piątek, 02 listopad 2012 08:50

Konrad Rękas: Większość i 'większościowcy'

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

ukrflag  Konrad Rękas

Partia Regionów zrealizowała swoje cele wyborcze na Ukrainie, zaś zeszłoroczne zmiany w ordynacji uporządkowały tamtejszą scenę polityczną. Z drugiej jednak strony podział kraju, po raz kolejny potwierdzony przez wyniki elekcji – może stanowić w przyszłości problem dla spoistości państwa, czyniąc aktualnym pytanie o formę jego organizacji.

Porównanie ilości głosów uzyskiwanych w poprzednich wyborów – ze względu na wprowadzone zmiany – może być myląca. Dość stwierdzić, że np. „regionałowie” uzyskali wprawdzie o 4,29% mniej głosów na swą listę partyjną (obecnie 30,08%), ale i tak będą mieć o 11 lub 12 deputowanych więcej, niż pod koniec poprzedniej kadencji. Wraz z 32 posłami KPU (zdecydowany sukces w wyborach proporcjonalnych – 13,20%) oraz przy perspektywie współpracy przynajmniej z częścią niezrzeszonych (aż 44 członków różnych partii i bezpartyjnych zdobyło mandaty startując w wyborach z własnych komitetów) – pozwala to partii prezydenckiej myśleć o uzyskaniu większości. Pozwoliłoby to PR także na spokojne prowadzenie rozmów o rozbiciu chwiejnej jedności opozycji, czy to przez wyrwanie z niej UDAR-u, czy przez neutralizowanie „Swobody”.

Niewątpliwy sukces „regionalistów” – tak jak oczekiwano – wywołał nerwową reakcję Zjednoczonej Opozycji. Liderka „Batkiwszczyny” Julia Tymoszenko ogłosiła rozpoczęcie głodówki protestacyjnej i wezwała „społeczność międzynarodową” do nieuznawania wyników wyborów. Trudno o wyraźniejsze przyznanie się do porażki.

„Batkiwszczyzna” pozornie może wprawdzie mówić o pewnych sukcesach, tj. o zwycięstwach w zachodnich i centralnych obwodach Ukrainy. Wystarczy jednak porównać skalę sukcesów. Np. „regionałowie” wygrywając w Doniecku uzyskali 65,09%. Tymczasem w swoim najlepszym obwodzie, winnickim – ZO zdobyła 45% Oznacza to, że na swym „Deep East” PR dzieli się poparciem niemal wyłącznie z komunistami, zachowując swą wyraźną przewagę nad konkurentami, podczas gdy na zachodzie i w centrum – partie opozycyjne rywalizują ze sobą. Oddala to więc w czasie (choć nie likwiduje całkiem) zagadnienie skutków rozdwojenia Ukrainy. Inaczej bowiem sytuacja wyglądałaby, gdyby podział społeczeństwa następował między zwolennikami dwóch zwartych bloków czy ugrupowań.

Dość spojrzeć na wyniki wyborów większościowych. W ich przypadku pas dominacji „Batkiwszczyny” kurczy się bowiem niemal wyłącznie do dawnych ziem polskich, podczas gry w południowej części pasa centrum dominowali jednak kandydaci występujący jako niezależni, a na jego północy nawet „regionałowie”. Z kolei porozumienie między Zjednoczoną Opozycją a „Swobodą” okazało się korzystniejsze dla tej drugiej formacji. Nie tylko dlatego, że neo-banderowcy uzyskali 37 mandatów, ale także przez to, że „swobodowcy” umocnili się na swym podstawowym zapleczu – na Ziemi Lwowskiej, Tarnopolszczyźnie i zachodniej części Wołynia, natomiast zwolennicy Tymoszenko nie doświadczyli bynajmniej szczególnie znaczącego przepływu elektoratu ze strony sympatyków Tiahyboka.

Warto też przyjrzeć się niektórym wynikom wyborów większościowych. Wśród „mażorytów” znaleźli się bowiem politycy nader interesujący, mogący nie tylko wnieść istotny wkład w debatę w Radzie Najwyższej, ale i wywrzeć wpływ na kierunek działań politycznych parlamentu i całego państwa – nawet pomimo swego pozornego osamotnienia w RN. Obok wspominanego już parokrotnie Igora Markowa z RODINY, wymienić można Igora Rybakowa (jednego z liderów społeczności rosyjskiej na Ukrainie), Petra Poroszenko (byłego ministra spraw zagranicznych i ministra rozwoju gospodarczego i handlu), Antona Kisse ze Stowarzyszenia Bułgarów Ukraińskich, Dawida Żwaniję (lidera Związku Chrześcijańsko-Demokratycznego), Olega Liaszkę (przywódcę Partii Radykalnej), Nikołaja Rudkowskiego (sekretarza Socjalistycznej Partii Ukrainy), czy Lwa Mirimskiego (szefa krymskiego pan-rosyjskiego „Союзa”).

Część niezależnych – to rozłamowcy z ugrupowań opozycyjnych – dotychczasowi, a zatem zapewne i przyszli koalicjanci PR – co potwierdza tezę o większym polu manewru partii rządzącej. Z kolei zasadniczym problemem opozycji pozostaje perspektywa polityczna, związana z wyborami prezydenckimi w 2015 r., w których jeszcze trudniej będzie uzyskać efekt synergii, bowiem ambicje Tiahyboka, Tymoszenko/Jaceniuka i Kliczko są w tym zakresie wykluczające się. Pomimo jednak nadziei na łatwą reelekcję – prezydent Wiktor Janukowycz nie może przechodzić obojętnie wobec kwestii politycznego podziału państwa. Wybory pokazały, że jest on względnie trwały, choć umiejętna rozgrywka ordynacją pozwoliła rządzącej partii zniwelować, choć część jego negatywnych konsekwencji. Fakt, że wśród niezależnych deputowanych (zwłaszcza skłaniających się do koalicji z PR) znaleźli się zwolennicy prawdziwej regionalizacji, czy nawet federalizacji Ukrainy – może więc otworzyć debatę o formie organizacji państwa. Byłoby to także zgodnie z zasadą, że lepiej mieć tendencje negatywne i wrogie skanalizowane na ograniczonym obszarze, niż pozwalać im rozlewać się na cały kraj.

Rada Najwyższy Ukrainy zbierze się na pierwszym posiedzeniu 15 grudnia. Można się spodziewać, że do tego czasu „Batkiwszczyna” spróbuje przynajmniej ponownie rozhuśtać nastroje społeczne, jednak nawet sądząc po wyniku wyborów – nie dysponuje obecnie poparciem, które mogłoby efektywnie wypełnić na nowo Plac Niepodległości.

Czytany 3770 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04