wtorek, 19 styczeń 2016 07:25

Siergiej Czerkasow: Okiem rosyjskiego komentatora: Polska chowa się przed UE za plecami NATO

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Siergiej Czerkasow

Polska znów ogłosiła swój zamiar zwiększenia kontyngentu NATO stacjonującego na jej terytorium. Podawaną przyczyną, jak zawsze, jest mityczne zagrożenie ze strony Rosji. Jednak aktualne wydarzenia rodzą wątpliwości, czy Polska obawia się głównie inwazji ze wschodu.

Pod koniec 2015 r. polski Sejm przegłosował zmianę prawa medialnego. Zwycięska partia Prawo i Sprawiedliwość zadecydowała, że polskie media mają za dobrze i potrzebują dodatkowego nadzoru ze strony rządu. Jako że PiS posiada większość parlamentarną, zmiany zostały uchwalone.

Obecny rząd Polski może więc usunąć, bez wyjaśnień, szefów [publicznych – przyp. tłum.] stacji telewizyjnych i radiowych i powołać nowych. Nie tylko może, ale tak właśnie zrobi. Rząd nie stara się ukryć faktu, że jest to jedynie pierwsza fala reform. Druga nastąpi, kiedy wszystkie polskie [publiczne] media będą miały nowych dyrektorów. To się nazywa „wolność słowa w rozwiniętym europejskim kraju”.

Tak otwarte lekceważenie zasad wolności informacji nie znalazło poparcia wśród wyższej kadry [zarządzającej] UE. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wyznaczył na 13 stycznia posiedzenie dotyczące polskiej polityki medialnej. Komisarz UE ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Günther Oettinger proponuje ustanowienie specjalnego mechanizmu nadzorującego Polskę w celu zapewnienia przestrzegania zasad państwa prawa.

To wszystko ma sens. Korzystając z posiadania większości, PiS zreformował Trybunał Konstytucyjny. Reforma zakłada rozszerzenie składu sędziów TK poprzez dodanie zwolenników partii rządzącej, ponadto orzeczenia będą teraz przyjmowane nie zwykłą większością, lecz większością kwalifikowaną. Tym samym PiS ma możliwość blokowania niechcianych ustaw. [W rzeczywistości wymóg większości kwalifikowanej oznacza, że Trybunałowi trudno będzie zablokować wejście w życie forsowanych przez PiS ustaw – J. Hawk].

Jeśli KE zdecyduje, że takie działania naruszają zasady państwa prawa, państwo może być pozbawione głosu w UE, a wypłaty środków zawieszone. Polska jest największym beneficjentem funduszy UE w wysokości 14 mld euro rocznie.

Odpowiedź Warszawy

Oczywiście Warszawa nie ma zamiaru pożegnać się z takimi pieniędzmi. Jednak nie chce także pozbawiać się kontroli nad mediami i Trybunałem. Więc zamiast tego Polacy przyjęli sprytną strategię obronną. Ogłosili, że skoro G. Oettinger jest Niemcem, nie wyraża on opinii UE, lecz raczej Niemiec. I wzięli się energicznie do roboty.

Berlin znalazł się pod ostrzałem żądań, aby przymknąć oko na rozwój sytuacji w Polsce oraz oskarżeń, że Niemcy postrzegają Polskę tylko jako źródło taniej siły roboczej i „wypełniacz” na mapie między nimi a Rosją. Niemcom dano do zrozumienia, że wzajemne zrozumienie i pojednanie między dwoma krajami Europy Środkowej byłoby symbolem przezwyciężenia kryzysu eurostrefy, a także zostali wezwani do postępowania z większym taktem, biorąc pod uwagę, że polsko-niemieckie stosunki są obciążone niemieckimi zbrodniami podczas II wojny światowej.

Można byłoby pomyśleć, że odniesienia do wojny, która skończyła się 70 lat temu, nie zrobią na nikim wrażenia, zwłaszcza w dyskusji o jawnym pogwałceniu zasad UE. Jednak Polska ma czas na znalezienie dodatkowych argumentów na swoją korzyść. Posiedzenie KE ma odbyć się 13 stycznia. Ale nawet, jeśli będzie zgoda co do faktu naruszania zasad, nikt nie spodziewa się, że środki zaradcze zostaną szybko przyjęte. Sprawa następnie trafi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który wyda ostateczną decyzję, co szybko nie nastąpi. Prawdopodobnie najwcześniej latem, jak nie w przyszłym roku. To daje Warszawie czas na wprowadzania planu B.

Plan B Warszawy

UE jest silna, ale istnieje organizacja, która jest bardziej poważna. Polska jest członkiem NATO od 1999 r. NATO jest starsze niż UE i ma innego lidera. USA formalnie wspiera zasady państwa prawa i demokracji, ale z łatwością może inaczej postrzegać wybryki Polski. Szczególnie, kiedy Polska będzie gościła pokaźny kontyngent Sojuszu.

Bezpośrednie zwrócenie się do USA o rozmieszczenie żołnierzy byłoby bezcelowe. Waszyngton też musi wyrazić zaniepokojenie naruszaniem praw i wolności w Polsce. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie kolektywnej decyzji NATO, a w tym względzie Warszawa potrzebuje sojusznika.

Główną przeszkodę dla zwiększania obecności USA (NATO) w Polsce stanowią Niemcy. Niemcy doskonale rozumieją, że bazy NATO na granicy z Rosją oznaczają kłopoty. To z kolei oznacza, że cel należy osiągnąć w inny sposób. Warszawa zdecydowała się więc szukać szczęścia po drugiej stronie Kanału La Manche. Polska może otrzymać wsparcie dla baz na jej terytorium ze strony Wielkiej Brytanii, która jest drugim co do ważności państwem Sojuszu. Opinia Londynu będzie znaczyć więcej niż opinia Berlina. Zwłaszcza, jeśli Polska wciąż będzie przypominać kto pokonał kogo. Nawet jeśli tak by się stało, Brytyjczycy nie zrobią tego za darmo. Jednak Polska posiada kartę przetargową.

Brytyjski premier David Cameron niedawno wysunął pod adresem UE żądania dotyczące m.in. zaostrzenia praw migracyjnych. Nie chodzi tu o uchodźców z Bliskiego Wschodu. szef brytyjskiego rządu jest zaniepokojony migracją wewnątrz UE. Zgodnie z obecnymi przepisami, obywatele państw członkowskich UE mogą przybywać do Wielkiej Brytanii i ubiegać się o takie same zasiłki socjalne, co Brytyjczycy. Polscy obywatele aktywnie z tego korzystają, z tego względu Warszawa twardo sprzeciwiała się żądaniom D. Camerona.

Jednak to przeszłość. Obecnie polski minister spraw zagranicznych [Witold Waszczykowski] zajmuje bardziej ugodową postawę: „Byłoby nam bardzo trudno zaakceptować jakąkolwiek dyskryminację, chyba że Wielka Brytania skutecznie by nam pomogła spełnić polskie ambicje obronne podczas szczytu w Warszawie”. To istotna zmiana frontu.

Polski rząd oczywiście współczuje swoim rodakom przebywającym w spowitym mgłą Albionie, ale bardziej ceni sobie 14 mld euro subsydiów rocznie. Polska wierzy, że poprzez zwiększenie swojej roli NATO z poparciem USA będzie mogła dyktować warunki w UE. Z łatwością poświęci interesy swoich obywateli, którzy opuścili kraj w poszukiwaniu pracy.

Wnioski

UE nie była nigdy organizacją, która cieszyła się całkowitą jednomyślnością. Zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony z całościowej polityki Brukseli. Jednak ostatnio tendencje odśrodkowe przybrały na sile. Obecne wysiłki Polski, aby schować się za plecami NATO, by uniknąć konsekwencji za naruszanie zasad UE, są jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego trendu. Czas pokaże, czy ta próba się powiedzie i w jaki sposób wpłynie to na przyszłość UE.

przetłumaczono na podstawie angielskiej wersji artykułu (http://southfront.org/poland-hides-from-eu-behind-natos-back/).
Przekład: Jan Leder
Fot. www.outsidethebeltway.com
Czytany 3337 razy