środa, 28 styczeń 2015 07:26

Roman Grigorenko: Strategiczna niemoc amerykańska względem Ukrainy

Oceń ten artykuł
(9 głosów)

Roman Grigorenko

Połowa stycznia dosyć wyraźnie potwierdziła prawdziwość realnych, a nie wymyślonych przez media, orientacji geopolitycznych głównych graczy na Ukrainie. Przypomnieć warto, że po prowokacji z ostrzelaniem autobusu w Wołnowachie w nocy z 16 na 17 stycznia, siły zbrojne Ukrainy podjęły próbę ataku na szeroką skalę na pozycje sił zbrojnych Noworosji. Uderzenie to dla lojalistów zakończyło się haniebnym wygnaniem z donieckiego lotniska, jak i utratą kilku niewielkich osad na rzecz donbaskich ochotników. Najważniejszą z nich są Peski. Po nieudanym ataku pojawiła się również operacyjna możliwość zajęcia Mariupola – ważnego dla ekonomicznej aktywności Noworosji portu.

Po klęsce w nocy z 18 na 19 stycznia ukraiński MSZ od razu wystąpił z inicjatywą pokojowego rozwiązania konfliktu. Kijów zwrócił się naturalnie nie do zwierzchnictwa republiki Noworosji, co byłoby w pełni zrozumiałe, lecz do rosyjskich władz, chociaż dosłownie kilka dni przed tym, tuż przed atakiem, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko odrzucił apel prezydenta Rosji Władimira Putina, wzywający do zaprzestania przygotowań do ataku. Tym samym mińskie ustalenia postawiono pod znakiem zapytania. Zresztą i tak, mówiąc wprost, wyniki negocjacji w Mińsku istniały w większości tylko na papierze. Obecnie jednak „junta” była gotowa do ostatecznego porzucenia mińskich ustaleń. Ostre walki zostały rzekomo przerwane i wszystko znowu wróciło do przeciągającej się wymiany ognia w czasie „zawieszenia broni”.

Mimo wszystko dało się zauważyć jedną poważną zmianę. Była nią osiągnięcie dosyć poważnej przewagi po stronie Noworosji w wymiarze psychologicznym i operacyjno-taktycznym i to po katastrofalnym blitzkriegu z przełomu lata i jesieni. Oznacza to, że sytuacja tak jakby wróciła do mińskiego formatu. Obecnie jednak inicjatywa znalazła się po stronie Noworosji, która teraz może samodzielnie zrewidować dany format we właściwym dla niej momencie.

Jedyne, co Kijów uzyskał, to oświadczenie Komisji Europejskiej z 19 stycznia o konieczności utrzymania sankcji przeciwko Rosji. Ten fakt podkreśla realny poziom stosunku głównych aktorów do konfliktu na Ukrainie. Oznacza on bowiem, że bez prowokacji  w postaci rozpoczęcia ataku przez stronę ukraińską, Komisja Europejska mogłaby również zalecić zniesienie sankcji przeciw Rosji, co stałoby się niewątpliwą porażką USA. Tym samym, aby wywrzeć naciski na Europejczyków, USA zostały zmuszone do zastosowania nacisku wpierw wobec przywódców Ukrainy, aby poszli na kolejną awanturę wojenną, w rezultacie której ponieśliby klęskę. W skutek takiego działania Kijów utraciłby kolejnych kilka procent poparcia pośród elektoratu oraz dałby nowe argumenty stronnikom pokojowego rozwiązania konfliktu na tym terytorium Ukrainy, które jest kontrolowane przez Kijów.

Oznacza to również, że USA umieściły swoich ludzi na Ukrainie tylko po to, aby w istotnym momencie nie pozwolić Komisji Europejskiej na uchylenie sankcji przeciw Rosji. To znaczy, jeśli armia ukraińska nie wszczęłaby awantury, to USA byłyby pozbawione argumentów w kwestii wywierania nacisków na UE. W ostatecznym rezultacie bardzo prawdopodobnym scenariuszem byłoby polecenie zniesienie antyrosyjskich sankcji przez KE. Jeśli to nie jest jeszcze porażka, to przeddzień porażki, ponieważ znacząca część siły amerykańskiej polityki zewnętrznej została przeznaczona na rozwiązanie tak niewielkiego, podkreślmy, absolutnie krótkoterminowego, taktycznego problemu. Mimo bowiem zaleceń KE, to przecież Parlament Europejski może jak najbardziej znieść sankcje.

To oznacza, że mimo podejmowanych przez USA strategicznych wysiłków, aby powstrzymać Rosję na Ukrainie, Waszyngton może teraz grać tylko na poziomie taktycznym, a nie długoterminowym, tracąc siłę polityki zewnętrznej dla osiągnięcia krótkoterminowych, nietrwałych rezultatów. To oznacza zarówno problemy w planowaniu, jak i problemy z określeniem celów, a możliwe, że jeszcze bardziej poważną rzecz – konflikt na Ukrainie jest rozpatrywany przez główne siły polityczne USA wyłącznie w ramach taktycznych. Odpowiednio wszystkie amerykańskie komunikaty to nic więcej, jak blef wielkiego gracza, który zdając sobie nawet sprawę z wszelkiego ryzyka, wlecze za sobą przegraną sytuacji na Ukrainie, ponieważ gracz nie chce albo już nie może prowadzić batalii na tym boisku na poziomie strategicznym.

Jeśli dla USA rozgrywka ukraińska posiada charakter taktyczny, to identyczny wymiar posiada dla UE, która nie posiada istotnych interesów na Ukrainie. Tym samym przywódcy Ukrainy w tej grze grają tylko role pionków – mniej lub bardziej posłusznych marionetek. Co się zaś tyczy Rosji, to dla niej ta rozgrywka ma niewątpliwie strategiczny charakter. Zmienia ona bowiem podział sił nie tylko w Eurazji, ponieważ na tym rosyjskim terytorium zamieszkuje w większości naród rosyjski. Wskutek powrotu tego obszaru pod rosyjską flagę sama Rosja zyskałaby zupełnie nową wagę pod różnymi względami, także z powodu wewnętrznego wzmocnienia systemu obronnego Rosji, które zachodzi obecnie dzięki wojnie na Ukrainie.

Jeśli wszystko przedstawia się w powyższy sposób, to z wydarzeń mających miejsce w połowie stycznia płynie dosyć poważny wniosek dotyczący przyszłości tej rozgrywki. Jeśli ta gra ma dla USA, z tych, czy innych powodów, taktyczny charakter, to wcześniej czy później będzie przegrana. Jednak głównym pytaniem pozostaje, dlaczego dla USA tak ważna rozgrywka strategiczna zaczęła przeradzać się w taktyczną? USA, jak pokazuje rozwój wydarzeń, nie dały rady utrzymać tej gry na poziomie strategicznym i w ciągu roku wykorzystały wszystkie swoje strategiczne rezerwy. Obecnie są zmuszone tracić swoją moc na osiągnięcie pewnych taktycznych sukcesów, które mogą zostać zahamowane jednym poważnym krokiem przeciwnika.

Czy nie wskazuje to na jeden z pierwszych symptomów geopolitycznej niemocy byłego światowego hegemona – ostatniego supermocarstwa, które już nie może, jak upadłe Imperium Rzymskie, utrzymywać buntujących się peryferii pod swoją kontrolą i zmuszone jest odstąpić je swoim bezpośrednim konkurentom, mimo że to właśnie ono, według niektórych ocen, przewyższa swoją mocą nowe centra?

Tekst pochodzi z IA Regnum
Fot. tv.atn.ua
Tłumaczenie: Urszula Bielec

Czytany 4338 razy