poniedziałek, 19 listopad 2012 08:20

Igor Ignatchenko: Myanmar: nowy status geopolityczny

Oceń ten artykuł
(1 głos)

pearlsgeopolityka  Igor Ignatchenko

W dniach 17–20 listopada, prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, składa oficjalną wizytę w krajach Azji Południowej – odwiedza Tajlandię, Myanmar (dawna Birma) i Kambodżę. Jako pierwszy amerykański prezydent odwiedzi on Myanmar w czasie sprawowania swojego urzędu. W związku z tą wizytą, jak można wyjaśnić rosnące zainteresowanie krajem, który do niedawna był rządzony przez juntę?  

Do niedawna Myanmar, dawna kolonia brytyjska, znajdował się w zasięgu zainteresowań Chin – kraju, w dużej mierze zależnego od złóż ropy naftowej, szczególnie tej, wydobywanej w obrębie Zatoki Perskiej oraz w krajach afrykańskich leżących nad Oceanem Indyjskim. Obszar ten to szlak wodny, przemierzany przez 50% transportowców z całego świata, którymi transportowane jest 70% światowych zapasów produktów naftowych. Ocean Indyjski jest jednak niebezpiecznym regionem ze względu na ataki piratów. Dlatego też, jedenastu portom morskim, leżącym wzdłuż najważniejszych szlaków wodnych, w obrębie których transportowane są zasoby węglowodorów, grozi zamknięcie. Większość z nich znajduje się właśnie w okolicach Oceanu Indyjskiego. W związku z tym, w celu zapewnienia bezpieczeństwa strategicznych linii komunikacyjnych, Chiny zdecydowały się na budowę tzw. „sznura pereł”, czyli linii portów morskich. Decydującą w opracowywaniu tej strategii była kwestia zasobów energii. Sama nazwa została wymyślona przez ekspertów z amerykańskiego Instytutu Badań Strategicznych, będącego częścią armii amerykańskiej. Nazwa ta po raz pierwszy pojawiła się w publikacji Instytutu z 2006 roku, pt. „String of Pearls: Meeting the Challenge of China’s Rising Power Across the Asian Littoral”. Strategia Chin, mająca na celu zapewnienie bezpiecznych i regularnych dostaw ropy do kraju, przewiduje stworzenie baz morskich i powietrznych lub portów pośrednich, rozciągających się od chińskiej wyspy Hajnan na wschodzie, aż do pakistańskiego portu Gwadr na zachodzie. Co ważne, plany Chin dotyczące ochrony ich tras zaopatrzeniowych, bezpośrednio uderzają w interesy USA w tym regionie.

Jak już zostało wyżej wspomniane, Chiny przywiązują dużą wagę do pozyskania energii – 85% zasobów ropy i produktów naftowych jest transportowane do Chin z regionu Zatoki Perskiej i Afryki, przez Ocean Indyjski i wąską Cieśninę Malakka, znajdującą się pod kontrolą sił zbrojnych USA i ich lokalnych sojuszników. Należy zaznaczyć, że region tej cieśniny jest narażony na ataki piratów. W związku z tym, w 2011 roku Waszyngton zainicjował projekt pod nazwą Southeast Asia Cooperation and Training (SEACAT), czyli wspólne treningi w obrębie Cieśniny Malakka, w których brały udział wojska amerykańskie, filipińskie, singapurskie, malezyjskie, tajlandzkie, indonezyjskie i brunejskie. Te działania były postrzegane przez Pekin jako zagrożenie dla szlaków wodnych używanych do transportu zasobów węglowodoru i innych materiałów do kraju.  

Właśnie w tym miejscu na pierwszy plan wysuwa się geostrategiczne znaczenie Myanmaru. Wzmacniając swoją pozycję w tym kraju, Chiny zagwarantowały sobie dostęp do najważniejszego, pod względem strategicznym szlaku wodnego – Cieśniny Malakki. Władze w Pekinie zrobią wszystko, aby ich stosunki dwustronne z Myanmarem były jak najbliższe. W maju 2012 roku, prezydent Myanmaru, Thein Sein, zacieśnił te relacje przez ustanowienie „wszechstronnego strategicznego partnerstwa i współpracy między oboma krajami”. Współpraca militarna rozwija się – Chiny modernizują instalacje morskie Myanmaru, do których mają dostęp, a także gwarantują bezpieczeństwo swojemu południowemu sąsiadowi. Ponadto, Chińczycy umiejscawiają radary lądowe oraz angażują się w rozbudowę infrastruktury, w tym w budowę stacji obserwacyjnej na Wyspach Kokosowych, w celu monitorowania Cieśniny Malakka oraz odbywających się w tym regionie ćwiczeń marynarki wojennej.  

Duże wpływy Chin w Myanmarze są podyktowane przede wszystkim tym, że Pekin jest głównym partnerem handlowym Naypyidawu (roczny obrót handlowy wynosi około 5,2-5,3 mld USD). Ponadto, wysokość inwestycji chińskich w gospodarkę ich południowego sąsiada jest ogromna i wynosi w sumie 15,9 mld USD. Chiny uczestniczą też w realizacji projektów związanych z infrastrukturą, a w szczególności w przedsięwzięciach mających na celu pozyskanie energii. Myanmar z kolei jest dziesiątym krajem na świecie pod względem posiadanych złóż gazu ziemnego (2,5 bln m3 gazu, z czego 510 mln m3 to potwierdzone złoża). Jeśli chodzi o zasoby ropy naftowej w tym kraju, to wynoszą one około 3,2 mld baryłek. Ponadto, Myanmar jest głównym dostawcą kamieni szlachetnych, takich jak szafiry, rubiny i diamenty. W tym kraju wydobywa się także złoto, rzadkie metale, perły i nefryt.

Jak napisano powyżej, Pekin przywiązuje dużą wagę do kwestii zasobów energii. Dlatego też, chińskie firmy przyczyniają się do rozwoju rynku energetycznego Myanmaru od 2004 roku. W 2007 roku Pekin podpisał z Naypyidawem umowę na dostawę ropy, a w marcu 2009 roku umowę na budowę rurociągów o wartości 2,5 mld USD. Ropociąg o długości 2.380 km i gazociąg o długości 2.806 km, mają rozciągać się od miasta Kyaukpyu w Myanmarze, aż do południowo-zachodnich prowincji Chin.

Wszystkie te działania odbywają się w tle głośnych i obiecujących zapewnień Waszyngtonu o „powrocie” w region Azji Pacyficznej – przynajmniej od czasu opublikowania przez magazyn Foreign Policy artykułu sekretarz stanu Hillary Clinton. W artykule pt. „America’s Pacific Century” zawarte są informacje dotyczące polityki USA w tym regionie.

Waszyngton postrzega Myanmar jako słaby punkt polityki Chin w Azji Południowo-Wschodniej. W listopadzie 2010 roku, w Myanmarze odbyły się pierwsze od 20 lat wybory. W ich efekcie reżim militarny został zastąpiony przez quasi-cywilny rząd, ponieważ należy do niego wielu członków junty, która wcześniej rządziła krajem. Mimo, że wybory odbyły się w 2010 roku, amerykańska sekretarz stanu Hilary Clinton, odwiedziła Myanmar dopiero w grudniu 2011 roku. Była to pierwsza taka wizyta od 1955 roku. W tym czasie H. Clinton oficjalnie ogłosiła nowy etap stosunków dwustronnych, co skutkowało złagodzeniem sankcji.

Jeszcze przed wizytą H. Clinton, spotkanie z politycznym przywództwem kraju, w tym z generałem Min Aung Hlaingem, głównodowodzącym sił zbrojnych Myanmaru, odbył, wówczas specjalny wysłannik USA, a obecnie ambasador w Myanmar, Derek Mitchell. Na spotkaniu szczegółowo omówiono wznowienie współpracy militarnej, mimo tego, że tak naprawdę kontakty wojskowe nie ustały od czasów rządu generała Ne Wina. Po zamachu stanu w 1998 roku, kiedy nowy birmański reżim sprzeciwił się postrzeganiu siebie jako reżimu socjalistycznego, współpraca militarna z USA zacieśniła się. Właśnie w tym czasie wielu młodych oficerów, którzy obecnie mają już stopień generałów, było szkolonych w amerykańskich akademiach wojskowych. 

Pod koniec października bieżącego roku, USA zaprosiło rząd Myanmaru do wysłania obserwatorów na coroczne ćwiczenia o nazwie Cobra Gold. Jest to największe tego typu przedsięwzięcie wojskowe w Azji Pacyficznej, w który zaangażowane są Stany Zjednoczone. Zaproszenie to jest niejako odpowiedzią i reakcją na działania Pekinu, chcącego połączyć patrole stacjonujące nad rzeką Mekong z wojskami Myanmaru, Tajlandii i Laosu, w celu zwalczania piractwa.
W czasie pierwszej kadencji Baracka Obamy, USA rozpoczęło wprowadzanie w życie anty-chińskiego sojuszu militarnego. Sprawnie wykorzystując strach państw sąsiadujących z Chinami, związany z dynamicznym rozwojem tego Państwa Środka, Waszyngton stara się zrealizować swoje założenie, czyli odcięcie Chin od potrzebnych zasobów i sojuszników. Zgodnie z tymi planami, Myanmar staje się miejscem „wielkiej  gry” – jej celem jest zdobycie wpływu geopolitycznego w Azji południowo-wschodniej…

Tłum. Paulina Radecka
Tekst pochodzi ze strony Strategic Culture Foundation
Fot. sxc.hu
Czytany 5228 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04