sobota, 06 lipiec 2013 10:26

Bartosz Mroczkowski: Edward Snowden - cui bono?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

E-snowdengeopolityka  Bartosz Mroczkowski

Stosunki między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi znajdują się obecnie na rozdrożu. Powodem jest Edward Snowden i to, co powiedział o amerykańskich służbach specjalnych, ich praktykach stosowanych względem obywateli amerykańskich oraz podsłuchiwaniu instytucji unijnych, w tym negocjatorów, którzy brali udział w pracach nad umową o wolnych handlu UE–USA.

Temat został rozdmuchany w światowych mediach, podkreślających hipokryzję administracji amerykańskiej, co ewidentnie przełożyło się na  utratę zaufania do amerykańskiej dyplomacji i amerykańskich pryncypiów w polityce zagranicznej.

Jednak, gdy mówimy o masowej inwigilacji, mówimy także o aktywnych działaniach. Amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) zbierała miliony danych, jednak nigdy nie użyła zebranych informacji przeciwko komuś. To oczywiście nie oznacza, że takie zachowanie nie jest zagrożeniem dla demokracji. Właśnie przez ten pryzmat światowe media postrzegają tę sytuację. Czy rzeczywiście jednak w tym tkwi problem?

E. Snowden pracował dla NSA i CIA. Biorąc pod uwagę ten fakt, jest oczywiste, że musiał wiedzieć, które państwa lub mocarstwa są największym zagrożeniem dla amerykańskich globalnych interesów. Mowa tutaj oczywiście o Rosji i Chinach. W związku z tym nasuwa się kilka ważkich pytań. Jeśli tak, dlaczego więc poleciał do Hong Kongu? Dlaczego od razu nie wybrał Wenezueli?

Hong Kong posiada inny system polityczny od Chin kontynentalnych. Ma tym samym odmienny od reszty tego państwa wymiar sprawiedliwości. Oznacza to, że Hong Kong cieszy się wysokim stopniem autonomii, której model został zachowany po 1997 r. zgodnie z zasadą "małej wolności pod kontrolą". Czy to możliwe, że rząd w Pekinie nie wiedział o przybyciu E. Snowdena?

Amerykański „whistleblower” poleciał następnie do Rosji, gdzie... nikt go nie widział. Jest to wątpliwe. W rzeczywistości, wycieki do prasy amerykańskiej na temat inwigilacji amerykańskich obywateli, pojawiły się wówczas, gdy E. Snowden de facto przebywał już na terenie Chin. Następnie, teoretycznie znalazł się na rosyjskim lotnisku międzynarodowym Szeremietiewo, gdzie, za pośrednictwem swojego adwokata, przekazał kolejne informacje odnośnie podsłuchów instytucji i ambasad unijnych na terenie USA. To poważnie pogorszyło relacje między dwoma kontynentami i to w czasie nadchodzących rozmów o strefie wolnego handlu.

Po pierwsze – nie ulega wątpliwości, że Snowden jest używany przez rosyjski wywiad i władze, aby osiągnąć konkretne cele – być może nawet przy współpracy z Chinami. Przede wszystkim sprawa E. Snowdena spowolni rozmowy na temat umowy o wolnym handlu między dwoma największymi gospodarkami na świecie i, co należy podkreślić, leży to w interesie Rosji i Chin.

Po drugie – może przyczynić się do pogorszenia stosunków dwustronnych między USA a niektórymi państwami europejskimi, takimi jak Francja czy Niemcy. Także największy sojusznik USA w Europie – Polska – wzywa administrację amerykańską do złożenia wyjaśnienień.

Po trzecie – obecna sytuacja całkowicie zmienia strategię amerykańską w regionie Pacyfiku. Wiele wskazuje na to, że obecnie Amerykanie zaczną koncentrować się bardziej na Europie – co również leży w interesie Pekinu.

Po czwarte – Rosja zyska czas na stworzenie własnej unii celnej w regionie, do którego próbuje zaprosić Turcję i Ukrainę (oba kraje dążą do integracji europejskiej).

Po piąte – przecieki do prasy na temat PRISM w olbrzymi sposób wpłynęły na amerykańską sytuację wewnętrzną. Prezydent Barack Obama, w związku z zaistniałą sytuacją, spotkał się z wielką krytyką zarówno mediów, jak i własnych przeciwników politycznych, zwłaszcza z Partii Republikańskiej. To znacznie osłabiło jego pozycję. Zresztą nie tylko pozycję prezydenta. W istotnym wymiarze spadło zaufanie do Partii Demokratycznej.

W powyższym kontekście warto zwrócić uwagę, że E. Snowden wysłał wniosek o azyl polityczny do 21 krajów. Może to być uznane za szaleństwo lub dobrze przemyślaną taktykę. Jeśli Amerykanin wyjedzie z Rosji, władze na Kremlu będą mogły obciążać winą 20 pozostałych państw.

Warto rozważyć dwa możliwe scenariusze rozwoju sytuacji. W najbliższej przyszłości E. Snowden zapewne może zniknąć z moskiewskiego lotniska. Rosjanie będą odsyłać amerykańskie żądania o ekstradycji do innych państw, tłumacząc się, że były informatyk NSA nie mógł zostać w Rosji, gdyż nie posiadał rosyjskiej wizy, ani azylu politycznego. W efekcie może zdarzyć się sytuacja, że nikt nie będzie wiedział, gdzie podział się E. Snowden. Drugi scenariusz zakłada powrót Amerykanina do USA – swoją pracę już wykonał, a Rosja go nie potrzebuje. W tym przypadku Moskwa będzie umywać ręce od tej sprawy. Warto zwrócić uwagę, że, dzięki E. Snowdenowi, Kreml znacznie ograniczył zdolności wywiadowcze Waszyngtonu w instytucjach unijnych. Tym samym wymusił na europejskich władzach zwiększenie procedur bezpieczeństwa we własnych instytucjach i placówkach dyplomatycznych.

Rozważając całą aferę wokół E. Snowdena i całego PRISM, musimy pamiętać, że to, co piszemy w Internecie, przechodzi przez różne serwery i w końcu jest gdzieś przechowywane – w podobny zresztą sposób do rozmów telefonicznych (system ECHELON).

Poczytny dziennik The New York Times z 1 lipca przytoczył wypowiedź Michaela V. Haydena, byłego dyrektora Agencji Bezpieczeństwa Narodowego i CIA, który powiedział 30 czerwca, w wywiadzie dla telewizji CBS, że cała ta sprawa generalnie pokazuje, jak funkcjonuje państwo amerykańskie: „Po pierwsze: Stany Zjednoczone szpiegują , po drugie: nasza czwarta poprawka, która chroni prywatność Amerykanów, nie jest traktatem międzynarodowym. Po trzecie: każdy Europejczyk, który chce wyjść na ulicę i rozdzierać ubranie w proteście przeciw międzynarodowemu szpiegowaniu, powinien najpierw przyglądnąć się własnemu państwu i dowiedzieć się, co robią ich własne rządy".

Patrząc z punktu widzenia Waszyngtonu, obecnie Amerykanie powinni na wszelkie sposoby starać się poprawić stosunki z Europą i zrekonstruować ocenę relacji z Rosją. Może to być np. specjalna strategia, skupiająca się na rosyjskich interesach w regionie Kaukazu, ponieważ amerykańsko-rosyjski „reset" ograniczył zdolności przetargowe administracji amerykańskiej, która systematycznie traci pozycję w stosunku do Rosji. To obejmuje także interesy na Bliskim Wschodzie, Azji i Pacyfiku oraz w Europie. Administracji rosyjskiego prezydenta Władimira Putina udało się naruszyć podstawowe interesy amerykańskie w Europie, a to z pewnością spotka się z surową odpowiedzią.

Fot. www.csmonitor.com

Czytany 7152 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04