niedziela, 11 grudzień 2011 09:47

Krzysztof Głowacki: Organizacja Narodów Zagubionych

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

ONZ  Krzysztof Głowacki

Ostatnimi czasy nie brak słów krytycznych wobec ONZ. Wielu uważa, że organizacja nie daje sobie rady z wyzwaniami współczesności.

Przykłady? Co roku chińskie sądy skazują na karę śmierci wielu Tybetańczyków, mimo specjalnej rezolucji Zgromadzenia Ogólnego. Z kolei Iran, czterokrotny cel sankcji, uchwalanych przez Radę Bezpieczeństwa, ma się całkiem dobrze.

 

Przeszłość ONZ też nie napawa optymizmem. Weźmy chociażby okres zimnowojenny. Organizacja była bezsilna wobec interwencji zbrojnych w Budapeszcie, Pradze czy Afganistanie. Po upadku Związku Sowieckiego nie było lepiej. Wystarczy wspomnieć Bałkany lat 90. Srebrenica miała być bezpieczną strefą dla muzułmańskiej ludności Bośni. Jak było, każdy wie.

Retro wobec futuro

Dzisiejsza ONZ nie potrafi efektywnie działać w aktualnej rzeczywistości. Nie potrafi wypracować odpowiedniej strategii wobec fanatyków, terrorystów czy państw bandyckich. Genezy zaistniałej sytuacji należy upatrywać w co najmniej dwóch przyczynach. Francja tradycyjnie kwestionuje światowe przywództwo USA. Z kolei Stany Zjednoczone mają wiele pretensji do ONZ. Różnice zdań to chleb powszedni dyskusji na forum Narodów Zjednoczonych. Czasami jednak anachronizm ONZ ma swoją genezę w obiektywnych uwarunkowaniach. Karta Narodów Zjednoczonych została przyjęta na kilka tygodni przed pierwszym wybuchem bomby atomowej. W dokumencie nie uwzględniono więc strategii działania wobec kwestii broni masowej zagłady.

ONZ nie może z siebie wykrzesać efektywności także z powodu nadmiernej biurokracji. Sekretariat instytucji zatrudnia ponad 6 tys. pracowników i jest porozrzucany po całym Nowym Jorku. I żeby na amerykańskim mieście się skończyło. Niestety, ONZ posiada również kompleks budynków w Genewie oraz wynajmuje budynki w Wiedniu, Nairobi, Addis Abebie, Paryżu, Rzymie i na Cyprze.

Chaos organizacyjny jest wprost proporcjonalny do bezsensownego zatrudniania. O czym mówię? Podsekretarze generalni wręcz mnożą nowe urzędy. Szczególnie uwidacznia się to na „kierunku afrykańskim”. I tak w Sekretariacie Generalnym zatrudniony jest Dyrektor ds. Afrykańskich; mamy też Departament Afryka I, Afryka II i przedstawicielstwo w Addis Abebie. Istnieje także Specjalny Wysłannik ONZ ds. Afryki, Dział Afryka w Departamencie Pokojowym, Urząd ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej dla Afryki, a w Resorcie Gospodarczo-Społecznym zasiada… Specjalny Koordynator ds. Afryki. Nie dziwne, że tylko 40 proc. zebranych środków pomocowych trafia do potrzebujących.

A jak wyglądają stałe struktury ONZ? Rada Bezpieczeństwa za sprawą obowiązującego prawa weta jest bezsilna wobec wyzwań współczesności. Przykłady międzynarodowego pata można mnożyć - wojna w Iraku, rosyjski atak na Gruzję, nieprzedłużenie operacji pokojowej (UNPREDEP) w Macedonii.

Skostniałym ciałem jest również Komisja Praw Człowieka. Nie dość, że należą do niej Chiny (!), to jeszcze członkowie komisji przymykają oczy na niesprawiedliwości tego świata. Nie potępiają Pekinu z powodu systematycznego ucisku na mniejszość tybetańską i ujgurską; milczą na temat kubańskich i irańskich opozycjonistów; z obojętnością podchodzą do dyskryminacji kobiet w Arabii Saudyjskiej.

Brudna cnota

ONZ jest nie tylko anachroniczna, zbiurokratyzowana i upolityczniona. Jest także skorumpowana. Wszystko zaczęło się za kadencji Sithu U Thanta. To on zaczął tworzyć nowe urzędy pod swoich przyjaciół. Kurt Waldheim kontynuował te tradycje. Podobnie jak Boutros-Ghali. Za jego dekady wyszło na jaw, że funkcjonariusze ONZ w ramach misji pokojowej w Somalii nielegalnie organizowali loty czarterowe.

Podobnych afer było więcej. Weźmy chociażby iracki program „Ropa za żywność”. Inicjatywa miała za zadanie złagodzenie dotkliwości sankcji, jakie zostały nałożone na Bagdad po inwazji na Kuwejt. Irak miał wymieniać swoje dochody pochodzące ze sprzedaży ropy naftowej na żywność i środki medyczne. Okazało się jednak, że Saddam Husajn używał programu Food-for-Oil do nielegalnego importu nowoczesnych technologii. Jak duża była skala procederu? W latach 1998-2003 uzyskano z eksportu irackiej ropy 67 mld dolarów. ONZ zorganizowała „pomoc” dla Iraku za 31 mld dolarów. Co się stało z resztą - do dziś nie wiadomo.

Pokłosie złego stanu

Chora organizacja generuje chore działania. Widać to na przykładzie misji pokojowych w Afryce. Gdy w połowie 1960 roku Kongo Belgijskie pogrążyło się w chaosie, ONZ wysłała tam misję rozjemczą. 15 lipca błękitne hełmy znalazły się w samym środku piekła. Przeciwko sobie mieli rząd, partyzantów i najemników. Efekt? ONZ straciła 250 ludzi, w tym Sekretarza Generalnego, który zginął w tajemniczej katastrofie lotniczej.

Fiaskiem zakończyła się także misja w Somalii. W dwa lata zginęło ponad 150 żołnierzy ONZ. Podobnie było w przypadku Rwandy. Blisko 2 tys. żołnierzy UNAMIR - związanych pasywnym mandatem misji - bezsilnie przyglądało się rzeziom.

Bierność błękitnych hełmów widać było również w Demokratycznej Republice Konga. Do historii hańby przejdzie dzień, podczas którego rebelianci napadli na miasto Bunia, spalili żywcem kilkunastu mieszkańców, mimo że żołnierze ONZ stacjonowali zaledwie 200 metrów dalej. Niezbyt chwalebnym pozostanie także podbój ważnego strategicznie miasta Bukavu przez paramilitarny oddział Tutsich. Gdy rebelianci maszerowali w stronę miasta, błękitne hełmy wycofały się, choć rozkazy mówiły wyraźnie, że mają bronić ludności cywilnej. Zabito wówczas dziesiątki ludzi, a kilkaset kobiet i dzieci padło ofiarą gwałtu.

Co gorsza, gwałcili także żołnierze misji pokojowej. Pierwsze tego typu zarzuty pojawiły się w 2003 roku. Sekretarz Generalny Kofi Annan ogłosił wówczas „politykę zerowej tolerancji” i zobowiązał się co roku publikować raport na temat przestępstw o charakterze seksualnym. Podobno od tamtej pory liczba wypadków wykorzystywania seksualnego systematycznie spada. Mówię „podobno”, ponieważ nie wszyscy są takiego zdania. - Wprowadzono kary, ale nie zrobiono nic, by wykrywać wypadki wykorzystywania seksualnego - mówi Sarah Martin z amerykańskiej organizacji Refugees International. - Żołnierze stali się ostrożniejsi. Dbają, by nic się nie wydostało poza teren obozu. Proceder jednak cały czas trwa - dodaje Steve Crawshaw, dyrektor londyńskiego biura Human Rights Watch.

Czas na odważne decyzje

Zresztą to nie jedyne problemy ONZ w Afryce. W Mogadiszu tysiące worków z jedzeniem przeznaczonych dla ofiar klęski głodu są rozkradane. Trafiają na targi w sąsiedztwie obozów, gdzie lokalni biznesmeni zarabiają krocie. Jeśli zaś chodzi o Darfur, ONZ mówi o „czystce etnicznej”, ale unika terminu „ludobójstwo”. Bierze się to stąd, że wysłannicy Narodów Zjednoczonych przyczyny konfliktu widzą w „starciach plemiennych”. Problem jednak w tym, że bombardowania z powietrza niewiele mają wspólnego z metodami walki plemion koczowniczych. Zapomina się również, że dżandżawidzi są uzbrojeni i wyposażeni przez regularną armię.

A co z Libią? Zanim uzgodniono zamknięcie strefy powietrznej, wojska Muammara Kaddafiego prawie stłumiły bunt opozycji. Sytuacja patowa trwała tak długo, ponieważ radykalnych środków zaradczych bały się Niemcy. Berlin chciał najpierw zapoznać się z opinią państw regionu oraz Ligii Państw Arabskich. W sumie nie ma się co dziwić. Archaiczna Karta Narodów Zjednoczonych w artykule 41 stwierdza, iż w wypadku naruszenia pokoju lub aktu agresji, Rada Bezpieczeństwa może zadecydować o zastosowaniu wobec danego państwa środków pokojowych (jak sankcje gospodarcze czy polityczne) oraz zażądać od innych państw zastosowania się do tych postanowień. Dopiero w wypadku gdy wskazane wyżej zadania okażą się niewystarczające, na mocy art. 42 Rada Bezpieczeństwa ma prawo zadecydować o zastosowaniu siły. Zapewne z tego powodu ONZ zwleka z podjęciem stanowczych kroków wobec Syrii. Niestety, nie jest to dobry prognostyk na przyszłość.

Tekst został pierwotnie zamieszczony na blogu autora: krzysztofglowacki.bloog.pl

Czytany 5311 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04