piątek, 10 sierpień 2012 08:35

Łukasz Reszczyński: Batalia polityczna po rumuńsku

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Rumunia_mapka  Łukasz Reszczyński

Od kilku już miesięcy wewnętrzna sytuacja polityczna w Rumunii stale się pogarsza, stawiając kraj w obliczu poważnego kryzysu. Ponadto, zaangażowanie podmiotów zewnętrznych może trwale naruszyć regionalny ład.

Przyczyny politycznego zawirowania w Rumunii nie stanowią w skali Europy żadnego novum. Jak w wielu krajach starego kontynentu, fatalna sytuacja gospodarcza musiała prędzej czy później odbić się na stanie i kształcie tamtejszej sceny politycznej. W maju bieżącego roku powołano w Rumunii nowy rząd, mający charakter tymczasowy, do czasu listopadowych wyborów parlamentarnych. Krach dotychczasowej, centroprawicowej koalicji rządzącej [1] wydawał się jedynie kwestią czasu, biorąc pod uwagę fatalną kondycję ekonomiczną państwa oraz drakoński plan oszczędnościowy (jeden z najbardziej restrykcyjnych w Europie), który co prawda spowolnił upadek gospodarczy kraju, jednak odbyło się to kosztem znacznego obniżenia poziomu życia rumuńskiego społeczeństwa (m.in. 25% obniżka zarobków w sektorze publicznym).

Niestety, objęcie sterów władzy przez nową ekipę nastręcza więcej obaw aniżeli nadziei na poprawę sytuacji wewnętrznej w kraju. Centrolewicowy rząd pod wodzą Victora Ponty stworzyła pozostająca dotychczas w opozycji – Unia Socjalliberalna. To dość nietypowy polityczny twór, w którego skład wchodzą ideologicznie skrajni partnerzy: byli komuniści – Partia Socjaldemokratyczna, ugrupowanie z centrum – Partia Narodowo – Liberalna oraz Partia Konserwatywna. W zgodnej opinii komentatorów głównym i w zasadzie jedynym spoiwem nowej koalicji rządzącej jest niechęć wobec osoby prezydenta – Traiana Băsescu.

Fakt ten znalazł zresztą bardzo szybko swoje potwierdzenie, gdyż na wniosek nowego rządu, na początku lipca większość parlamentarna zawiesiła prezydenta, zarzucając mu poważne naruszenia konstytucjonalne oraz szereg innych kompromitujących zarzutów (na ten czas zastąpił go przewodniczący Senatu Crin Antonescu). Pod koniec lipca z kolei odbyło się ogólnonarodowe referendum, będące finalnym etapem procedury impeachmentu wobec Băsescu, które wywołało prawdziwą polityczną burzę w Rumunii. Ostatecznie jednak o wszystkim zadecydowała zbyt niska frekwencja, która nie przekroczyła progu 50% (87,5% głosujących opowiedziało się za odwołaniem Băsescu) i teoretycznie prezydent będzie mógł powrócić do pełnionej wcześniej funkcji. Cała sprawa trafiła jednak do Sądu Konstytucyjnego, który na wniosek rządzącej koalicji ma rozstrzygnąć prawidłowość przeprowadzonej procedury i tym samym zadecydować o losie dotychczasowego prezydenta.

Perspektywy rozwiązania bieżącego konfliktu politycznego w Rumunii upatrywać można jedynie w scenariuszu ostatecznego odwołania prezydenta Băsescu i zastąpienia go reprezentantem rządzącej koalicji. Biorąc pod uwagę szeroki wachlarz konstytucyjnych prerogatyw urzędu prezydenta w Rumunii i jego znaczny udział w kreowaniu polityki zewnętrznej i wewnętrznej kraju rozwiązanie zakładające obecny stan (Băsescu pozostaje u władzy) przyniesie Rumunii wieloletni kryzys na najwyższym szczeblu państwowym. Należy dodać, że obecna kadencja Băsescu wygasa dopiero w 2014 roku, zaś wszelkie przewidywania przed listopadowymi wyborami parlamentarnymi w Rumunii wskazują, że obecny kształt rumuńskiego parlamentu może się utrzymać (szacuje się, że Unia Socjalliberalna cieszy się prawie 60 procentowym poparciem). Istnieje więc takim przypadku szereg sprzeczności, od ideologicznych po ambicjonalne, które wykluczają kompromis pozwalający na sprawne funkcjonowanie aparatu władzy.

Kryzys na rumuńskiej scenie politycznej nie pozostaje również bez konsekwencji wobec relacji tego kraju z pozostałymi krajami regionu, zwłaszcza z Węgrami. Biorąc pod uwagę chociażby tylko czynnik ideologiczny, konflikt pomiędzy węgierskim Fideszem a rumuńską Unią Socjalliberalną wydaje się sprawą dość oczywistą. Języczkiem u wagi pozostaje jednak liczna węgierska mniejszość zamieszkująca Rumunię (1,23 mln). Jednym z głównych postulatów wyborczych obecnego rządu węgierskiego był postulat wspierania praw swoich rodaków zamieszkujących inne kraje. Rodziło to w dość naturalny sposób stan napięcia w relacjach z Bukaresztem, obawiającym się zarówno ingerencji we własne sprawy wewnętrznej jak i zapędów separatystycznych. W ostatnich jednak latach relacje między obydwoma krajami uległy znacznej poprawie, której przejawem była coraz lepsza współpraca, chociażby na polu gospodarczym. Dobre relacje prezydenta Viktora Orbána oraz Traiana Băsescu pozwoliły zniwelować nawet tak konfliktogenny czynnik jakim pozostaje sprawa mniejszości węgierskiej.

Pogorszenie relacji między Bukaresztem a Budapesztem po objęciu rządów przez Unię Socjalliberalną z Victorem Pontą na czele było jedynie kwestią czasu. Z pozoru mniej istotne sprawy (m.in. wycofanie kształcenia w języku węgierskim w jednej z rumuńskich uczelni, zmiana ordynacji wyborczej w Rumunii na większościową, która zdaniem Budapesztu uderza w mniejszość węgierską), a także sam fakt złamania dotychczasowej praktyki udziału ugrupowania mniejszości węgierskiej w rządzie, sprawiły, że ponownie relacje pomiędzy tymi krajami określić można jako chłodne. Dodatkowo i tak już zły klimat wzajemnych relacji psuje poparcie Budapesztu dla prezydenta Băsescu, oraz związane z tym oskarżenia o nadużywanie władz wobec rządu Ponty. W opinii Bukaresztu stanowi to jawne ingerowanie w wewnętrznej sprawy Rumunii. Ponadto rumuński rząd oskarża Budapeszt o inicjowanie bojkotu lipcowego referendum wśród węgierskiej mniejszości, co jego zdaniem przyczyniło się do niskiego poziomu frekwencji.

Rumuński kryzys polityczny determinuje również działania Rosji, z perspektywy której obecna koalicja rządząca jest opcję korzystną w kontekście rywalizacji w sąsiedniej Mołdawii. Rząd premiera Ponty deklaruje ugodowe stanowisko w tej sprawie, co w naturalny sposób jest rozwiązaniem korzystnym dla Kremla. Ponadto nowa rumuńska koalicja otwarcie wyraża chęć zacieśnienia relacji z Moskwą i zwiększenia napływu rosyjskich inwestycji do Rumunii. To z kolei w równie naturalny sposób niepokoi Brukselę, która krytykuje rząd Ponty za jego działania względem prezydenta. Wszystko to układa się w logiczną całość i jasno obrazuje geopolityczny układ w regionie, w którym w ostatnim czasie Moskwa przechodzi do politycznej kontrofensywy, choć w przypadku Rumunii znajduje się ona w początkowym, niepewnym jeszcze stadium [2].

Zasadniczo jednak polityka zagraniczna Rumunii, jak i jej relacje w regionie (zwłaszcza z Węgrami) nie powinny ulec drastycznym zwrotom i zmianom. Wpływa na to fakt przynależności Rumunii do Unii Europejskiej oraz silne uzależnienie od międzynarodowej pomocy finansowej, co zarówno w aspekcie zewnętrznym jak i wewnętrznym mocno ubezwłasnowolnia ten kraj. Zakładając opcję pozostania Băsescu przy władzy, należy spodziewać się pogłębienia wewnętrznego kryzysu politycznego w tym kraju oraz dalszego osłabienia gospodarczego, w wyniku trudności w osiągania kompromisu w sprawie ewentualnych reform. Sprawia to, że Rumunia jeszcze długo pozostanie unijnym outsiderem, na czym prawdopodobnie ucierpi wyjątkowo wysoki ostatnimi czasy poziom regionalnej współpracy.

Ilustr.: Wikipedia/Uznanie autorstwa: David Liuzzo

_______________________________________
1. Tworzyły go: Partia Demokratyczno-Liberalna, Demokratyczny Związek Węgrów w Rumunii oraz Narodowa Unia Postępu Rumunii.
2. Po ostatnich wyborach parlamentarno – prezydenckich w Serbii Rosja znacznie umocniła swoje interesy w tym kraju, obecnie zaś taka szansa rysuje się w przypadku Rumunii.

Czytany 4176 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04