piątek, 01 kwiecień 2011 05:59

Piotr A. Maciążek: Blok kontynentalny to mrzonka

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

swiatkrop  Piotr A. Maciążek

Zgodnie z prawidłami geopolityki - układ przestrzenny pozostaje najlepszym punktem odniesienia w stosunku do wszelkiej maści futurologicznych rozważań. Tak jest i w tym przypadku - niezwykle ważnej dysputy na temat nowego kręgosłupa Eurazji, który w zamyśle wielu analityków ma szansę przekształcić się w tzw. blok kontynentalny.

Dwa paradygmaty określające tę koncepcję (w wydaniu L. Sykulskiego) - to agresywność układu anglosaskiego, który stara się opanować Rimland stanowiący klucz do przewagi nad mocarstwami lądowymi oraz konieczność integracji mocarstw kontynentalnych, które mają szansę stworzyć „jedną z największych, jeśli nie największą koncepcję geopolityczną w historii świata”. Określmy zatem szanse na powstanie takiej formacji geopolitycznej skupiając się na jej rosyjskim filarze.

 

Rosja to główny aktor przemian, które wstrząsają „sercem lądu”, spadkobierczyni stepowych imperiów wyprowadzających swoją ekspansję w kierunku Rimlandu, to ośrodek siły o nieokreślonych granicach wpływających na wielowektorowe rozprzestrzenianie się, ustanawianie nowych limesów, buforów etc. Już zbieranie ziem ruskich stanowiło pierwszy polityczny program ekspansji moskiewskiej, ustanawiając geostrategiczne korytarze prowadzące przez Bramę Smoleńską – wrota do Europy - w kierunku Inflant (wzdłuż Dźwiny), Mińska i Kijowa (Wzdłuż Dniepru). Do XVI wieku wieczna zmarzlina i na wpół mityczne chanaty powodowały, że ekspansja mogła odbywać się jedynie w kierunku wyznaczonym przez Rurykowiczów. Przecież także Waregowie od swoich placówek nad Bałtykiem, od Nowogrodu Wielkiego, posuwali się wraz z Dnieprem „geopolitycznym” szlakiem, prowadzącym nad granice bizantyjskiego i zachodniosłowiańskiego ośrodka siły. To układ przestrzenny, geopolityka - ukształtowała zatem Ruś i Rosję. Ideologia była jedynie pochodną geografii. Gdyby Konstantynopol nie upadł – Moskwa, położona na peryferiach cywilizowanego świata, i tak stałaby się odrębną cywilizacją, aktywizując z czasem wektor ekspansji wschodniej. Wołga i trup Kazania mobilizował jedynie Kreml, by sięgnąć dalej na wschód, po geopolityczne masy lądu. Drogowskazem była Kama, a później Ob i Surgut, które i tak znalazłyby swojego Jermaka wzywając do ekspansji.

Dopiero wojna Rosji i chińskiego ośrodka siły o tereny nad Amurem, zakończone niekorzystnym dla Moskwy traktatem w Nerczyńsku, zakreśliły ostateczne granice ekspansji Kremla. I w tym wypadku czynnikiem decydującym była geografia, zgodnie ze słowami Petera Bendera: „nieograniczone rozszerzenie prowadzi do nadmiernego rozciągnięcia, militarne, finansowe, a także polityczne siły już nie wystarczają i potęga nie rośnie, lecz maleje”. Innymi słowy - potęga przestrzeni to polityczna imperatyw. A jego zasady są proste - nieustanne, cykliczne tarcia między aktywnymi ośrodkami siły oraz poszerzania własnej przestrzeni kosztem pasywnych terytoriów geopolitycznych. Z tego względu moje podejście do koncepcji bloku kontynentalnego jest sceptyczne - mieści się ona w ramach nadmiernego rozciągnięcia przestrzennego oraz cyklicznych tarć między głównymi ośrodkami siły.

Geopolityka pokazuje, że budowa bloków przestrzennych jest możliwa tylko w wyniku osłabienia jednego z konkurujących ze sobą podmiotów. W ten sposób należy rozpatrywać integrację europejską, jaka dokonała się pomiędzy Paryżem a Bonn, w wyniku zniszczenia i podziału niemieckiego ośrodka siły (III Rzesza). Trzeba też pamiętać, że pomiędzy UE a Rosją istnieje terytorium określane od dwudziestu lat Nową Europą Wschodnią, która dziś pełni funkcję buforową. Ewentualna budowa bloku kontynentalnego musiałaby się odbywać w oparciu o zdefiniowanie statusu tych obszarów, na których już dziś dochodzi do tarcia w postaci inicjatywy Partnerstwa Wschodniego oraz geostrategicznych i geoekonomicznych nacisków Kremla, który próbuje reintegrować ten obszar.

Pierwsza, nowożytna próba budowy bloku kontynentalnego na linii Paryż-Władywostok to okres wojen napoleońskich i Kongresu Wiedeńskiego. Koncert Mocarstw, będący pragenezą forsowanej dziś wielobiegunowej wizji świata, powstawał - w zależności od okresu porównawczego, który przyjmiemy - z inicjatywy Francji i Rosji (tak jak i dziś). Ta próba zakończyła się ostatecznie po długim okresie „integracji” i stabilizacji w 1848 roku Wiosną Ludów, pacyfikowaną przez wojska Mikołaja I. Na czasy tego władcy można datować ekspansję Rosji wzdłuż nowożytnych wektorów zachodnich i południowych (próba rozwiązania tzw. kwestii wschodniej). Oba wektory w zasadzie otaczały Europę i bazując na planie odbudowy Bizancjum próbowały rzucić wyzwanie europejskim ośrodkom siły.

Dziś, w dobie XXI wieku, coraz większego znaczenia nabierają działania geoekonomiczne, ale, jak się okazuje, wektory geopolitycznej ekspansji rosyjskiego ośrodka siły pozostały niezmienne. Świadczą o tym kierunki docelowe projektów South i North Stream. Tworzenie bloku kontynentalnego było prowadzone także w oparciu o rozmowy i podział stref wpływów (Tylża), ale kończyło się ostatecznie silnymi tarciami. Geopolityk obok „potęgi przestrzeni” musi dostrzegać także cykle, z perspektywy których blok kontynentalny to mrzonka. Geopolityczna powtarzalność zawsze przynosi konflikt pomiędzy ekspansjonistycznymi ośrodkami siły - o ich wewnętrzne zasoby lądowe lub o pasywne terytoria.

Historia Rosji świadczy o tym dobitnie.

Tekst ukazał się równolegle na PolitykaWschodnia.pl

fot. sxc.hu

Czytany 4012 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04