poniedziałek, 18 marzec 2019 20:09

Eugeniusz Januła: Bliski Wschód – tygiel przyszłej wojny światowej?

Oceń ten artykuł
(27 głosów)

dr płk Eugeniusz Januła

Bliski Wschód jest już niemal tradycyjnie jednym z najbardziej zapalnych regionów świata. Krzyżują się tam interesy wielu krajów, a co niemniej ważne – także grup kapitałowych. W tym rejonie znajdują się też znaczące zasoby światowych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego. Istnieje również czysto ideologiczne zarzewie walk. Umiejscowiony jest tam zarówno Izrael, położony w samym sercu tradycyjnego obszaru arabskiego, jak też wojujące, przynajmniej propagandowo, państwa arabskie. Dogmatyczni islamiści stoją na stanowisku, że Izrael należy zniszczyć za wszelką cenę. Stąd nawet trudno się dziwić, że ten rejon świata stanowi swego rodzaju inkubator wszelkich ruchów ekstremistycznych, jak i zwykłego, nawet bandyckiego w przejawach – terroryzmu.

1. Konflikt na Bliskim Wschodzie. Aspekt polityczny – ideologiczny – religijny

Bliskowschodni konflikt posiada bardzo wiele płaszczyzn. Również trwa od wielu dziesiątków, a może nawet setek lat i nic nie zapowiada jego konstruktywnego końca.

Zaangażowane są tam (i może to jest jednym z jego głównych negatywnych aspektów) bardzo różne i zarazem bardzo silne podmioty zewnętrzne. Z jednej strony są to Stany Zjednoczone, które bezwzględnie i w każdej sytuacji stoją po stronie swojego protegowanego – Izraela a z drugiej oczywiście kiedyś Związek Radziecki a obecnie Federacja Rosyjska, która stoi po stronie selektywnych, tzw. postępowych państw arabskich – w czasach dzisiejszych Syrii a także szyickiego Iranu.

Konflikt bliskowschodni jest też jednym z potencjalnych zarzewi powszechnego konfliktu a nawet perspektywicznej wojny światowej. Tu też tych płaszczyzn i możliwości starcia jest aż zbyt wiele. Z jednej strony funkcjonuje stały konflikt żydowsko-islamski z drugiej – konflikt między sunnitami a szyitami wewnątrz islamu, na który nakłada się też narodowy semicki aspekt, czyli de facto arabski, permanentnie wrogi wobec asyryjskiego w olbrzymiej większości Iranu [1].

Aktualnie strony zainteresowane stoją bardzo twardo na swoich politycznych pozycjach, przy czym do niedawna istniał okres, w którym wydawało się, że Syria, rządzona przez dyktatorski reżim Baszara al-Asada ulegnie nawet szybkiemu rozpadowi a syryjski przywódca będzie zmuszony co najmniej do opuszczenia kraju. Jednak w tej chwili wyraźnie już widać, że w tym bardzo skomplikowanym konflikcie wewnętrznym to właśnie B. al-Asad, głównie dzięki pomocy rosyjskiej, został wielkim wygranym zaś siły proamerykańskie znalazły się w zdecydowanej defensywie. Realnie rzecz biorąc w Syrii rządzą alawici, którzy stanowią też swego rodzaju intelektualną elitę tego państwa. Funkcjonują oczywiście pewne skrawki, na których utwierdzili się Kurdowie. Jednak znajdują się oni pod ciągłym naciskiem Turcji, która panicznie boi się, że funkcjonujące w północnym Iraku, formalnie tylko autonomiczne, ale praktycznie prawie suwerenne kurdyjskie państwo narodowe, nabierze większego wymiaru i znaczenia. Wtedy nad Turcja zawiśnie groźba oddania całego tureckiego Kurdystanu, czyli prawie 1/6 powierzchni swego kraju. Podobny problem istnieje zresztą w Iranie. Tam też Kurdowie od wielu dziesiątków lat walczą o uzyskanie niepodległości.

Proamerykańskimi filarami w rejonie Bliskiego Wschodu są natomiast niezależne od siebie Egipt i Arabia Saudyjska. Jednak władze obu tych państw siedzą na „gorących minach”. Aktualny egipski prezydent gen. Abd al-Fattah as-Sisi jest politykiem zdecydowanie proamerykańskim, chociaż musi się liczyć nad Nilem z siłami konserwatywnymi, islamskimi, jak też bardzo wpływowymi egipskimi islamskimi teologami z Islamskiego Uniwersytetu Al-Ahsar. Cieszą się oni zarówno w samym Egipcie, jak również w całym świecie sunnickim, olbrzymim poparciem i autorytetem. W swoich poglądach teologicznych należą oczywiście do islamskich ortodoksów a ich ideologiczne spojrzenie nie są zbyt daleko plasuje się od radykalizmu ideologów Państwa Islamskiego [2]. Z kolei aktualny król Arabii Saudyjskiej Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud jest już człowiekiem bardzo schorowanym i wiekowym, który z wielkim trudem utrzymuje swą pozornie absolutną władzę. Należy ona realnie bowiem raczej do klanu książąt z rodziny Saudów. Klan ten jest bardzo liczny i szacowany jest nawet na ok. 3 tysiące osób. Dlatego nikt nie wie, w jakim kierunku politycznym podąży w przyszłości Arabia Saudyjska. W tym wypadku jeden udany zamach personalny może w zupełności przewrócić scenę polityczną. W różnego rodzaju analizach politycznych szacuje się, że nawet ok. 10% książąt z rodziny Saudów popiera islamskie ruchy ekstremistyczne, w tym Al-Kaidę. Tylu mniej więcej finansowało Osamę bin Ladena.

2. Analiza zagadnienia

Jest oczywistym, że syn obecnego króla, który jest oficjalnym następcą tronu monarchii saudyjskiej, będzie musiał, i to już wkrótce, zmienić całokształt polityki swojego państwa. To ma być pierwszy monarcha reprezentujący już nowe pokolenie potomków króla Sauda. Jest on zorientowany, przynajmniej obecnie, znacznie bardziej na zachodnią Europę niż na Stany Zjednoczone. Szczególnie interesuje go zacieśnienie stosunków z Francją. Ponadto trzeba jeszcze stale brać pod uwagę fakt, że właśnie takie państwa, jak Egipt i Arabia Saudyjska, stale są zagrożone zamachem stanu, puczem itd.

Problemem podstawowym w rejonie Bliskiego Wschodu jest, jak już pisano na wstępie, samo istnienie i funkcjonowanie państwa Izrael. To paradoks, że jest to swojego rodzaju państwo narodowościowo o charakterze semickim, lecz ideologicznie już zupełnie odmienne. Izrael rozciąga się ponadto na terytorium w pewnym sensie wydartym, i to w wyniku zbrojnego konfliktu, arabskiej Palestynie. Palestyńczycy, a przynajmniej ich większość, nigdy nie pogodziła się z utratą swojego kraju i perspektyw na własną państwowość. Ten substytut, który obecnie funkcjonuje, czyli tzw. Zachodni Brzeg i Strefa Gazy, uważane są przez Palestyńczyków wyłącznie jako skromny zaczątek państwa palestyńskiego, które ma się po prostu odrodzić. Część Palestyńczyków mieszka w dalszym ciągu na terenach państwa Izrael, ale są oni bardzo jednoznacznie traktowani jako wprost obywatele drugiej kategorii.

Kolejne wojny arabsko-izraelskie, czyli ta pierwsza z lat 1947–1948, w wyniku której utworzono państwo Izrael, została wygrana oczywiście przez społeczność żydowską. Następnie kolejna wojna w 1956 r., kiedy to w reakcji na nacjonalizację Kanału Sueskiego przez prezydenta Egiptu Gamala Abdela Nassera Izrael przystąpił do ataku na półwyspie Synaj a Zjednoczone Królestwo i Francja, pod pozorem rozdzielenia sił walczących, uderzyły de facto również na Egipt. Ta wojna też okazała się zwycięska dla państwa żydowskiego.

Wreszcie słynna, ukazywana i nauczana jako swego rodzaju „współczesne Kanny” w wojskowych podręcznikach sztuki operacyjnej „Wojna sześciodniowa” w 1968 roku, w której Izrael dzięki zaskakującym i bardzo sprawnym działaniom własnego lotnictwa w ciągu dwóch pierwszych dni walki praktycznie wyeliminował całe, liczebnie przeważające, lotnictwo egipskie [3]. Późniejsze walki na lądzie doprowadziły wojska izraelskie nad Kanał Sueski.

Kolejna wojna Jom Kippur 1973 r. dowiodła, że Izrael w każdej sytuacji posiada sporą i realną przewagę militarną nad swoimi arabskimi sąsiadami [4]. Ten kolejny konflikt znów zakończył się dla Arabów dotkliwą porażką.

Po 1973 r. Arabowie, pomni poprzednich krwawych nauczek, nie spróbowali i nie sprowokowali kolejnego konfliktu. W pewnym sensie ich substytutami działań zbrojnych stały się poszczególne radykalne organizacje palestyńskie, jak w szczególności Hamas oraz orientujący się bardziej na kierunek szyicki Hezbollah. Te organizacje finansowane i wyposażane w broń i sprzęt wojskowy przez poszczególne państwa arabskie często próbują przeprowadzać ostrzał terytorium Izraela przez coraz doskonalsze technicznie rakiety. Izrael jednak w odpowiedzi wyprodukował i dysponuje już najlepszym na świecie systemem antyrakietowym „Żelazna Kopuła”, który bardzo skutecznie (w ok. 85%) przechwytuje wrogie rakiety i pociski artyleryjskie. Z oczywistych względów taki system jest bardzo kosztowny a jego utrzymywanie bardzo nadwyręża i tak bardzo rozchwiany budżet izraelski [5].

Izrael posiada też, chociaż nigdy się do tego oficjalnie nie przyznał, około 160 jednostek taktycznej i taktyczno-operacyjnej broni nuklearnej. Pytaniem czysto retorycznym jest czy otrzymał swoje głowice od swojego wielkiego sojusznika, czyli Stanów Zjednoczonych, czy też, co jest znacznie bardziej realne, wyprodukował je samodzielnie. Na pustyni Negew pracują już od wielu lat trzy izraelskie reaktory atomowe. W budowie znajdują się dwa następne. Dwa z pracujących, to typ tzw. reaktorów „powielających”, czyli takich, które produkują pierwiastek pluton [6]. Właśnie z plutonu produkuje się aktualnie te najbardziej zaawansowane technologicznie a równocześnie bardzo niewielkie gabarytowo głowice jądrowe. Do ich przenoszenia Izrael używa przede wszystkim swojego bardzo nowoczesnego lotnictwa. Dysponuje także rakietami różnych typów i zasięgu, z czego „Gabriel” III jest rakietą o zasięgu przekraczającym dystans 2000 km.

W tym zakresie pojawia się kolejne bliskowschodnie kuriozum – zarówno Arabia Saudyjska, Egipt, jak też niektóre inne państwa orientujące się na Stany Zjednoczone są, bo muszą z uwagi na ideologiczną postawę własnych społeczeństw, być ideologicznie nieprzejednanymi wrogami Izraela. Natomiast w ramach czystej pragmatyki politycznej państwa te muszą Izrael popierać a nawet politycznie bronić Tel Awiw przed radykalnie nastawionymi państwami bliskowschodnimi, które oczywiście same boją się konfliktu zbrojnego z Izraelem. Patrzą jednak przez palce na permanentną propagandową wojnę z Tel Awiwem. W odpowiedzi państwa radykalnie nastawione antyizraelsko prezentują się jako walczący z Żydami piętnując państwa nastawione umiarkowanie do Izraela we własnym arabskim obozie. Ta spirala w sposób oczywisty potęguje konflikt w świecie arabskim.

Dodatkowym czynnikiem, który doszedł w ciągu ostatnich kilku lat to wojujący radykalny islam. Al-Kaida jest, jak się obecnie wydaje – pojęciem nieco historycznym, ale Państwo Islamskie, które znajduje się obecnie w głębokiej defensywie, posiada jeszcze wszelkie szanse na odrodzenie się. Zainteresowane obiektywnie jego odrodzeniem się wykazują zarówno Ankara, jak i Teheran [7]. Kalkulacja jest bardzo prosta. Państwo Islamskie jest wrogiem numer jeden Stanów Zjednoczonych i zachodniej Europy. A właśnie Stany Zjednoczone są wrogiem głównym Iranu. Z kolei Turcja również przechodzi powoli od kilku lat na pozycje polityki antyamerykańskiej. Pojawia się w tym zakresie kolejny czynnik. Są nim Chiny. Państwo to jest też po prostu zainteresowane obiektywnym osłabianiem pozycji Stanów Zjednoczonych a także zachodniej Europy w skali globalnej, ale w szczególności newralgicznych regionach. Dlatego też oficjalnie Pekin zwalcza Państwo Islamskie, ale nieoficjalnie Chińczycy wspierają islamistów przede wszystkim finansowo. Również dostarczają im broń i inny niezbędny do walki sprzęt wojskowy.

Obecnie, jak już wyżej pisano, Państwo Islamskie, które rozciągało się na terytoriach północnego Iraku i południowej Syrii, znajduje się w bardzo głębokim odwrocie. Islamistom pozostało zaledwie kilka miejscowości oraz spore jeszcze tereny pustynne, na których jednak nie ma nic. Dotychczasowy atut islamistów, czyli wydobywanie ropy naftowej na zajętych przez siebie terytoriach i następnie jej sprzedaż za około połowę ceny rynkowej, przestał już funkcjonować [8]. Siły kurdyjskie otaczają i rozbijają dziś skutecznie ostatnie bastiony islamistów.     

Bez względu na przyszłe losy resztek Państwa Islamskiego, na placu boju pozostaje wciąż silny gracz szyicki – Iran. To państwo posiada olbrzymie zasoby ropy naftowej i także szereg innych bogactw naturalnych. Posiada również potężne siły zbrojne i systematycznie dąży do uzyskania własnej broni nuklearnej. Jest nawet wysoce prawdopodobne, że Iran posiada już pierwsze głowice jądrowe albo też będzie nimi dysponował w najbliższym czasie. Irańskie rakiety zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych klasy Szahab-3 posiadają zasięg 3,5 tys. km a kolejna ich mutacja, czyli Szahab-4, mają posiadać ok. 6 tys. km. Te ostatnie znajdują się dopiero w fazie bardzo zaawansowanych prób.

Dla Stanów Zjednoczonych, Iran obok Korei Północnej jest dzisiaj największym wrogiem. Nie ma też wątpliwości, że jeżeli Teheran uzyska mobilne głowice jądrowe oraz sprawne środki ich przenoszenia, wtedy ryzyko uderzenia irańskiego na terytorium amerykańskie stanie się bardzo prawdopodobne.

W powyższym zakresie wielkim pytaniem pozostaje, jak dalece Federacja Rosyjska i Chiny zaangażowane są w irański program rakietowo-nuklearny. Tu należy zauważyć, że te dwa ostatnio wymienione państwa odnoszą się do Iranu i jego wielkich ambicji politycznych z pewną nieufnością. W Iranie i poza nim istnieją dość potężne siły, które dążą do obalenia reżimu ajatollahów. Są to po pierwsze irańscy monarchiści, którzy skupieni są wokół syna ostatniego szacha Iranu Mohammeda Rezy Pahlawiego, który rezyduje dziś pod Paryżem i dysponuje nadal potężnymi środkami finansowymi. To jest bardzo realna opozycja, wspierana zresztą w sposób oficjalny przez obóz zachodni jako perspektywicznie bardzo realna alternatywa dla obecnego reżimu teherańskiego. Wydaje się jednak, że młody szach mógłby powrócić do władzy tylko w wyniku jakichś poważnych pod szczytami Elbursu. Tym niemniej istnieją potężne siły wewnętrzne, które wspierają monarchistów.

Drugą poważną siłą w polityczną w Iranie jest dość wpływowa irańska lewica społeczna, orientująca się na nurt dawnych mudżahedinów ludowych. Nie można zapominać, że Iran, który zdecydowanie nie wchodzi w skład świata arabskiego, posiada też granicę z Pakistanem i Afganistanem. Są to kolejne państwa, z których szczególnie Afganistan jest swego rodzaju wulkanem i rozsadnikiem roznoszącym pierwiastki ortodoksji muzułmańskiej, jednoznacznie jednak w wydaniu sunnickim. W Pakistanie i Afganistanie sporo jest też ortodoksyjnych, sunnickich islamistów, czyli domorosłych mułłów, ulemów etc. Te państwa zdecydowanie nie należą już jednak do regionu Bliskiego Wschodu, ale obiektywnie również na ten region oddziaływują.

Obecnie rywalizacja polityczna, nierzadko o charakterze militarnym, rozgrywa się głównie na terytoriach Syrii, Libanu oraz Libii. Wszędzie tam trwają również na mniejszą lub większą skalę walki. O ile w Syrii sytuacja jest w zasadzie wyjaśniona, to centrum chaosu, nie tylko politycznego, stanowi jest przede wszystkim Libia [9]. Funkcjonują tam aktualnie trzy niezależne od siebie i oczywiście wzajemnie zwalczające się rządy, zaś samo państwo, jeśli w ogóle można mówić o jakimkolwiek państwie, jest na dzisiaj swego rodzaju centrum przerzutu imigrantów z terenu centralnej Afryki do Europy.

Należy postawić w tym miejscu pytanie w kwestii dość dziwnych zachowań Egiptu wobec Libii. Egipt powinien być jak najbardziej zainteresowany stabilizacją i pokojem społecznym u swojego sąsiada. Jak się jednak okazuje – pewne grupy biznesowe właśnie z Egiptu ciągną znaczne zyski z tytułu przerzutu ludzi. Zarówno w transporcie poprzez Saharę, jak też i później – przez Morze Śródziemne. Ponadto w kręgach dobrze poinformowanych lansuje się z coraz większym naciskiem tezę, że egipski prezydent A. as-Sisi realnie myśli o aneksji Libii. Jej potencjalne zajęcie rozładowałoby, chociaż nie automatycznie, szereg nabrzmiewających szybko problemów w samym Egipcie...

BIBLIOGRAFIA
Hitti. P. Dzieje Arabów. PWN. Warszawa. 1972
Januła. E. Panstwo islamskie. Nowa formuła terroryzmu. /w/Multidyscyplinarne uwarunkowania bezpieczenstwa międzynarodowego,biznesu i zarządzania. Pr. zbiorowa pod redL. Karczewskiego i H. Kretka. Wyd PWSZ Racibórz. 2017
Januła. E. W. cieniu czerwonej gwiazdy. Plik. Katowice. 2016
Januła. E. Wojna szesciodniowa. http. www. geopolityka. org
Maszlanka. B. Cztery oblicza militaryzmu. MON. Warszawa. 1976

____________________________

1 P.Hitti.Dzieje Arabow.PWN.Warszawa.1972.s.46-67 i 489 i nast.
2 Guardian.23.05.2016
3 E.Januła.Wojna sześciodniowa./w/Geopolityka.org.12.08.2016
4 B.Maszlanka.Cztery oblicza militaryzmu.MON.Warszawa.1976.s.378 i nast
5 Defense News.2014.23.04
6 Le.Monde.16.08.2018
7 Mieznunarodne wojennoje obrazowanije/Moskwa/Nr.4.2017
8 Guardian.08.11.2018.
9 Le Figaro.14.05.2018

Czytany 1383 razy