poniedziałek, 07 grudzień 2015 07:51

John Wight: Od Iraku do Syrii: ponowne fiasko

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

John Wight

Absurdalne miedawne zapewnienia premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona o 70 tys. umiarkowanych rebeliantów walczących w Syrii są dowodem na to, że brytyjska klasa polityczna nie nauczyła się niczego po Iraku. Oświadczenie szefa brytyjskiego rządu było równie nieprawdziwe, co sfabrykowane dossier Tonego Blaira o broni masowego rażenia znajdującej się rzekomo w posiadaniu Saddama Saddama, o której ówczesny premier zapewniał, że może być odpalona w kierunku Wielkiej Brytanii w ciągu 45 minut.

Wiemy, że twierdzenie Davida Camerona jest czystą fikcją, gdyż już w 2012 r. Agencja Wywiadu Obronnego USA opracowała tajny raport wywiadowczy [1], w którym wskazano, że „Salafici, Bractwo Muzułmańskie i AQI [al-Kaida w Iraku] są głównymi siłami kierującymi powstaniem w Syrii”. Miało to miejsce pełne dwa lata przed eksplozją ISIS w regionie na początku 2014 r.

Informacja szefa brytyjskiego rządu było częścią coraz bardziej desperackich prób – ze strony jego samego i jego zwolenników – zdobycia poparcia dla brytyjskich nalotów, co do których każdy wojskowy ekspert się zgodzi, że nie będą miały istotnego znaczenia dla pokonania ISIS w Syrii.

Nie zrozumcie źle – zmiażdżenie tego zagrożenia musi być priorytetem wszystkich prawidłowo myślących ludzi, jedynym pytaniem jest „jak?”, a nie „czy?” Priorytet ten sprawia, że dysonans poznawczy i sprzeczności będące u podstaw działań i polityki Zachodu wobec konfliktu w Syrii stają się coraz bardziej godne ubolewania, biorąc pod uwagę, że umożliwiliśmy przedłużanie konfliktu, a wraz z tym zdolność ISIS do działania. Mając to na względzie, ciągłe stawianie znaku równości między świeckim rządem Baszara al-Asada a tym średniowiecznym kultem śmierci jest nie tylko błędne, lecz także bezwzględnie, całkowicie ohydne.

Nikt zdolny do odczuwania jakichkolwiek uczuć nie porównałby prezydenta Syrii do Nelsona Mandeli. Jednak porównywanie go do Adolfa Hitlera jest nawet mniej wiarygodne. Stoi on na czele świeckiego rządu, który podtrzymuje i chroni prawa mniejszości, wciąż ciesząc się poparciem większości Syryjczyków i którego przetrwanie w 2015 r. jest nierozerwalnie związane z przetrwaniem kraju. Alternatywą – jedyna alternatywą – dla B. al-Asada w obecnej sytuacji jest przekształcenie Syrii w masowy grób omawianych mniejszości, wraz z pogrążeniem się kraju w otchłań masowych morderstw na tle wyznaniowym i rzeźni, przy której status quo będzie niczym dziecięca zabawa. Z rządem B. al-Asada można negocjować, zaś z ISIS nie, i jak by ktoś o syryjskim przywódcy źle nie myślał – podkładanie bomb w pasażerskich samolotach czy wysyłanie szwadronów śmierci, aby masakrować brytyjskich turystów w Tunezji lub cywili w Bejrucie, Paryżu i gdziekolwiek indziej – to nie jest „branża” B. al-Asada.

Przypisywanie winy za kryzys uchodźców B. al-Asadowi lub twierdzenie, że większość cywilnych ofiar zginęło z ręki jego żołnierzy, pochodzi prosto z podręcznika zmiany reżimów. Słyszeliśmy tę samą propagandę przed wojną w Iraku w 2003 r. oraz przed interwencją NATO w Libii w 2011 r. Oba kraje są obecnie upadłymi państwami, co jest bezpośrednią konsekwencją zachodniej interwencji wojskowej. Popełnienie tego samego katastrofalnego błędu byłoby zbrodnią, której historia by nie wybaczyła.

Podczas, gdy wkroczenie do arabskiego kraju po raz trzeci od czasu 11 września być może połechtałoby churchillowskie sentymenty brytyjskiej klasy rządzącej, to miałoby małe znaczenie dla pokonania ISIS i zakończenia konfliktu. W rzeczywistości, uwzględniając niedawny incydent z zestrzeleniem rosyjskiego samolotu myśliwskiego przez tureckie F-16, ryzyko związane z posłaniem brytyjskich sił zbrojnych do akcji jest ewidentne. Jeśli Amerykanom, którzy bombardują ISIS w Syrii (przynajmniej tak nam mówią) przez większą część roku nie udało się odnieść dostrzegalnego sukcesu, co każe D. Cameronowi i jego zwolennikom z Partii Pracy wierzyć, że garstce brytyjskich myśliwców-bombowców może się udać to zadanie?

Zachodzi oczywista potrzeba, aby Zachód koordynował swe wysiłki z Rosjanami i Syryjczykami, zaangażowanymi we wspólną kampanię w powietrzu i na lądzie, która, z czym każdy ekspert wojskowy się zgodzi, jest jedynym sposobem, aby zmiażdżyć ISIS/Daesh. Jednak sama w sobie akcja militarna nie wystarczy. Także stawienie czoła niejasnym powiązaniom istniejącym między ISIS i sojusznikami Zachodu w regionie nie może obecnie podlegać negocjacjom.

W szczególności Turcja i Arabia Saudyjska znajdują się w centrum zagadnienia wspierania średniowiecznego fanatyzmu, który niedawno eksplodował na ulicach Paryża. Co do pierwszego z tych państw, gdyby turecko-syryjska granica nie pełniła roli obrotowych drzwi dla bojowników ISIS, sprzętu i broni, nie bylibyśmy w miejscu, w którym dziś się znajdujemy. Nie jest już fantazją twierdzenie, że Turcja – poszczególne siły wewnątrz niej – aktywnie ułatwiały handel kradzioną iracką i syryjską ropą [2], który finansował ich działania oraz tzw. kalifat. W tym miejscu jesteśmy uprawnieni do postawienia pytania czy prawdziwym powodem dla Turcji, decydującej się na nadzwyczajny krok zestrzelenia rosyjskiego odrzutowca, nie były rosyjskie naloty na wielkie konwoje ciężarówek transportujących ropę w stronę tureckiej granicy?

Jeśli chodzi o dynastię Saudów, średniowieczny fanatyzm, który charakteryzuje ISIS/Daesz w Iraku i Syrii jest nierozerwalnie związany z wahhabicką sunnicką doktryną, która dzierży imprimatur religii państwowej w Rijadzie. Sednem sprawy jest wahhabizacja islamu sunnickiego, która doprowadziła do legitymizacji sekciarstwa. Saudowie użyli pieniędzy ze sprzedaży ropy do finansowania budowy meczetów i innych projektów w całym muzułmańskim świecie – wszystko w celu zapewnienia dominacji tej szczególnie ekstremalnej, dosłownej odmiany islamu sunnickiego. Tym wpływom także należy stawić czoła.

Póki Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i pozostałe zachodnie rządy nie wykażą woli zmierzenia się z rolą Turcji i Arabii Saudyjskiej w wywołaniu kryzysu, nie będą wiarygodne w kwestii pokonania ISIS i szerzej – perwersyjnej ideologii, która kieruje tą organizacją.

Co do tych 70 tys. umiarkowanych bojowników walczących w Syrii – jedynym miejscem, gdzie można ich znaleźć, są szeregi niewyznaniowej Syryjskiej Armii Arabskiej, złożonej z alawitów, sunnitów, druzów i chrześcijan, walczących za swoje domy, swój naród i swój kraj.

John Wight jest autorem politycznie niepoprawnych pamiętników z Hollywood – Dreams That Die – opublikowanych przez Zero Books. Ponadto napisał pięć powieści, dostępnych jako Kindle eBooks. Konto na Twitterze:  @JohnWight1

Link do oryginału: http://www.counterpunch.org/2015/12/01/from-iraq-to-syria-repeating-a-debacle/
Fot. www.athensvoice.gr
Przekład: Jan Leder

__________________________
1. http://www.judicialwatch.org/wp-content/uploads/2015/05/Pg.-291-Pgs.-287-293-JW-v-DOD-and-State-14-812-DOD-Release-2015-04-10-final-version11.pdf
2. http://www.ibtimes.co.in/turkey-buying-oil-isis-syrian-army-releases-photos-captured-tanker-656183

Czytany 4111 razy