piątek, 29 marzec 2013 08:09

Tomasz Skowronek: Ankarsko-jerozolimska odwilż

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

izra-turgeopolityka  Tomasz Skowronek

Kończąc wizytę w Izraelu, prezydent USA Barack Obama ogłosił, że przywódcy Turcji i Izraela po raz pierwszy rozmawiali ze sobą przez telefon. Izraelski premier Benjamin Netanjahu przeprosił tureckiego szefra rządu Recepa Tayyipa Erdogana za incydent z 2010 roku, kiedy to izraelscy komandosi zaatakowali turecki prom, płynący we Flotylli Wolności, która chciała dostarczyć pomoc humanitarną dla strefy Gazy. Czy to oznacza przełom? 

Niewątpliwie tak – przede wszystkim zwrot w stosunkach na linii Ankara-Jerozolima, a także jest to chyba jedyna taka sytuacja, kiedy to rząd izraelski wygłosił polityczne przeprosiny. To także ogromny sukces prezydenta Stanów Zjednoczonych. Udało mu się pogodzić dwóch najważniejszych sojuszników Ameryki na Bliskim Wschodzie. Nie wiadomo jak Barack Obama przekonał władze w Jerozolimie do takiego gestu. Być może dyskusja dotyczyła Iranu? Być może prezydent Stanów Zjednoczonych dał zapewnienie, że Iran nie uzyska broni masowego rażenia? Możliwe, że chodziło o rozwiązanie kwestii irańskiej, i że Izrael w każdej chwili będzie mógł liczyć na wsparcie militarne ze strony USA? Tego nie wiadomo, i zapewnie szybko tego się nie dowiemy. Jedno jest jednak pewne – Amerykanie osiągnęli swój cel.

W ich rozmowie telefonicznej obydwu szefów rządów od czasu incydentu z 2010 r., premier Izraela przeprosił za zabicie dziewięciu Turków oraz za błędy operacyjne, które doprowadziły do tragedii. Do tego Izrael zobowiązał się zapłacić odszkodowanie dla rodzin, które zginęły w czasie ataku. Premier Turcji przyjął przeprosiny. Obie strony zgodziły się na przywrócenie normalizacji stosunków między oboma państwami. B. Obama z wielkim zadowoleniem przyjął tę wiadomość, stwierdzając że Waszyngton wysoko ceni partnerstwo zarówno z Turcją, jak i z Izraelem oraz przywiązuje dużą wagę do przywrócenia pozytywnych relacji między obydwoma stolicami. Dzięki temu istniej większa szansa na uzyskanie stabilność w regionie, a także zachowanie równowagi, na czym bardzo zależy Waszyngtonowi. Także dla Izraela poprawa stosunków z Turcją jest dość ważną kwestią. Izrael jest bowiem dość mocno izolowany w regionie. Po Arabskiej wiośnie niepewne pozostają jego stosunki z Egiptem. Niewiadomo, co się wydarzy w Syrii. Także z innymi państwami arabskimi stosunki są niepewne. Konflikt z Turkami tylko pogłębiał izolację Izraelczyków.

Według niektórych analityków zajmujących się Bliskim Wschodem, poprawa relacji pomiędzy państwami i tak była nieunikniona. Przed spięciem Turcja i Izrael razem dzielili się z informacjami wywiadowczymi a nawet wspólnie przeprowadzali ćwiczenia wojskowe. Obydwa państwa mają także wspólnych wrogów. Chodzi tu przede wszystkim o Iran. W kontekście tym należy zwrócić uwagę, że według wielu prognoz w przyszłości Turcja z Iranem będą rywalizować o miano lidera w regionie. Na lepszej pozycji znajduje się obecnie jest Ankara. Turcja przede wszystkim posiada lepsze położenie geopolityczne, dzięki czemu może zdobywać sojuszników na Bałkanach, Azji Środkowej, Bliskim Wschodzie a nawet w Afryce. Ponadto Turcja ma silniejszą i bardziej dynamiczną gospodarkę, dzięki czemu będzie w stanie bardziej unowocześniać armię. Warto również zaznaczyć, że w rankingu potęg ogólnych państw świata Turcja jest na 16. miejscu, Iran natomiast na 18.

Niewiadomo, jak będzie się układała się współpraca między Ankarą a Jerozolimą. Turcja może nie chcieć mocno pokazywać swojego ocieplenia stosunków z Izraelem. A to dlatego, aby nie utracić wizerunku w regionie. W jednym ze szczytów Davos premier Recep Tayyip Erdogan wszedł w kłótnię z izraelskim prezydentem. Przypomnijmy, że głowa izraelskiego państwa przez 25 minut bez przerwy broniła z zapałem militarnych akcji Izraela w Gazie, mówiąc m.in. że „Izrael pragnie pokoju, a nie wojny“. Na te słowa przywódca Turcji zaczął punkt po punkcie konfrontować Simona Peresa z faktami, jakie miały miejsce w Strefie Gazy. Premier Turcji wypomniał także izraelskiemu prezydentowi „barbarzyńskie” prowadzenie wojny przez Izrael, po czym opuścił scenę. Po tym wydarzeniu, w wielu arabskich miastach na ulice wyległy entuzjastyczne tłumy z flagami palestyńskimi jak i tureckimi. Do teraz Turcja jest raczej pozytywnie przestrzegana wśród mieszkańców Bliskiego Wschodu. Tureckie władze będą chcieli pokazać, że dzięki twardemu stanowisku można uzyskać dobry wynik w relacjach z Izraelem. Natomiast jeżeli zaistnieje potrzeba współpracy na poziomie strategicznym, czy taktycznym – oba kraje mogą to zrobić po cichu.

Spór pomiędzy Turcją a Izraelem pokazuje także, jak zasady geopolityki potrafią się zmieniać. Na arenie międzynarodowej pojawia się coraz więcej istotnych graczy. Gdyby jakieś 15 czy 20 lat temu doszło by do podobnego zgrzytu, trudno byłoby sobie wyobrazić, że Izrael byłby w stanie przeprosić Turków i że Stany Zjednoczone nie poprą żadnych ze stron. Gdyby taka sytuacja pojawiła się dwie dekady wcześniej, Waszyngton zaraz zapewnie „wyprostowałyby” Turcję i kazałby uregulować stosunki z Izraelem. To pokazuje, jak świat się zmienia, i jak Turcja staje się coraz silniejszym graczem międzynarodowym.

Fot. www.cjnews.com

Czytany 3248 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04