wtorek, 24 styczeń 2012 08:57

Maksim Szewczenko: Michael McFaul jako rzymski prokurator

Oceń ten artykuł
(1 głos)

mcfaul  Maksim Szewczenko

Opozycja w Rosji powinna istnieć, rosyjska władza zawsze będzie wywoływać niezadowolenie u wielu osób. Samo już istnienie takiej liczby opozycyjnie nastrojonych osób jest świadectwem wolności panującej w Rosji. Dlatego sądzę, że to pozytywny proces. Wierzymy w to, że Rosja jest zjawiskiem historycznie trwałym. Jeśli władza miałaby być przekazana opozycji, to niech będzie to opozycja sensowna, a nie lemingi, które pielgrzymują do amerykańskiego ambasadora Michaela McFaula.

Uważam wiernopoddańczą wizytę opozycji rosyjskiej w ambasadzie amerykańskiej za absolutnie normalne zjawisko. Taka już natura rosyjskiej inteligencji liberalnej – ona zawsze uważa swoje państwo za niedoskonałe i złe; zawsze też zakłada, że na Zachodzie, za granicą, żyją mądrzy ludzie, którzy wiedzą, jakich reform potrzebuje Rosja. Liberalna inteligencja nie skrywa swoich zamiarów przekształcenia Rosji w część Zachodu, albo – jeszcze lepiej – podzielenia jej i stworzenia na jej terytorium wielu miłych i wygodnych państw typu zachodniego. Pomysł ten wysunęła już Galina Starowojtowa na początku lat dziewięćdziesiątych, zaś opozycja cały czas go powtarza. Oczywiście, oni pragną „dobrego wujka”, który wspiera demokrację i, co najważniejsze, roztaczałby opiekę nad demokracją wśród wszystkich narodów świata.

 

Ruchy prodemokratyczne wszystkich narodów świata są wspierane, finansowane i rozwijane przez Amerykanów od początku XX wieku – od czasów słynnego memorandum Woodrowa Wilsona. Najpierw Amerykanie określają, czym jest naród, dlaczego jedni ludzie są narodem a inni nie, a potem przystępują do kreślenia granic, w ramach których dane narody mogą stanowić o sobie. Sądzę, że nasi liberałowie chodzą do pana McFaula z autentycznej potrzeby serca, ze swojej natury. Oni po prostu chcą stać się owym narodem, który będzie realizował swoje prawo do samostanowienia na gruzach Imperium Rosyjskiego, Związku Radzieckiego i Federacji Rosyjskiej.

Nie demonizowałbym McFaula, jako „specjalisty z zakresu pomarańczowych rewolucji”. On jest specjalistą od Rosji, wspaniale włada językiem rosyjskim, znakomicie zna nasz kraj, ma ogromną wiedzę na temat literatury rosyjskiej. Nie sprawia też, moim zdaniem, wrażenia człowieka, który nienawidzi naszego kraju. Po prostu jest Amerykaninem, i – jak to uczciwy Amerykanin – służy interesom swojego imperium. W interesie jego imperium leży zniszczenie Federacji Rosyjskiej, doprowadzenie do jej dezintegracji i utworzenie na jej miejscu wielu małych państw narodowych, uzależnionych od woli Waszyngtonu.

Sądzę, że McFaul znakomicie rozumie istotę naszej liberalnej inteligencji, jej zdradziecką i sprzedajną istotę, jej nienawiść do własnego kraju, która została bardzo jednoznacznie wyrażona w programie telewizyjnym Jewgienii Albac przez przedstawiciela „Centrum Lewady”. Stwierdził on, że przeciw Putinowi opowiada się obecnie wykształcona, najlepsza część społeczeństwa, natomiast Putina wspiera część pozbawiona wykształcenia i wiedzy – taka jakby „brudna” część. Przedstawiciele inteligencji liberalnej często mają w kieszeni dwa paszporty, a w duszy trzy tożsamości.

Pytanie polega na tym, dlaczego powinniśmy wymagać od amerykańskiego urzędnika imperialnego, aby przestał czynić to, do czego został powołany? McFaul usiłuje postępować, jak Poncjusz Piłat, jak prokurator rzymski. Dlaczego wymagamy od niego, by zaprzestał służenia interesom Rzymu? On nie może nie służyć interesom Rzymu. To po prostu my musimy być przeciwko Rzymowi. Musimy przestać bawić się w Rzym. Rosja jest historyczną antytezą Rzymu. Musimy uwolnić się od utopii Rzymu, stworzyć związek wolnych narodów. Nasz przywódca w przeszłości to Attyla, wykształcony człowiek, znający sześć języków, w młodości pobierający nauki w Rzymie, który później unicestwił owe światowe, mroczne kazamaty – Rzym. Za nim szli Hunowie, Słowianie, ludy turańskie, narody Kaukazu, a także Goci, którzy byli chrześcijanami. To były cywilizowane narody ze swoją etyką i swoim rozumieniem wolności. Musimy zrozumieć, że nie jesteśmy Rzymem, że z Rzymem nie ma żartów, że Rzym należy szanować. Attyla szanował Aecjusza, którego znał od młodości. Jednocześnie musimy być niezłomni wobec Rzymu. Jeśli Rosja zechce stać się częścią Rzymu, piątym mocarstwem w systemie relacji finansowych, która próbuje budować współczesny Rzym, wówczas Rosja będzie skazana na zagładę. Jeśli nie rzucimy wyzwania duchowego, nie staniemy w opozycji, nie powiemy, dlaczego nie chcemy być Rzymem, dlaczego nie chcemy, by nami rządzili urzędnicy naśladujący Rzymian, wówczas zginiemy.

Powinniśmy zorganizować Związek Wolnych Narodów, które występują z pozycji innych wartości. Nie wartości służenia ogromnemu, wspaniałemu miastu, jak by ono się nie nazywało, a całkowicie innych, duchowych. Nasze ludy – rosyjskie, kaukaskie, turańskie – mają swoje zasady, dla których warto żyć i warto umierać, które przeczą zasadom Rzymu.

„Pomarańczowe procesy” same w sobie, to zaledwie straszydła, których nie warto się obawiać. To technologie, które jedno państwo stosuje wobec innego. Jest mi wstyd, że Rosja nie stosuje takich metod wobec innych. W USA pełno jest ludzi, którzy byliby szczęśliwi, jeśli Rosja powróciłaby do wspierania ich walki z imperium amerykańskim – i czarni, i Indianie, i lewica, i skrajna prawica. Krótko mówiąc, najprzeróżniejsi ludzie. Biedna i mała Kuba wiele lat trzyma się dzięki niezłomności Fidela. W Ameryce odnajduje on wielu ludzi, których wspiera i którzy wspierają jego. Ten, kto będzie siedzieć w półprzysiadzie, w nadziei przypodobania się amerykańskiemu wujkowi, ten sam skazuje się na śmierć – i tu nie są potrzebne żadne amerykańskie technologie. „Pomarańczowe technologie” to bardzo prosta sprawa: komunikacja sieciowa, stworzenie pozytywnego wizerunku ruchu protestu i negatywnego wizerunku władzy, wyłonienie lidera i jego legitymizacja za sprawą zewnętrznego uznania. Nie ma tu żadnego know-how, i ja nie widzę w tym niczego złego. Po prostu można stosować te technologie wobec przeciwnika i zasiać chaos w USA. Tam rewolucja jest o wiele bardziej prawdopodobna, niż w Rosji. Po prostu trzeba tym się zajmować. A jeśli siedzi się i się jojczy, jak to przeciw nam stosuje się „pomarańczowe technologie” – to co z tego, niech stosują! Jeśli się nie bronimy, tylko krzyczymy „nie bijcie, nie bijcie!”, to będą dalej bić, aż zabiją. Trzeba wesprzeć i uzbroić Iran, dostarczyć tam rakiety ZRK S-300, dostarczyć tam przekiwokrętowe rakiety „Rapier”, uzbroić Syrię, uzbroić palestyński ruch oporu, wesprzeć opozycję zbrojną w Afganistanie, uznać władze talibów, domagać się wypuszczenia z więzienia Wiktora Buta i wspierać powstańców z FARC – niech przeprowadzą „czerwoną” kolorową rewolucję przeciw USA – w kluczowym państwie basenu Morza Karaibskiego. Wtedy, uwierzcie mi, problem pomarańczowej rewolucji w Rosji sam zniknie.

Jednym z żądań opozycji rosyjskiej jest proklamacja republiki parlamentarnej. Znowu nie widzę w tym scenariusza „ukraińskiego”, przy czym republika parlamentarna jest możliwa tylko pod warunkiem pełnej nacjonalizacji wszystkich surowców naturalnych. Wszystko, co związane z dochodami z surowców naturalnych, gałęzi strategicznych, obroną – powinno znajdować się w rękach państwa. We wszystkich innych kwestiach państwo powinno przekazać inicjatywę w ręce obywateli, choćby w kwestiach organów milicji i bezpieczeństwa. W naszym kraju liczba milicjantów jest zdecydowanie za wysoka. Według słów pewnego gubernatora oni stali się swoistą warstwą pasożytniczą. Wydaje mi się, że wybór „szeryfów” może zabezpieczyć ład na poziomie samorządu terytorialnego. Doprowadzi to do tego, że ludzie sami będą mogli, za pośrednictwem obieralnych organów, decydować o sposobie, w jaki wydawane są pieniądze. Ja nie wiem, jaka to będzie republika – parlamentarna czy nieparlamentarna. Tym niemniej kontrolę nad strategicznymi gałęziami powinien zachować prezydent.

Jeszcze jedno pytanie – czy istnieje ryzyko połączenia sił opozycji systemowej i pozasystemowej, na co zanosi się ostatnimi czasy?

Uważam, że opozycja w Rosji powinna istnieć, rosyjska władza zawsze będzie wywoływać niezadowolenie u wielu osób. Samo już istnienie takiej liczby opozycyjnie nastrojonych osób jest świadectwem wolności panującej w Rosji. Dlatego sądzę, że to pozytywny proces. Wierzymy w to, że Rosja jest zjawiskiem historycznie trwałym. Jeśli władza miałaby być przekazana opozycji, to niech będzie to opozycja sensowna, a nie tym lemingom, które pielgrzymują do McFaula. Osobiście do McFaula nie mam żadnych pretensji – robi to, co powinien robić. Na tym polega jego praca. Ale i ludzie, którzy wręczają klucze do bram przyszłości Rosji w ręce swoich zachodnich „partnerów” nie wywołują już zaskoczenia. McFaul jest emisariuszem Rzymu. Kłaniają się przed nim ci, którzy pragną stać się częścią imperium. Chodzi do niego kolektywny Józef Flawiusz, gotów służyć cesarzowi, a jednocześnie rozpaczający, w akcie hipokryzji, nad ginącą ojczyzną bojowników, którą w istocie gardzi i nienawidzi.

Fot. carnegieendowment.org

tłum. dr Przemysław Sieradzan

Czytany 4509 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04