wtorek, 02 lipiec 2013 09:22

Prezydenckie przymiarki wyborcze w Azerbejdżanie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

ibragimbekov  Info ECAG

Do wyborów głowy państwa pozostały w Azerbejdżanie jeszcze trzy miesiące, jednak już trwają spekulacje na temat kto mógłby w końcu rzucić wyzwanie dynastii Alijewów – albo został jej następnym przedstawicielem na stanowisku prezydenta.

 

Wydaje się, że pierwszy raz od ponad dwóch dekad (a więc od elekcji w 1992 r., w której Abulfaz Elczibej pokonał Nizamiego Sulejmanowa) – wyścig wyborczy w Azerbejdżanie będzie przynajmniej przypominać rywalizację. Przede wszystkim – mozolnie jednoczy się azerska opozycja. Wprawdzie oficjalnie nie wskazała jeszcze nowowybranego przewodniczącego Narodowej Rady Sił Demokratycznych Rustama Ibragimbekowa jako swego kandydata – jednak ten laureat Oscara za „Spalonych słońcem”, milioner i jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie Azerów wydaje się być jedynym poważnym nazwiskiem możliwym do przeciwstawienia obecnemu prezydentowi Ilhamowi Alijewowi. W składzie Rady znalazły się takie środowiska, jak Müsawat Isy Gambara (były przewodniczący parlamentu i p.o. prezydenta kraju), Ludowy Front Azerbejdżanu Aliego Karimli oraz mniejsze środowiska i ruchy jak „Społeczeństwo Otwarte” innego byłego przewodniczącego Milli Madżlisu (Zgromadzenia Narodowego) Rasula Kulijewa czy Forum Intelektualistów. Gdyby  R. Ibragimbekow nie zdecydował się na start – całej tej konstrukcji groziłby rozpad, przede wszystkim ze względu na ambicje poszczególnych liderów, w tym zwłaszcza M. I. Gambara.

Zaniepokojenie aktywnością  R. Ibragimbekowa, który w połowie czerwca udał się do Waszyngtonu na rozmowy z przedstawicielami departamentu stanu USA, zdawali się wyrażać nawet niektórzy przedstawiciele rządzącego „Nowego Azerbejdżanu” (NA) sugerując, że dla uniknięcia dalszych zadrażnień w stosunkach z Zachodem – prezydenta I. Alijewa mogłaby zastąpić... jego żona, Mehriban, wpływowa postać obozu władzy. Ostatecznie jednak sam prezydent zdecydował się walczyć o trzecią kadencję. Oficjalnie też NA zdecydowało się bagatelizować znaczenie opozycji, wieszcząc jej rychły podział i konflikty. Na wszelki też wypadek po kilku zagraniach służących zaspokojeniu mocarstwowych ambicji I. Alijewa i mających dowodzić regionalnej niezależności jego polityki (jak krytykowany na Zachodzie zakup rosyjskiej broni) – w Baku pośpiesznie postarano się o wykazanie swej proatlantyckiej gorliwości, m.in. przez mocne zakreślenie uzupełniających strategicznych sojusz z Turcją priorytetowych stosunków z Pakistanem. Ponieważ jednak pozycja międzynarodowa Islamabadu również ulega pogorszeniu – wzajemne dusery "wasali Waszyngtonu" mogą okazać się niewystarczające dla zapewnia I. Alijewowi opinii jedynego gwaranta Pax Americana na Zakaukaziu.

W tej sytuacji dla październikowych wyborów kluczowa może okazać się postawa azerskiej diaspory licznie zamieszkałej w Rosji i jej lidera, miliardera Abbasa Abbasowa. W ostatnim okresie wyciszył on wprawdzie nieco wcześniejsza krytykę władz w Baku (co wiązano także z gospodarczym zbliżeniem republiki z Federacją), jednocześnie jednak biznesmen należy do bliskiego kręgu przyjaciół R. Ibragimbekowa, co rodzi nadzieje przeciwników obecnych władz. Tak czy siak oznacza to jednak, że klucz do sytuacji politycznej przed, a może i po wyborach w Azerbejdżanie przesuwa się nieuchronnie w stronę Moskwy. Wprawdzie na razie w ręce azerskiej diaspory, ale pomni wyników ostatnich parlamentarnych w Gruzji sugerują, że jeśli nie teraz, to choćby w przyszłorocznym wyścigu do Madżlisu – gwiazda rodu Alijewów może mocno stracić swój blask.

(karo)

Czytany 3170 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04