czwartek, 22 październik 2015 07:10

Łukasz Kobeszko: Łukaszenko silny jak nigdy

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Łukasz Kobeszko

Przebieg i konsekwencje niedzielnych (11.10) wyborów prezydenckich na Białorusi w postaci próbnego zawieszenia sankcji UE na okres 4 miesięcy, które wejdzie w życie od początku listopada br. potwierdziły tylko wcześniejsze prognozy licznych obserwatorów i analityków, także tych opozycyjnie nastawionych do rządów prezydenta Aleksandra Łukaszenki oraz unijnych dyplomatów.

Warto przypomnieć, że już w sierpniu br. ministrowie spraw zagranicznych Litwy i Łotwy, Linas Linkevičius i Edgars Rinkēvičs opowiedzieli się za poważną rewizją wieloletniej polityki UE wobec Mińska. Szefowie bałtyckich MSZ przewidywali, że jeżeli sama kampania przedwyborcza będzie miała spokojny przebieg, a w samym dniu wyborów nie dojdzie do zamieszek lub brutalnych interwencji służb bezpieczeństwa (tak, jak stało się chociażby po wyborach w 2010 i 2006 roku), to Zachód, mimo negatywnej oceny mankamentów samego procesu wyborczego w rodzaju nieprzejrzystego ustawodawstwa i braku odpowiedniej reprezentacji przedstawicieli opozycji zarówno w Państwowej Komisji Wyborczej, jak i poszczególnych komisjach obwodowych, uzna wynik wyborów na zasadzie poszanowania białoruskiego status quo.

Strategia taka będzie w istocie analogiczna do uznawania rezultatów nie w pełni demokratycznych wyborów w Kazachstanie, Azerbejdżanie, Armenii czy Tadżykistanie. Prezydenci tych krajów, mimo szeregu zastrzeżeń są przecież trwałymi i cenionymi partnerami polityków zachodnich i często goszczą na międzynarodowych salonach. Skoro więc UE utrzymuje ożywione kontakty polityczne i gospodarcze z prezydentami Kazachstanu Nursułtanem Nazarbajewem, Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem (swego czasu odznaczonym nawet Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego) czy Armenii Serżem Sarkisjanem, znanych z niechęci do demokratycznych procedur i tłumiących, nieraz krwawo, protesty opozycji, to tym bardziej, w obecnej sytuacji geopolitycznej, gdzie Łukaszenko pozostaje gospodarzem rozmów mińskim i faktycznym animatorem trudnego i kruchego procesu pokojowego na Ukrainie, Białoruś będzie traktowana jako wartościowy i perspektywiczny partner polityczny.

Przewidywany scenariusz sprawdził się więc w 100 proc. Obserwatorzy OBWE skrytykowali co prawda w swoim raporcie końcowym m. in. rachityczność i przewidywalność samej kampanii, stały w białoruskiej tradycji politycznej fakt zbierania podpisów popierających kandydaturę Łukaszenki w państwowych zakładach pracy oraz fakt, że ze zdecydowaną krytyką rządzącego prezydenta w kampanii występowała tylko jedna kontrkandydatka przywódcy – Tatiana Korotkiewicz (wg danych białoruskiej PKW zdobyła 4,43 proc. głosów), to jednocześnie wyrażono zadowolenie z przedwyborczej amnestii dla więźniów politycznych, spokojnego przebiegi kampanii i samego głosowania, dużego udziału kobiet w pracy komisji wyborczych, brak cenzury w telewizyjnych wystąpieniach kandydatów oraz dobre nastawienie władz lokalnych do międzynarodowych obserwatorów.

Sam też przebieg krótkiego protestu opozycji na Placu Niepodległości w Mińsku w wyborczy wieczór budził raczej uśmiech niż głosy oburzonej krytyki. Na krążących w Internecie relacjach widać dość karykaturalne zachowania samotnego i okrytego rosyjską flagą młodego chłopaka, który skandował przed grupą demonstrantów nazwisko białoruskiego prezydenta, usiłował kopnąć kilku z nich, a następnie uciekał w tłum dziennikarzy, żegnany okrzykami "Sława Ukrainie!". Obrazki te w niczym nie przypominały ani poprzednich "wieczorów wyborczych" po prezydenckiej elekcji, jak i protestów powyborczych w innych krajach poradzieckich, jak chociażby w krwawych zamieszkach po wyborach prezydenckich w Armenii w 2008 roku czy protestach przeciwko prezydentowi Gruzji Miheilowi Saakaszwiliemu w 2007 roku, gdy rannych zostało ponad 500 osób, a policja zajęła siedzibę opozycyjnej stacji telewizyjnej, przerywając nadawanie programu. Co więcej, popularny białoruski portal Tut.by prezentuje dzisiaj na swoich łamach wywiad z członkinią obwodowej komisji wyborczej w której do urny udał się sam Aleksandr Łukaszenko. Przedstawicielka komisji w momencie pojawienia się przywódcy państwa nie tylko nie wstała z krzesła, ale również demonstracyjnie nie podała mu ręki.

Białorusinom udało się więc tym razem uniknąć znanej z poprzednich wyborów sekwencji wydarzeń: przedwyborcza liberalizacja – powyborcze zamieszki – przykręcenie politycznej śruby – ponowna, stopniowa liberalizacja. W październiku 2015 Łukaszenko rozpoczyna kolejną już kadencję z możliwie najlepszej pozycji międzynarodowej od prawie 20 lat i z pewnością będzie się starał wykorzystać te dodatkowe, ofensywne figury w partii szachów, którą nieprzerwanie rozgrywa z Zachodem i Rosją. Jak na razie, Moskwa reaguje w sposób spokojny. Przewodniczący komisji ds. międzynarodowych Dumy Aleksiej Puszkow ocenił dzisiaj, że Zachód ma świadomość, że bez Łukaszenki nie jest w stanie prowadzić na odcinku poradzieckim żadnej sensownej polityki, ale jednocześnie, będzie próbował kokietować Mińsk zdjęciem sankcji i zachęcaniem do występowania przeciwko Rosji.

Tekst pochodzi z portalu: http://mysl-polska.pl/
Fot. news.tut.by

Czytany 3170 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 22 październik 2015 08:05