środa, 23 maj 2018 16:47

Dariusz Dulaba Czy Europie grozi druga fala migracji?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Agencja World Food Programme powołana do zwalczania globalnego głodu ostrzega: „Jeśli nie zdołamy pomóc milionom ludzi w Afryce uwikłanym w konflikty i cierpiącym z powodu głodu oraz niekończących się wojen, Europa może stanąć w obliczu drugiej fali migracji”. „Tak złej sytuacji nie było od zakończenia Drugiej Wojny Światowej”– alarmują z kolei pracownicy ONZ. „Miliony kobiet, dzieci i mężczyzn wciąż są zabijani, odnoszą obrażenia albo są zmuszani do opuszczenia swoich domów, wywłaszczani albo skazywani na życie w nędzy. I kolejne regiony ulegają destabilizacji. Nawet szpitale oraz konwoje z pomocą humanitarną stają się celem ataków” – zwraca uwagę sekretarz generalny ONZ António Guterres.   

A efekt: „Miliony ludzi stoi w obliczu głodu na ogromną skalę" – pisze „The Weather Network". – „Wszystko przez susze i zjawisko El Niño, które połączone z kryzysem gospodarczym wpłynęły na gwałtowny wzrost liczby skrajnie niedożywionych. W wielu miejscach dotkliwe upały (temperatury powietrza były wyższe nawet o 15 stopni) spowodowały pustynnienie pastwisk i wysuszyły studnie, przez co brakuje wody i żywności; ceny żywności wzrosły tak bardzo, że znaczna część rodzin jest na krawędzi przetrwania. I grozi im śmierć z głodu – zauważa".
– „Albo kolejne wstrząsy" – mówi Josette Sheeran szefowa oenzetowskiej agencji pomocowej. „Niestety, kiedy ludzie nie mają co jeść, mają do wyboru tylko trzy rzeczy: zbuntować się, emigrować albo umrzeć" – przekonuje. Opinię tę potwierdza również Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem w Sztokholmie (Sipri); „Tylko w latach 1990 i 2011 na kontynencie afrykańskim wybuchło ponad 400 konfliktów. I liczba ta powiększyła się jeszcze o 60 proc. w latach 2011 i 2017" – czytamy w opracowaniach.
Tymczasem Saad Ali Shire minister spraw zagranicznych Somalilandu zwraca uwagę, że tak źle jeszcze nie było. „Zawsze mieliśmy susze, ale były one raz na dziesięć lat. Teraz są raz na dwa lata i są coraz gorsze. Ale nie wszyscy biorą po-ważnie takie pojawiające się ostrzeżenia o głodzie, dopóki na ekranach telewizorów nie pojawią się wychudzone i umierające dzieci. Niektóre organizacje humanitarne mają co prawda dobre chęci, ale zorganizowanie pomocy zajmuje im miesiące, bo są mocno zbiurokratyzowane – wytyka opieszałość organizacji humanitarnych. „Problem w tym, że życie setek tysięcy dzieci, kobiet i starców już teraz jest zagrożone. I nie tylko liczba niedożywionych (Somalii) podwoiła się w ciągu pół roku (osiągając 3 mln osób/dane z połowy 2017 r.). Ale też niepokojąco rośnie ilość zachorowań na biegunkę, odrę oraz cholerę (odnotowano ponad 2 tysięcy takich przypadków)" potwierdza Światowa Organizacja Zdrowia. Jednym z problemów jest to, że ludzie wykorzystują zapasy ze skażonej lub brudnej wody. „Aby temu zapobiec, oprócz dostaw żywności, należy jeszcze zadbać o stworzenie odpowiedniej opieki medycznej i zapewnić bezwarunkowy dostęp do wszystkich chorych. Są one groźniejszym zabójcą niż sam głód i szybciej atakują osłabione organizmy" – zauważa WHO. „W przeciwnym wypadku Somalię czeka kryzys gorszy od tego z 2011 roku (kiedy z głodu zmarło ponad ćwierć miliona Somalijczyków)" – przestrzega agencja ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Problem w tym, że nie tylko zmiany klimatu, lecz „Przede wszystkim wojny w Syrii i Iraku" oraz „konflikty w Jemenie oraz Sudanie Południowym" doprowadziły do tego, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba niedożywionych w Afryce i na Bliskim Wschodzie wzrosła do 9,5 proc. populacji (o 30 mln ludzi). I „podważyły postęp osiągnięty przed 2010 rokiem" – czytamy w ubiegłorocznym raporcie nt. Stanu bezpieczeństwa żywnościowego na świecie. –
Wśród zagrożonych są mieszkańcy Sudanu Południowego, gdzie od sierpnia 2015 roku trwa wojna domowa pomiędzy zwolennikami prezydenta Salva Kiir Mayardit (z plemienia Dinka) i wiceprezydentem Rieka Machara (z plemienia Nuer, który został oskarżony o przygotowywanie zamachu stanu). – To ona spowodowała pięciokrotny wzrost liczby osób zagrożonych niedożywieniem (z 1 do 5 mln osób) i przyczyniła się do tego, że życie 276 tys. dzieci jest zagrożone – zauważają eksperci.
Równie dramatyczna sytuacja jest w Jemenie, gdzie w marcu 2015 r. siły rządowe prezydenta Abd Rabbuha Mansura Hadiemu (wspieranego przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Bahraj, USA, Wielką Brytanię, Chiny) zostały zaatakowane przez zwolenników byłego prezydenta Aliego Abd Allah Saliha (wspieranego przez część armii jemeńskiej oraz Iran, Hezbollah i szy-itów z Huti). I rozpoczęła się wojna o władzę. Efekt – kraj stoi na skraju bankructwa, 400 tys. dzieci cierpi z powodu ciężkiego niedożywienia, rozprze-strzenia się cholera – odnotowano już 175 tys. takich przypadków (ponad 1 tys. osób zmarło) na skutek osłabienia systemu odpornościowego. Do tego, w szpita-lach brakuje leków.
A także w Syrii; z ostatnich danych wynika (z grudnia ub. r.), że z głodu może umrzeć nawet 400 tys. mieszkańców; wcześniejsze doniesienia mówiły o ponad 4,8 mln migrantów (dane z końca 2016 r.). Sytuacja pogarsza się na skutek eskalacji działań militarnych oraz politycznych Turcji i Iranu w tym kraju. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach może dojść do geopolitycznych przetasowań w tym regionie. Bowiem zaangażowaniu Iranu w Syrii sprzeciwia się Izrael; kilka dni temu przeprowadził, zakrojony na szeroką skalę atak z powietrza na syryjski system obrony powietrznej i irańskie cele w tym kraju.
Tymczasem David Beasley dyrektor WFP w rozmowie z tygodnikiem „Die Zeit" przestrzega przed nowa falą migracji do Europy. Według szefa WFP, choć wielu mieszkańców obozów w Afryce i na Bliskim Wschodzie (szczególnie na pograniczu Turcji, Libanu - oficjalnie mówi się o 1 mln takich osób - oraz Jordanii) chciałoby pozostać blisko swoich krajów to głód nie pozostawia im wyboru. „Jeśli nie mają wystarczającej ilości jedzenia to po prostu poszukają innego miejsca, aby przetrwać. I wielu z nich pojedzie do Europy" – zapowiada Beasley.
„Podobnie było przed kryzysem migracyjnym w Europie w 2015 r. Wówczas zapłaciliśmy wysoką cenę za nasz błąd – kiedy do Europy w krótkim czasie przedostała się rekordowa liczba ponad 1,2 mln nielegalnych imigrantów". Wg danych UNHCR głównie z Syrii (49 proc.), z Afganistanu (21 proc.) i Iraku (8 proc.) – I kiedy złożyli wnioski o azyl w kilku państwach UE (najwięcej w Niemczech 476 tys., Szwecji, Austrii oraz na Węgrzech). „Już teraz ok. 6,5 mln osób , by przedostać się do ekonomicznego raju" – pisze gazeta „Bild", cytowana przez światowe media.
„ A może być gorzej. Jeśli nie zdołamy zatrzymać wzrostu średniej temperatury na świecie na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza (...) i nie stworzymy perspektywy pracy dla mieszkańców Afryki w krajach ich pochodzenia w przyszłości na północ (do Europy - PAP) może wyemigrować nawet 100 mln osób" – mówi Gerd Mueller minister współpracy i rozwoju Niemiec. Zwłaszcza, że wg najnowszych prognoz do 2050 r., ludność tego kontynentu może wzrosnąć nawet o 1,3 mld osób (przy 2,2 miliardowym wzroście całej populacji) – pisze Qu-artz.
Temat sytuacji Afryki zdominował również ostatni szczyt G20 w Hamburgu (odbył się 7 i 8 lipca 2017 r.) na którym przywódcy najbogatszych państw świata zgodzili się (w komunikacie końcowym), że „przed społecznością mię-dzynarodową w najbliższych latach stoją niezwykle ważne wyzwania – walka z terroryzmem, rosnąca migracja, ubóstwo, głód, zagrożenia dla zdrowia, konieczność utworzenia miejsc pracy, zmiany klimatyczne, bezpieczeństwo energetyczne oraz nierówności, w tym płciowe". Jednocześnie przestrzegli przed eskalacją napięć. Zaproponowali, by wszelkie konflikty rozwiązywać nie za pomocą kul, ale słów. W tym celu złożyli propozycję rozbudowy infrastruktury szkolnictwa wyższego i ułatwienie dostępu do nauki dla młodzieży z obszarów wiejskich w krajach najuboższych. Ponadto zadeklarowali stworzenie dla nich 1,1 mln nowych miejsc pracy do 2022 r. By nie powtórzyła się sytuacja z Nigerii, gdzie spośród 10 mln osób starających się dostęp na studia w latach 2010 do 2015 r. prawo do studiowania wywalczyło zaledwie 26 proc. młodzieży.Dlaczego warto? - Bo nauka to najsilniejsze lekarstwo na przemoc. I jeśli zapewnimy im pokój, o żywność sami się zatroszczą – podkreślają.

Czytany 1498 razy