wtorek, 05 maj 2015 05:32

Nikołaj Maliszewski: Najsłabszy punkt Aleksandra Łukaszenki

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Nikołaj Maliszewski

Kolejną ofiarą w gry Zachodu przeciw Rosji może zostać prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko. Białoruskie władze posiadają wiele rodzajów służb specjalnych. Ich głównym zadaniem jest zbieranie informacji i kontrola mas. W ten sposób Mińsk formuje „ochranianą” przestrzeń, rozcinając ją na „sektory” i „kwadraty” i z pomocą wybiórczej, automatycznej kontroli wszystkich ważniejszych skupisk ludzkich, zapewnia totalną kontrolę, dążąc do stworzenia pełnego obrazu informacji, krążącej w tej przestrzeni.

Sytuacją idealną byłoby, gdyby przestrzeń ta stała się dla organów władzy w pełni transparentna. Kryteria efektywności politycznej kontroli odpowiadają temu, na ile pomyślnie obsługujące władzę struktury specsłużb grają rolę instrumentu zdolnego do:

A) wpływania na jednostki aktywne w społeczeństwie;

B) uprzedzania nadchodzących zagrożeń i neutralizowania zamachów na istniejący ustrój.

Na tym gruncie w Białorusi, pomimo „tradycyjnych” siłowych ministerstw obrony, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości itd. działają:

• KBP (Komitet Bezpieczeństwa Państwowego),

• KKP (Komitet Kontroli Państwowej),

• CAO przy Prezydencie Białorusi (Centrum Analityczno-Operacyjne),

• DMF (Departament Monitoringu Finansowego),

• DO (Departament Obrony),

• DŚF (Departament Śledztw Finansowych),

• WZ (Wywiad Zewnętrzny),

• OSAM (Specnaz wojsk ochrony pogranicza podlegający Ministerstwu Spraw Wewnętrznych Białorusi),

• GZW (Główny Zarząd Wywiadowczy),

• SBP (Służba Bezpieczeństwa Prezydenta),

• KS (Komitet Śledczy),

• PKES (Państwowy Komitet Ekspertyz Sądowych),

• SB (Rada Bezpieczeństwa),

• służby specjalne przy Radzie Bezpieczeństwa, Prokuraturze republiki i Administracji Prezydenta (włączając paramilitarne organizacje stworzone do rozwiązywania problemów wewnętrznych pozasądowymi metodami).

Oprócz obecności wielu służb specjalnych, Białoruś posiada jeszcze jedną cechę. Mianowicie charakter przywództwa personalistycznego. Aleksander Łukaszenka otrzymuje odpowiednie informacje od specłużb i przypisuje sobie prawo do kierowania wszystkimi sferami działalności społeczeństwa. Silne pragnienie i gotowość do właczania się w sprawy, w których udział głowy państwa jest często po prostu zbędny, razem z powierzchownymi interesami, sprzyjają temu, że białoruski prezydent często nie jest po prostu w stanie kierować się racjonalnym rozumowaniem.

Rezultatem jest to, że w różnorodnych i drobnych (dla jego pozycji) sprawach białoruski prezydent kieruje się stale swoimi upodobaniami i przesądami. W ciągu dwóch dziesięcioleci wyeliminował konieczność uzasadniania swoich decyzji przed innymi i tym samym uwolnił się od konieczności uzasadniania ich przed samym sobą. Dziś nie ma po co intensywnie rozmyślać, wysilać się intelektualnie – wystarczy po prostu robić to, co wydaje się intuicyjnie oczywiste. Co więcej, białoruski reżim jest dyktaturą intuicji i kaprysów prezydenta tylko w określonym stopniu.

Służalczość i zniewolenie sług, którzy byli wybierani wg tych kryteriów przez dziesięciolecia, historyczno-chłopska oświata, razem z wrażeniem pewności rozumienia złożonych procesów otaczającego świata i istnieniem we władzy narzucanych stereotypów i prognoz, często nie pozwalają A. Łukaszence zorientować się samodzielnie zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej, którymi, jak mu się wydaje, steruje.

Aspekt wewnętrzny. Otoczenie białoruskiego prezydenta w ciągu długich lat poznało jego charakter i sprzyja formowaniu się u A. Łukaszenki odpowiedniego obrazu świata z pomocą korekcji/filtrowania strumienia informacji i stworzenia odpowiedniego informacyjnego pola. Białoruskie specsłużby i struktury państwowe, tworzące to pole, są bardzo liczne. Oprócz tego analizą danych wywiadu i przekazywanych informacji zajmuje się osobiście A. Łukaszenko z jego w istocie intuicyjnym charakterem myślenia/zachowania i horyzontami.

Aspekt zewnętrzny. Białoruski prezydent jest de facto samotny w obliczu grupy intelektualistów, odpowiednich specsłużb innych państw, dzięki czemu często odpływa wciąż dalej i dalej od realizmu w swoich ocenach, wszystko wciąż upraszczając i próbując sztucznie sprowadzać niejednoznaczne i dynamiczne procesy do prostego schematu, którego istnienia sobie by życzył, wpędzając republikę i samego siebie w pułapkę sprzecznych życzeń i rzeczywistości, których nie da się łatwo w rezultacie rozwikłać. Sytuację pogłębia wpływ emocjonalnych impulsów i odczuć A. Łukaszenki, łączących się ze swoistą dyscypliną myślenia, na podejmowanie zasadniczo ważnych administracyjnych decyzji. Na to nakłada się nie zawsze wysoki poziom przedstawianej prezydentowi informacji, spowodowany tym, że przez długi czas w republice głównym problemem było zbieranie i dostęp do informacji. W miarę zdobywania technicznych możliwości, które sprzyjały pojawieniu się większej ilości danych, pojawił się usunięty w cień kolejny, nie mniej ważny problem – analiza i jakość interpretacji takiej ilości informacji. Jest to uwarunkowane nie tylko profesjonalizmem, ale też korporacyjnymi interesami specsłużb, które są zainteresowane nie w jakości produktu informacyjnego, a we wzroście liczby struktur i etatów w służbach specjalnych.

Wszystko to prowadzi do tego, że najsłabszym punktem prezydenta A. Łukaszenki jest… on sam. Jest to uwarunkowane, pomimo tego, co zostało powiedziane wcześniej, następującymi czynnikami. „Wirtualnie” białoruski prezydent już przeszedł z kategorii subiektów polityki do kategorii jej symboli. O tym, na ile bolesne i śmiertelnie niebezpieczne jest podobne przemieszczenie z realnej sfery w symboliczną, świetnie pojmują nie tylko zachodni, ale i „rosyjsko-amerykańscy” specjaliści od specsłużb i ludzie wyznających te same poglądy, co np. Borys Niemcow. Należy do nich też Jurij Felsztyński, który niedawno powiedział o A. Łukaszence: „On jest jednoosobowym dyktatorem. W tym tkwi po części jego siła, ale po części też słabość. Dlatego, że z dyktatorskimi reżimami walczy się łatwo. Trzeba tylko obalić dyktatora a cała struktura się rozpadnie”.

Rzeczywiście to, co jest do tego potrzebne, to „prawie nic”. Wszystkie antyrosyjskie siły w państwowym aparacie Białorusi, otoczeniu A. Łukaszenki i tzw. prozachodniej opozycji, które nijak nie mogą zewrzeć szeregów wokół żywego polityka-lidera, mogą z łatwością tego dokonać wokół takiego przekształconego w symbol osobnika (Aleksandr Grigorewicz sam nie mało się do tego przyczynił, składając „wszystkie jajka do jednego koszyka” – w odróżnieniu do zmarłego wenezuelskiego przyjaciela, jego kandydat do roli białoruskiego Nicolasa Madury jest jeszcze zbyt młody). Będzie to taki „narodowo-socjalistyczny Niemcow dla WNP i Eurazji”. Wystarczy ogłosić go ofiarą podstępnych spisków „oligarchicznej Moskwy”. Gospodarz Kremla Władimir Putin jeszcze trzy lata temu (29.02.2012), w przeddzień wyborów prezydenckich osobiście uprzedzał o możliwej prowokacji i „świętej ofierze”, którą może ponieść Zachód, żeby nastroić wszystkich przeciwko Rosji, donosząc, co następuje: „Ja znam tę metodykę. Już dziesięć lat mija jak ją próbują zastosować, przede wszystkim ci, co siedzą za granicą. Nawet szukają tzw. sakralnej ofiary pośród jakichkolwiek znanych ludzi. Oni sami zamieszają, wybaczcie, a potem będą winić władze”.

Pod warunkiem poprowadzenia sensownej kampanii informacyjnej, nikt nawet się nie zająknie o tym, na ile korzystne i politycznie aktualne dla Zachodu, ukraińskich „partnerów” itd. byłoby w obecnych warunkach usunięcie białoruskiego prezydenta. Co więcej, takie działanie będzie służyło nie tylko jako dźwignia wzrostu wpływów na sytuację w Rosji i WNP, ale i jako dalsza westernizacja i uprowadzenie na Zachód samej Białorusi. W dodatku, w republice, której urzędnicy już zbudowali mosty z MFW, Watykanem, Waszyngtonem i Brukselą – już wszystko jest gotowe i wszyscy prawie gotowi. Przede wszystkim otoczenie samego A. Łukaszenki, które w pełni może zadowolić formuła „wszyscy minus Sasza” (na Ukrainie ona brzmiała „wszyscy minus Witja”, ale tam sytuacja trochę się różniła od białoruskiej). Wtedy prowokacyjne „wrzutki” w przestrzeń informacyjną doniesień „desygnujących” na nowego prezydenta Republiki Białoruś postaci w rodzaju obecnego szefa MSZ Białorusi Władimira Makieja, mogą nabrać nowego znaczenia.

Fot. joinfo.ua
Przekład: Urszula Bielec
Czytany 3386 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 04 maj 2015 15:59