czwartek, 22 maj 2014 09:12

Jacek C. Kamiński: Rosja skazana na eurazjatyzm?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

ukr_ros_ue  Jacek C. Kamiński

Proces powstawania nowych, prorosyjskich struktur państwowych na obszarze Ukrainy może być wydarzeniem o skutkach brzemiennych dla całej Eurazji, a w efekcie dla globalnego układu sił. „Jako przerażający jawi się przykład Krymu. Odtąd flaga Rosji może wznosić się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach jako obrona przed NATO i ekonomiczną blokadą ze strony Zachodu tych krajów, których naród ośmieli się rzucić wyzwanie Unii Europejskiej i USA” – przewiduje rosyjski ekonomista Wasilij Kołtaszow z renomowanego moskiewskiego Instytutu Globalizacji i Ruchów Społecznych [1].

Analitycy tego lewicowego think-tanku, dalecy od entuzjazmu wobec Władimira Putina, zauważają, że do takiej roli popycha Moskwę sama logika wydarzeń wywołanych kijowskim przewrotem – wbrew woli kremlowskiej elity władzy, która nie była gotowa na ostrą konfrontację z Zachodem. „Moskwa nigdy nie chciała podboju Ukrainy ani jej rozczłonkowania. Nie dlatego, że była lojalna w stosunku do interesów sąsiedniego państwa, ale po prostu dlatego, że Kreml w ogóle nie miał żadnego strategicznego planu. Obecne rosyjskie elity z zasady niezdolne są do strategicznego myślenia” – ostro stwierdza szef instytutu, światowej sławy socjolog Borys Kagarlicki [2]. Jego kolega W. Kołtaszow podkreśla, że powodem powściągliwości Moskwy jest także strach przed zerwaniem związków handlowych z Unią Europejską.

Jednak na ścieżkę narastającej konfrontacji z Zachodem Moskwa mimowolnie weszła już na długo przed kryzysem ukraińskim, w momencie gdy na poważnie przystąpiła do prób reintegracji krajów byłego ZSRR. „Rosja sama przeciwstawiła siebie Zachodowi i przyśpieszyła narastanie kryzysu w UE, gdy stworzyła Unię Celną i ogłosiła ideę stworzenia Związku  Eurazjatyckiego jako nowego projektu integracyjnego. Waszyngton i Bruksela oceniły to jako historyczne wyzwanie, a haniebne przystąpienie Rosji do Światowej Organizacji Handlu odczytały jako sygnał do ataku na jej pozycje na postradzieckiej przestrzeni” – ocenia W. Kołtaszow [3].

Wobec eskalacji kryzysu ekonomicznego i politycznego na Ukrainie to właśnie ten kraj stał się areną gwałtownej konfrontacji pomiędzy Rosją a Zachodem. „Po raz pierwszy od czasów Reagana USA prą do światowego konfliktu. Ukraina, ostatni bufor przed Rosją, jest rozdzierana przez faszystowskie siły wspierane przez USA i UE. (...) Jak wcześniej Irak czy Afganistan, Ukraina została przekształcona w park rozrywki dla CIA, prowadzony osobiście przez dyrektora agencji Johna Brennana. Nadzoruje on ataki na ludzi, którzy przeciwstawili się dokonanemu w lutym zamachowi stanu”  – zauważa na łamach brytyjskiego lewicowego dziennika „The Guardian" John Pilger [4].

Od zwycięstwa na tym polu eurazjatyckiej szachownicy wiele będzie zależało. Stąd zresztą brutalność wewnątrzukraińskiej konfrontacji, której drastycznym przejawem było spalenie żywcem 2 maja w odeskim Domu Związków Zawodowych co najmniej kilkudziesięciu przeciwników kijowskiego rząd przez bojówki neonazistowskiego „Prawego Sektora”. Warto więc przyjrzeć się perspektywom rozwoju sytuacji na Ukrainie, która na południowym-wschodzie tego kraju przybrała charakter otwartej wojny domowej, z użyciem po obu stronach mniej lub bardziej regularnych sił zbrojnych.

Wbrew usilnym staraniom prozachodniego rządu Arsenija Jaceniuka, ukraińskim wojskom i tzw. Gwardii Narodowej, wspieranym przez prywatne armie oligarchów, nie udało się zdusić buntu na Południowym-Wschodzie. Przeciwnie – z żywiołowych początkowo protestów ulicznych na terenie Donbasu wyłoniły się dwa podmioty quasipaństwowe: doniecka i ługańska republiki ludowe. Przeprowadzając 11 maja niepodległościowe referenda, w których masowo wzięli udział mieszkańcy, obie republiki udowodniły, że są w stanie kontrolować sytuację na swoich terytoriach. Choć wciąż możemy mówić o istniejącej na terenie Donbasu dwuwładzy, bo część struktur państwowych nadal wykonuje polecenia Kijowa (np. straż graniczna), to z każdym dniem nowe państwa krzepną, tworząc własne organa administracyjne i militarne.

Świadczą też o tym sukcesy wojenne buntowników. Ogłaszane przez Kijów kolejne etapy tzw. operacji antyterrorystycznej kończyły się fiaskiem, przynosząc tylko liczne ofiary wśród ludności cywilnej. W połowie maja z udziału w operacji de facto wycofały się jednostki ukraińskiej armii, na polu boju pod Słowiańskiem i innymi miastami północnego Donbasu pozostały tylko jednostki Gwardii Narodowej, złożone w znacznej części z band „Prawego Sektora” i Samoobrony Majdanu, oraz prawdopodobnie zagraniczni najemnicy. Nocą z 14 na 15 maja koło wsi Nowowarwarowka pod Słowiańskiem doszło nawet do pierwszych starć pomiędzy oddziałami wojsk wewnętrznych a Gwardii Narodowej [5]. Następnej nocy siłom Pospolitego Ruszenia Donbasu udało się dokonać wyłomu w blokadzie oblężonego Słowiańska, a wysunięty oddział powstańczy zaatakował nawet położoną już na terenie obwodu charkowskiego główną bazę „operacji antyterrorystycznej” pod Iziumem [6].

Ale to Donbas. Odmiennie sytuacja potoczyła się w pozostałych ośrodkach antyrządowego buntu na Południowym-Wschodzie Ukrainy – w Charkowie i Odessie. Kijowskim władzom udało się tam, przynajmniej czasowo, opanować sytuację. Stało się to przy użyciu niezwykle brutalnych metod, zwłaszcza w Odessie. Grający pierwsze skrzypce w obozie kijowskich władz oligarchowie uruchomili ogromne środki, żeby do tego doprowadzić, m.in. tworząc prywatne armie, wzorowane na latynoamerykańskich szwadronach śmierci. Wyróżnia się w tym dziele gubernator obwodu dniepropietrowskiego Ihor Kołomojski, właściciel m.in. największego ukraińskiego banku PrivatBank, który z rozmachem inicjuje operacje pacyfikacyjne na całym terytorium Południowego-Wschodu. Aktywiści ruchu oporu z Odessy szacują, że w mieście przebywa około trzech, czterech tysięcy „paramilitares" I. Kołomojskiego, którzy de facto okupują miasto.

„Antymajdan” zarówno tam, jak i w mniej sterroryzowanym Charkowie musiał w znacznej mierze zejść do podziemia, ale można założyć, że potencjał buntu się tam nie wypalił. Zwłaszcza w Odessie, która nie może zapomnieć okrucieństwa rzezi 2 maja. Jeszcze w połowie kwietnia sytuacja w Odessie i Charkowie niewiele różniła się do tej w Doniecku i Ługańsku. Tu i tam odbywały sie wielotysięczne manifestacje, próby przejmowania budynków administracyjnych i proklamacji ludowych republik. Ale w Charkowie i Odessie zabiegi te nie przyniosły powodzenia. Rozstrzygnął o tym przede wszystkim brak uzbrojonych oddziałów samoobrony, co umożliwiło siłom rządowym brutalne zdławienie protestów.

Wszystko wskazuje na to, że właśnie czynnik militarny będzie jednym z decydujących o przyszłości Ukrainy. W tej chwili sytuacja przedstawia się tak, że organizowane naprędce ochotnicze oddziały zbrojne republik Donbasu (wzmocnione o ochotników z Rosji) dysponują wystarczającymi siłami do obrony własnego terytorium, ale wątpliwe, aby było je stać na „marsz na Kijów", czy choćby opanowanie reszty terytoriów Południowego-Wschodu. Według doniesień miejscowych mediów, w szeregi pospolitego ruszenia zapisało się 27 tys. ochotników, jednak tylko niewielka część spośród nich faktycznie zasiliła zbrojne oddziały. Wstrzemięźliwa postawa Kremla wskazuje, że bez jakiejś radykalnej zmiany sytuacji nie należy też spodziewać się interwencji rosyjskich sił pokojowych.

Druga kwestia to polityczny plan rozwiązania kryzysu na Ukrainie. W żywiołowym ruchu oporu ścierają się różne koncepcje, począwszy od separatystycznego wariantu przyłączenia obu republik Donbasu – wzorem Krymu – do Federacji Rosyjskiej. Najbardziej dopracowany projekt polityczny w tej kwestii zaprezentował ruch polityczny „Jugo-Wostok”, kierowany przez byłego polityka Partii Regionów prorosyjskiej orientacji Olega Cariowa. Projekt zakłada „zwrócenie się do innych obwodów Ukrainy z propozycją ustanowienia państwowości na zasadach ludowładztwa i federalizmu w ramach Federacyjnej Republiki Noworosji” [7]. W skład takiej federacji miałoby wejść, oprócz dwóch republik Donbasu, jeszcze sześć obwodów Południowego-Wschodu Ukrainy: charkowski, dniepropietrowski, zaporoski, nikołajewski, chersoński i odeski. Nowa federacja noworosyjska powinna wstąpić do Unii Celnej oraz związkowego państwa Białorusi i Rosji. W dalszej perspektywie O. Cariow nie wyklucza zjednoczenia Noworosji z resztą Ukrainy. „Wciąż pokładamy nadzieję w zdrowo myślącej większości Centralnej i Zachodniej Ukrainy. Ich mieszkańcy powinni pójść naszą drogą i dokonać samookreślenia na regionalnym poziomie. A później możemy spróbować porozumieć się w sprawie wspólnej egzystencji w ramach jednego państwa – federacji lub konfederacji” – oświadczył [8].

Pytanie, w jaki sposób – wobec braku wystarczających sił militarnych u wschodnioukraińskich powstańców – można doprowadzić do realizacji tego scenariusza. Ukraińska lewica podpowiada, że jedyna droga do tego to obalenie kijowskiego „reżimu” w wyniku protestów społecznych, które będą narastać w wyniku pogarszania się sytuacji materialnej Ukraińców na fali pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego. Według nich, aby przykład Donbasu mógł działać pociągająco na resztę Ukrainy, musi tam zwyciężyć zdecydowany kurs na złamanie pozycji oligarchów poprzez nacjonalizację ich majątków. Co nie jest wcale oczywiste, bowiem okazało się, że we władzach republik donieckiej i ługańskiej znaleźli się skryci poplecznicy najbogatszego Ukraińca Rinata Achmetowa, którzy mają pilnować jego interesów. Ujawnił to w wywiadzie prasowym uwolniony z kijowskiego aresztu były ludowy gubernator obwodu donieckiego Paweł Gubariew [9]. Toczy się więc wewnętrzna walka o kształt ustrojowy i polityczno-klasowy nowych republik pomiędzy skrzydłem „rewolucyjnym” i „oligarchicznym”. Jej wynik może rozstrzygnąć o przyszłości całej Ukrainy. „Nacjonalizacja przemysłu w donieckiej i ługańskiej republikach to główny koszmar dla Kołomojskiego i kijowskiej junty. Wówczas przykład nowych państw stanie się bardzo zaraźliwy dla całego kraju. Przecież większość mieszkańców centralnych i zachodnich obwodów także nastawiona jest kategorycznie przeciw władzy bogaczy” – uważa ukraiński politolog Andriej Manczuk [10].

Niezależne od tego, który z wariantów rozwoju sytuacji się zrealizuje – czy „tylko” ucieczka od Ukrainy Donbasu, powstanie Noworosji czy upadek prozachodnich władz na całej Ukrainie – oznaczało to będzie poważny uszczerbek dla amerykańskiej dominacji w tej części Europy i może uruchomić efekt domina. Pokazuje to przykład niedawnego idola Jarosława KaczyńskiegoWiktora Orbana – który coraz wyraźniej zacieśnia więzy ekonomiczno-polityczne z Rosją. Już nie tylko na poziomie wspólnych inwestycji, takich jak budowa elektrowni atomowej i gazociągu „South Stream", ale również w wymiarze polityki wobec kryzysu ukraińskiego, gdzie jego postulaty autonomii dla mniejszości węgierskiej współbrzmią ze stanowiskiem Kremla [11].

Fot. newshoggers.com
Tekst w podobnej wersji ukazał się w tygodniku „Myśl Polska”, nr 21-22 (25.05-1.06.2014)

______________________________________
Przypisy:
1. http://rabkor.ru/opinion/2014/05/14/eurasian
2. http://rabkor.ru/analysis/2014/04/22/logic
3. http://rabkor.ru/opinion/2014/05/14/eurasian
4. http://www.lewica.pl/?id=29478&tytul=John-Pilger:-USA-d%B1%BF%B1-do-wojny-z-Rosj%B1
5. http://bu-do.net/video/real/perestrelka-mezhdu-ukrainskoi-armiei-i-nacionalnoi-gvardiei.html
6. http://112.ua/obshchestvo/opolchency-napali-na-bazu-vnutrennih-voysk-pod-izyumom-ubit-odin-napadavshiy-istochnik-63049.html  
7. http://rusvesna.su/news/1399999754
8. http://rusvesna.su/news/1399368820
9. http://www.rg.ru/2014/05/12/gubarev.html
10.  http://www.dal.by/news/119/15-05-14-13/  
11.  http://rusvesna.su/news/1400330492
Czytany 3644 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04