środa, 10 czerwiec 2015 07:33

Bartosz W. Serenda: Putin trafnie ocenia sytuację geopolityczną

Oceń ten artykuł
(19 głosów)

Bartosz W. Serenda

Władimir Putin, a w zasadzie sztab jego doradców, dyplomatów i analityków [1],  trafnie ocenia USA jako państwo, które postrzega się jako te, które więcej może i stawia siebie na straży własnych praw i obowiązków innych państw. O ile jednak Moskwa na amerykańską supremację w obszarze Ameryki Północnej, Południowej, Europie Zachodniej i Środkowej się godziła, o tyle na to samo przy własnych granicach już nie (Europa Wschodnia, poradzieckie republiki Azji południowej, obszar Morza Czarnego i Bałkany).

Oliwy do ognia buntu dolewa również przywództwo rosyjskie, któremu daleko jest do „kulawego” stylu zarządzania  Borysa Jelcyna i osłabienia Rosji w latach 1990’. Obecnie to jednak już zupełnie inna Rosja [2], niż ta, którą kojarzymy z migawek telewizyjnych z czasów pieriestrojki. Ktoś to wszystko poukładał i poskładał, oddając tym samym Rosji należną jej dumę. Wydaje się, że USA po prostu przestrzeliły i popełniły tym samym błąd sądząc, że Rosja tak łatwo odpuści. Federacja natomiast przeszła do dyplomatycznej (i nie tylko) ofensywy i wyraźnie zaczęła dzielić Europę. W efekcie tego w Europie Zachodniej (która po dwóch wojnach światowych kocha „mieć święty spokój”) może dojść do podziału na trzy obozy: (1) anglosaskiej tradycji wraz z krajami „nowej Europy” (Wielka Brytania, Ukraina, Gruzja, Polska, Litwa, Łotwa itp.), (2) „starej” Europy (pod przywództwem Francji, wyraźnie zawsze antyamerykańskiej wraz z oczywiście Rosją oraz (3) państw przypatrujących się (Niemcy, kraje skandynawskie).

Stany Zjednoczone mają (w końcu) oponenta, który buduje międzynarodową opozycję wykluczonych i niezadowolonych (m.in. Węgry, Białoruś, Argentyna, Wenezuela, Brazylia, Grecja, i „stara” Europa). W sztabach analityków CIA na pewno zostało dostrzeżone, że gronie tych niezadowolonych znalazły swoje miejsce wschodzące tygrysy gospodarcze (kraje pozaeuropejskie). Te zaś są po pierwsze dużymi krajami o znacznym potencjale, a po drugie swoją potęgę buduję na handlu surowcami naturalnymi (ropa, gaz itp. jak np. Wenezuela).

Polska w tej grze, jak zawsze zresztą, nie liczy się. Nie dlatego, że jest za mała/słaba itp., ale dlatego, że jest tak zadeklarowana wobec USA do tego stopnia, że jedna strona nie zamierza walczyć o względy partnera (bo i tak to nic nie da), a druga już nie musi (ponieważ i tak posiada Polskę po swojej stronie).

Należy też w końcu z cała mocą podkreślić, że Rosja nie atakuje Ukrainy, dlatego, że jej, kolokwialnie mówiąc, „nie lubi”, ale dlatego, że Ukraina z proamerykańską władzą jest tak samo groźna dla Rosji, jak dla USA byłby Meksyk z przywódcą prorosyjskim na czele. Należy też powiedzieć, że USA nie stoją po stronie Ukrainy dlatego, że ją „lubią”, ale dlatego, aby posiadać kolejne państwo po swojej stronie i robić wieczny tumult pod rosyjską granicą. W kontekście tym nic tak nie osłabia rosyjskiego przeciwnika, jak zmuszenie go do gaszenia pożarów pod własnym obozem (wówczas nie ma czasu na zajmowanie się innymi rzeczami). Wcześniej przecież była Gruzja...

Fot. alex-leshy.livejournal.com

_______________________________
1. http://blog.serenda.pl/2013/09/10/rosja-na-strazy-swiatowego-spokoju-siergiej-lawrow-rozdaje-miedzynarodowe-karty/
2. http://blog.serenda.pl/2015/03/06/ta-przestarzala-rosyjska-armia/
  

Czytany 3830 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 09 czerwiec 2015 19:40