pięknej gry.

Lula – rzecznik ubogich

Gdy siedem lat temu ogłoszono, że to Brazylia będzie gospodarzem następnych piłkarskich mistrzostw – Brazylijczycy pękali z dumy. Wówczas u władzy pozostawał Luiz Inacio Lula da Silva, zwany pieszczotliwie Lulą. To Lula był architektem trzeciej brazylijskiej drogi, która odmieniła kraj na lepsze. Po dwóch kadencjach jego następczynią została Dilma Rouseff – bliska współpracowniczka, która kontynuuje drogę wytyczoną przez byłego szefa państwa.

Lula połączył złagodzony neoliberalizm ze sprawiedliwością społeczną. Stał się prawdziwym rzecznikiem ubogich, dzięki aktywnej polityce socjalnej pokochały go miliony. Największy hiszpańskojęzyczny dziennik „El Pais” ochrzcił Lulę najpopularniejszym prezydentem w dziejach kraju.

Efekty polityki tego lewicowego polityka są niesamowite. To za jego rządów w Brazylii miał miejsce prawdziwy boom gospodarczy. Tylko w latach 2003-2010 z biedy wyszło około 30 mln ludzi. Do 2013 roku ta liczba powiększyła się o kolejne 10 milionów. Drugie tyle awansowało do klasy średniej. Utrzymywane jest stosunkowo niskie bezrobocie (6 proc.), powstały miliony nowych miejsc pracy. Dzięki takim programom jak „Zero Głodu” czy „Bolsa Familia”, liczba dzieci pracujących na ulicy spadła o ponad połowę.  Programy te polegały na tym, że każda uboga rodzina dostała zasiłek, pod warunkiem, że rodzice dopilnują , aby dziecko zamiast pracować, poszło do szkoły i miało zrobione wszystkie badania zdrowotne oraz szczepienia. Cel tego programu jest długofalowy – edukacja i dbałość o stan zdrowia mają zniwelować tzw. Ubóstwo dziedziczne.

Do tego wszystkiego Brazylia za rządów lewicowego prezydenta stała się mocarstwem regionalnym i wzorem dla wielu pozostałych państw regionu. Przyznanie prawa do organizacji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej miało być udekorowaniem wielkich osiągnięć latynoskiego kolosa, pokazaniem światu, że to właśnie tutaj znaleziono „złoty środek” na pokonanie biedy, że Brazylia to kraj Pierwszego, a nie Trzeciego Świata.

Największe południowoamerykańskie państwo ma zorganizować najpiękniejszy mundial na świecie. Bo niby czemu miałoby się nie udać? Tutaj piłka nożna jest religią, a kraj przeżywa swoje najlepsze lata w historii.

Cud gospodarczy i bunty społeczne

A jednak wszystko, co się dzieje wokół tej imprezy, przewraca się do góry nogami.

Mniej niż połowie (48 proc.) Brazylijczyków podoba się, że ich kraj będzie gospodarzem czerwcowej imprezy, a 55 proc. uważa, że wydarzenie to przyniesie więcej szkody niż korzyści. Takie są wyniki sondażu ośrodka Datafolha (badanie przeprowadzono 2 kwietnia 2014r.). Jeszcze w 2008 r. organizację wielkiego sportowego  wydarzenia popierało prawie 80 proc. społeczeństwa. Przyczyną spadku popularności stały się ogromne koszty organizacyjne. Początkowo zapewniano, że stadiony zostaną zbudowane ze środków prywatnych i koszty będą mniejsze. Okazało się jednak, że większość potrzeb finansowych ponosi państwo. Wydatki na mundial mogą przekroczyć astronomiczną kwotę 15 mld dol. Do tego dochodzą śmiertelne wypadki przy budowach stadionów, afery korupcyjne oraz masowe manifestacje przeciwników mistrzostw. Malejące poparcie społeczne zbiega się w czasie z trwającymi od czerwca ubiegłego roku innymi protestami.

W czerwcu 2013 r., w czasie trwania Pucharu Konfederacji, dość niespodziewanie wybuchły masowe strajki. Przysłowiową iskrą zapalną stała się zapowiedź podwyższenia cen biletów komunikacji miejskiej przez władze w Sao Paulo. W krótkim czasie demonstracje przerodziły się w największy od 1991 roku wybuch niezadowolenia, kiedy to ludność wyszła na ulice, aby potępić korupcję rządu prezydenta Fernando Collora de Mello.

Obecnie wszystkie największe brazylijskie metropolie znów zawrzały. Demonstranci wytykali całej klasie politycznej zły stan oświaty, służby zdrowia i innych służb politycznych, po korupcję i olbrzymie koszty zbliżających się piłkarskich mistrzostw świata. W tej sytuacji był pewien paradoks. Wcześniej, nie licząc roku 1991, w kraju nie było takich manifestacji. Wybuchły w czasie, kiedy kraj przeżywał cud gospodarczy, a milionom ludzi, zwłaszcza tym najbiedniejszym, poziom życia zdecydowanie się polepszył.

Jak widać, bunty społeczne nie wybuchają tylko wtedy, gdy w kraju dzieje się źle. Rodzą się też, gdy następuje poprawa. Społeczeństwo dojrzało w tym samym czasie do bardziej ambitnych żądań i chce bardziej wpływać na politykę w swoim kraju. Poza polepszeniem własnego bytu Brazylijczycy chcą dostępu do dobrej jakościowo  służby zdrowia, chcą mieć poczucie bezpieczeństwa na ulicach oraz mieć pewność, że podatki, które płacą, pójdą na wspólne dobro, a nie tylko do kieszeni polityków i na stadiony. Dzięki poprawie bytu ludzie uwierzyli, że mogą żyć na wyższym poziomie.

W ostatnich miesiącach demonstracje osłabły, ale wciąż dochodzi do starć protestujących z policją. Brazylia wciąż płonie, może nie tak jak w czerwcu zeszłego roku, ale ciągle dymi i grozi eksplozją. Demonstracje są mniejsze, ale za to bardziej brutalne.

Organizatorzy mundialu coraz bardziej obawiają się, że protestujący mogą zakłócić przebieg piłkarskich zawodów. Pojawiają się także obawy, że rząd brazylijski nie będzie w stanie zapewnić zagranicznym kibicom wystarczającego bezpieczeństwa.

Czyszczenie dzielnic nędzy

Aby poprawić sytuację w tym zakresie, krajowe władze  od 2008 r. prowadzą pacyfikacje Haweli w całym kraju. Jednak główne skupienie jest w Rio de Janeiro, gdzie dwa lata później mają odbyć się letnie igrzyska olimpijskie. Fawele to dzielnice nędzy, gdzie pomieszkuje głównie biedota, ale także gangi narkotykowe, które kontrolują dzielnice i budzą powszechny strach. Te regiony to żywioł handlarzy narkotyków i innych przestępców.

Czyszczenie dzielnic nędzy odbywa się praktycznie bez wystrzału choćby jednego naboju. Służby porządkowe ogłaszają, że tego dnia o danej godzinie wejdą do danej faweli. Dzięki temu gangi mają czas na ewakuację. Wcześniejsze ostrzeżenie służb porządkowych ma na celu uniknięcie krwawego starcia, w którym zawsze ktoś ginął, również cywile. Początkowo porządku w „odzyskanych” dzielnicach będzie pilnować elitarna jednostka policji, słynąca z bezwzględności Batalhao de Operacoes Policiais Especiais (BOPE). Potem stałą służbę przejmie jednostka specjalnej „policji pacyfikacyjnej” (Unidade de Policia Pacificadora, UPP). W mieście Boga jest około 600 faweli, gdzie żyje prawie 2 mln osób. Celem władz jest pacyfikacja 40 z nich. Dotychczas spacyfikowano 37 dzielnic, w tym Rocinhę – największą Hawelę w mieście, w której żyje 250 tys. osób. Pod koniec marca tego roku zajęto dzielnicę Mare rządzoną przez kilka gangów, która leży w pobliżu międzynarodowego lotniska.

Sama idea oczyszczenia faweli z bandytów jest słuszna. Problem w tym, że policja nieraz stosuje brutalne metody także wobec przeciętnych ich mieszkańców.

Przygotowania do mundialu i olimpiady przynoszą jeszcze jeden negatywny skutek dla mieszkańców faweli. Gwałtownie wzrosły ceny wynajmu, prądy i inny koszty. Wielu mieszkańców nie stać teraz na życie nawet w dzielnicach nędzy. Dochodzi też do przymusowych eksmisji pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa. Tereny te później trafiają do rąk wielkich firm budowlanych lub dzierżawią je deweloperzy. Często na takich terenach budowane są apartamenty, parkingi, drogi czy hotele. Na odszkodowanie mogą liczyć tylko ci, którzy posiadali prawo własności, a takich jest niewielu. Zresztą rekompensaty są często bardzo niskie, ewentualnie mieszkańcom proponuje się przeprowadzenie do innego miejsca, ale w odległości 70-80 km od Rio.

Ogromne koszty, zamieszki, niedokończone stadiony i obawa, że brazylijskie mistrzostwa mogą przynieść ogromne rozczarowanie – to główne zmartwienia władz w Sao Paulo. Minister sportu, Aldom Rebelo stwierdził, że wraz z pojawieniem się pierwszych piłkarzy i pierwszego meczu zacznie się prawdziwe sportowe święto. Pan minister może mieć rację. Co prawda mogą się pojawić jakieś demonstracje, ale gdy Canarinhos pojawią się na boisku, aby rozegrać pierwszy mecz, jest bardzo prawdopodobne, że na boczny tor odejdą dyskusje o korupcji czy ogromnych wydatkach. Wielu Brazylijczyków zasiądzie na stadionach bądź przed telewizorem i będą przeżywać piłkarskie emocje. Brazylijczycy nie przestali kochać futbolu. Zdobycie szóstego tytułu mistrza świata może zakryć ciemne strony organizacji mundialu. Gorzej, jeśli brazylijscy piłkarze zawiodą…

 

 

Tekst został opublikowany w numerze 90/2014 (242) logo_dziennik_trybuna

 

Fot. lainfo.es

Czytany 2491 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04